sobota, 18 października 2014

Pradziad Wielki,a Kozioł Czerwony :)

"XLIV Rajd na Raty
Wycieczka autokarowo - piesza
Góra Świętej Anny, Prudnik, Pradziad
18.10 - 19.10.2014 r.

Organizator: Oddział PTTK „Sudety Zachodnie” w Jeleniej Górze
Opracowanie trasy, obsługa przewodnicka: Wiktor Gumprecht.

Program wycieczki

18.10.2014 r. - sobota
Wyjazd z Jeleniej Góry, z ulicy Teatralnej o godzinie 7,00.
Trasa przejazdu: Jelenia Góra – Góra Świętej Anny – Prudnik – Głuchołazy

Góra Świętej Anny – wieś położona około 30 km od Opola, na stoku wzgórza o tej samej nazwie, na którym znajduje się znane sanktuarium, licznie odwiedzane przez pielgrzymów. Na szczycie góry stoi zespół klasztorny franciszkanów z gotyckim kościołem św. Anny, w ołtarzu głównym cudowna, łaskami słynąca figura Świętej Anny Samotrzeciej z XV w. Przed kościołem dziedziniec otoczony krużgankami, nazywany Rajskim Placem, poniżej na stokach góry zespół kaplic tworzących malowniczą kalwarię.
W 1921 roku w okolicy stoczono najcięższe walki czasie III powstania śląskiego. Upamiętnia je monumentalny Pomnik Czynu Powstańczego autorstwa Xawerego Dunikowskiego. Poniżej pomnika, w nieczynnym kamieniołomie znajduje się olbrzymi amfiteatr, jeden z największych w Europie.
Prudnik – oglądamy najciekawsze zabytki miasta: barokowy kościół św. Michała Archanioła z bogatym wyposażeniem, Rynek z Ratuszem, mury miejski, Wieżę Woka – najstarszy zabytek miasta, pozostałość po średniowiecznym zamku, po renowacji stała się punktem widokowym pozwalającym podziwiać panoramę miasta i okolic (wstęp 3 zł).
Prudnik Las – w znajdującym się tu klasztorze franciszkanów w okresie od 6 października 1954 do 28 października 1955 był więziony kardynał Stefan Wyszyński. W 1996 roku biskup opolski, abp Alfons Nossol, podniósł kościół do rangi sanktuarium św. Józefa. Po obejrzeniu celi, w której był więziony Prymas i kościoła św. Józefa Aleją Wilka z Gubbio idziemy na Kozią Górę, gdzie w 2009 roku wybudowano wieżę widokową, z zadaszonego tarasu widokowego rozpościera się piękny widok na Prudnik i okolicę.
Nocleg mamy zarezerwowany w Ośrodku Czerwony Kozioł w Głuchołazach.

19.10.2014 r. - niedziela
Przejazd: Głuchołazy – Karlova Studánka – Ovčárna
Wycieczka piesza:    Ovčárna  –  Praděd  –  Barborka  –  Údolí Bílé Opavy  – Karlova Studánka    12 km
Ovčárna – hotel górski na wysokości 1300 m , obok narciarskie trasy zjazdowe.
Praděd – Pradziad (1491 m) – najwyższy szczyt Wysokiego Jesionika i całych Sudetów Wschodnich, na wierzchołku wieża telewizyjna o wysokości 145 m, z oszklonego tarasu widokowego na wysokości 80 m rozpościera się rozległy widok od  Śnieżki na zachodzie po Tatry na wschodzie (wjazd windą 80 kč).
Barborka – stylowe schronisko górskie na wysokości 1400 m, jedno z najstarszych w Jesionikach.
Údolí Bílé Opavy – Dolina Białej Opawy – dzięki licznym kaskadom wodnym i małym wodospadom uważana za najbardziej malowniczy szlak we wschodniej części Sudetów, Cała dolina ma około 3 km długości i głęboko wcina się w zbocza Pradziada i Wysokiej Holi, na niektórych odcinkach tworzy nieduże kaniony. Strome zbocze zarośnięte gęstym lasem nadają całości charakter dzikiej nieujarzmionej przyrody. Ścieżka prowadzi  raz po jednej stronie potoku, raz po drugiej, a przejście umożliwiają liczne mostki i kładki.
Karlova Studánka – małe kameralne uzdrowisko, jednolita zabudowa z wykończeniem budynków drewnem tworzy niezwykle malowniczy widok. Po krótkim spacerze odjeżdżamy do Jeleniej Góry, gdzie docieramy około godziny 21.
Koszt wycieczki:  198 zł
w tym: autobus, nocleg, wyżywienie (obiadokolacja i śniadanie) ubezpieczenie NNW, KL, obsługa przewodnicka.
Zapisy wraz z wpłatą  przyjmowane są w Oddziale PTTK „Sudety Zachodnie”Jelenia Góra  ul. 1-go Maja 86."


Jedziemy więc na dwudniówkę :)
Spakowaliśmy się wczoraj,więc dziś wstajemy odpowiednio wcześnie i na spokojnie zjadamy śniadanie,pijemy kawę,zrobimy kanapki na drogę i bez pośpiechu idziemy na miejsce odjazdu naszego autokaru.Koło Teatru jest już spora grupka wycieczkowiczów,w większości to sami znajomi.Witamy się ze wszystkimi i kiedy autobus podjeżdża,wsiadamy do niego,zajmujemy miejsca dla siebie i Sofijki.O 7-mej jesteśmy prawie wszyscy-prawie,bo nie ma Edka.Rozdzwoniły się telefony-bez skutku :( Edek nie odbiera :( Czekamy studenckie 15 minut-cały czas usiłując się do Niego dodzwonić-i odjeżdżamy....bez Edka :(
Wiktor omawia plan wycieczki,w autobusie panuje wesoła atmosfera,kiedy nagle w Radomierzu autokar zostaje zatrzymany przez Państwową Inspekcję Ruchu Drogowego.Zjeżdżamy na parking i zaczyna się kontrola-papierów,stanu technicznego autobusu itp...Podczas przymusowego postoju,dzwoni Edek,że przyjechał na miejsce odjazdu,a tu nikogo nie ma :( Okazuje się,że Edek pomylił godziny odjazdu,dlatego się spóźnił,tłumaczą Mu,że ma szczęście,bo jeśli podjedzie samochodem do Radomierza,to zdąży na wycieczkę,a my chwilę zaczekamy :)
Kontrola się kończy,a my,tak jak obiecaliśmy Edkowi-czekamy na Niego,a kiedy przyjeżdża i wsiada do autobusu,to zewsząd słychać docinki-że nie trzeba było od razu nasyłać Inspekcji Drogowej,że teraz to każdy z nas tak zrobi,gdy zaśpi-oczywiście wszystko to żarty,a reszta zwykły zbieg okoliczności :) Najważniejsze że jedziemy!!!!
Przejeżdżamy przez miejscowości dolnośląskie i wjeżdżamy na Śląsk Opolski.Podwójne nazwy miejscowości zdradzają nam,że jesteśmy już poza Dolnym Śląskiem.
Wjeżdżamy do wsi Góra św.Anny,autokar zostaje na parkingu u podnóża sanktuarium św.Anny,a my wychodzimy na zewnątrz i zaczynamy spacer po wsi.
























Idziemy najpierw pod Pomnik Czynu Powstańczego,który został zaprojektowany przez Xawerego Dunikowskiego.Został on postawiony w miejscu,gdzie wcześniej stało mauzoleum,w którym znajdowały się prochy poległych,niemieckich żołnierzy biorących udział w III Powstaniu Śląskim.W 1945 roku,kiedy Niemcy przegrali wojnę,mauzoleum zostało wyburzone.Uroczystego odsłonięcia pomnika dokonano dnia 19 czerwca 1955 roku.Pomnik Czynu Powstańczego składa się z czterech pylonów,które łączą się architrawem.Wewnątrz pomnika umiejscowiony jest znicz ze spiżową miednicą.Na ścianach pylonów znajdują się cztery rzeźby,które przedstawiają:górnika,rolnika,hutnika oraz Ślązaczkę z dzieckiem na ręku.Natomiast architraw przyozdobiony jest ośmioma rzeźbami ludzkich głów.Pomnik znajduje się ponad 30 metrów nad główną sceną amfiteatru,a do jego budowy zużyto ponad pięć tysięcy ton różnych materiałów budowlanych.My najpierw robimy sobie zdjęcia grupowe,a dopiero później słuchamy historii tegoż miejsca i rozchodzimy się we wszystkie strony,by na własną rękę obejrzeć to ogromne dzieło.Kiedy już wszystko zostało obejrzane i obfotografowane,powoli kierujemy się do parku,gdzie dawniej był kamieniołom.W latach trzydziestych ubiegłego wieku,gdy na te tereny były w rękach III Rzeszy,postanowiono stworzyć ogromny amfiteatr,gdzie mogłyby odbywać się wielkie wiece polityczne.Miejsce po dawnym kamieniołomie nadawało się idealnie i w 1938 roku ukończono budowę amfiteatru.W owym czasie,był on jednym z największych amfiteatrów na świecie.Mógł pomieścić od 30 do 100 tysięcy widzów,a poza tym wyróżniał się niesamowitą akustyką.W obecnym czasie,jest on jednym z największych tego typu budowli w Europie.Stajemy na chwilę i podziwiamy jego ogrom i dopiero po jakimś czasie schodzimy na scenę.Próbujemy swoich sił wokalnych,śpiewając piosenki-a co?-jak się stoi na scenie,to trza spróbować!!!






























Kiedy już wyczerpał się nam repertuar i rozbolały nas nogi od tańców,powoli opuszczamy scenę.Ja idę na samą górę by zrobić kilka zdjęć całości i przez chwilę oglądam wszystko z góry.Schodzę i idę za wycieczkowiczami,którzy już zmierzają do sanktuarium św.Anny.
Rzadki widok-Wiktor robi zdjęcia :)

































Trochę historii:
"Góra Św. Anny jest jednym z najpiękniejszych zakątków Śląska. Pielgrzymów przyciągają jej dwa klejnoty: cudami słynąca figurka św. Anny Samotrzeciej i kalwaria z kaplicami. Wzgórze annogórskie było i jest ulubionym celem pielgrzymów przychodzących z bliska i z daleka. W ciągu wieków góra miała różne nazwy. Jedna z najstarszych brzmiała: Góra św. Jakuba. Być może, tędy kiedyś prowadził szlak pątniczy do Santiago del Compostela. Pewne jest, że taki szlak wiódł z Estonii przez Śląsk (Mysłowice), a zatem także przez Górę Św. Anny. Do pątników idących tym szlakiem dołączali też Ślązacy.Z chwilą wybudowania kaplicy ku czci św. Jerzego, około 1420 r., przyjęła ona nazwę Góra św. Jerzego, która przetrwała do XVII w. Kojarzyła się z faktem, że niegdyś poganie w tym miejscu oddawali cześć bożkom. Jednak nie znaleziono żadnych przedmiotów kultu pogańskiego, jak to jest w przypadku Góry Ślęży. Góra św. Jerzego widnieje na przeróbce mapy Śląska Martina Helwiga (1561 r.) wykonanej przez A.Orteliusa (1592 r.). Gdy Gaszynowie w latach 1671-1673 rozbudowali kościółek pw. św. Anny (wzniesiony około 1480 r. przez Strzałów), przyjęła się nazwa Góra Św. Anny. Z biegiem lat nazwano ją Góra Chełmska. Nazwa ta widnieje w akcie fundacyjnym klasztoru franciszkanów z 16 VI 1657 r. Ma związek z legendą głoszącą, że św. Michał, pogromca szatana, na jej szczycie położył swój hełm. Inna interpretacja tej nazwy wywodzi ją ze starosłowiańskiego wyrazu "chołm", co oznacza pagórek.Pierwszy kościół na Górze Św. Anny został zbudowany w latach 1480-1485 z fundacji braci Mikołaja i Krzysztofa Strzałów, właścicieli gruntów w Porębie, Leśnicy i Żyrowej. Był to czas, kiedy na Śląsku ożywił się kult św. Anny, wzmocniony synodem wrocławskim w 1509 r. Na tym synodzie postanowiono dzień św. Anny obchodzić bardzo uroczyście. Pierwszą zaś udokumentowaną wzmiankę o kościele na Górze Chełmskiej z 25 VI 1516 r. zawiera pismo biskupa wrocławskiego Jana V Turzo, dotyczące przekazania przez Mikołaja Strzałę kaplicy na Górze Chełmskiej pod aministrację proboszcza z Leśnicy.Istnienie kościółka potwierdza przemówienie archidiakona opolskiego, Jana Kuny, z 1599 r. W urzędowym piśmie dotyczącym kościoła parafialnego w Leśnicy przesłanym do biskupa wrocławskiego napisał on: "Ten kościół zasługuje na szczególną uwagę ze względu na jego kościół filialny na Górze Św. Anny, dokąd rokrocznie liczne pielgrzymki chodzą. Kościół ten już raz dostał się do rąk heretyków w wyniku zaburzeń luterańskich i kosztowało to niemało trudu, aby pozyskać go z powrotem". Już wtedy pielgrzymowali tam Ślązacy. Ranga tego miejsca musiała być wielka, skoro protestanci, których wówczas nazywano "heretykami", rozpoczęli o nie walkę. Protestanci nie uznają pielgrzymek, ale ponieważ choć na krótko zajęli to miejsce, to - widać - wysoko oceniali jego wartość i wpływy. Dostrzegali w nim ważny ośrodek kultu, stanowiący dla nich bastion reformacji i oddziaływania na tutejszy lud.
Ożywiony kult św. Anny i masowe pielgrzymki rozpoczęły się od momentu sprowadzenia relikwii rzekomo z Francji. Napływ pielgrzymów był bardzo wielki, stąd księża z Leśnicy nie potrafili podołać pracy. Pobożny hrabia Melchior Ferdynand Gaszyna, który w 1631 r. nabył Porębę i kościółek św. Anny na Górze Chełmskiej, postanowił ulżyć im i sprowadził zakonników. Daremnie przez 30 lat starał się o dominikanów z Raciborza, na próżno też prosił franciszkanów z Gliwic. Opatrzność Boska spełniła jednak jego życzenie.W 1655 r. podczas najazdu szwedzkiego, reformaci lwowscy i krakowscy schronili się w gliwickim klasztorze Reformatów. Przebywając tam, skorzystali z zaproszenia hrabiego Melchiora Ferdynanda Gaszyny i przybyli na Górę Św. Anny. Hrabia Melchior uzyskał na to zgodę Karola Ferdynanda Wazy, biskupa wrocławskiego i płockiego. Od razu zamieszkali w Leśnicy przy cmentarnym kościele Matki Bożej, a dopiero później, po wybudowaniu klasztoru, przenieśli się na Górę Św. Anny.W uroczystość Wszystkich Świętych 1655 r. przybyli franciszkanie z prowincji małopolskiej na czele z o. Franciszkiem Rychłowskim (1655-1658), fundatorem konwentu i pierwszym w latach 1655-1658 przełożonym. W raz z przybyciem franciszkanów rozpoczęto budowę pierwszego drewanianego klasztoru. Budowa trwała cztery lata (1655-1659). Klasztor funkcjonował aż do wzniesienia klasztoru murowanego w 1749 r. Dnia 6 VIII 1656 r. franciszkanie otrzymali klucze do kościoła i akt darowizny terenu. W ceremonii wręczania kluczy uczestniczyli Sebastian von Rostocket, baron Ignacy Wilczek oraz ks. Konstanty Iwanicki, proboszcz z Leśnicy. Również w sierpniu król Jan Kazimierz potwierdził akt darowizny kościoła na rzecz franciszkanów. Hrabia był fundatorem pierwszego drewnianego klasztoru. Jego następcy, Jerzy i Adam Gaszynowie, byli budowniczymi kalwarii, a Antoni Franciszek i Adam odnawiali to miejsce. Ród Gaszynów pochodził z Gaszyna i Wierzchlesia w ziemi wieluńskiej. Pierwotnie nazwisko brzmiało Gaszyński. W 1673 r. Gaszynowie rozbudowali kościół, który został ponownie konsekrowany. Poświęcenia w dniu 30 IV 1673 r. dokonał bp Karol Franciszek Neander de Petersdorf. Poświęcił on również boczne ołtarze i dwa dzwony: św. Anny św. Franciszka.
W 1754 r. prowincjał o. Jacek Laskowski kazał rozebrać zmurszlałą wieżę kościelną. Z dokumentów w niej znalezionych można przypuszczać, że jeszcze przed przybyciem franciszkanów w 1655 r. wieża kościelna wznosiła się nad obecnym prezbiterium. W starej wieży znaleziono trzy monety z wizerunkiem króla Zygmunta III Wazy. Nowa wieża, wzniesiona w 1754 r., jest usytuowana w środku kościoła. Wybudował ją Antoni Nitze, a krzyż na wieży wykuł z żelaza Jerzy Suchow. W gałce umieszczono cztery srebrne monety króla Prus Fryderyka III. W latach 1851 i 1929 przeprowadzono kolejne remonty wieży. W czasie ostatniej renowacji, na przełomie lat 1997 i 1998, znaleziono m.in. ryngraf z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej. Stanowi to niezbity dowód, że na śląskiej ziemi żywy był kult Czarnej Madonny.Wieża zegarowa w zwieńczeniu dachu kościoła została zbudowana w 1868 r. Przedsionek do kościoła pochodzi z czasów gwardiana o. Osmunda Laumanna (1872-1875). W przedsionku są płaskorzeźby przedstawiające modlitwę Jezusa w Ogrójcu oraz "Stabat Mater", czyli ukrzyżowanego Jezusa i stojącą Jego Matkę. W 1884 r. malarz Krachwitz z Ząbkowic Śląskich pomalował wnętrze kościoła farbą olejną. Przed rokiem 1947 w kościele ambona była usytuowana po prawej stronie, patrząc na ołtarz. Nad łukiem zaś była przedstawiona scena Ukrzyżowania i widniał napis: "Wykonało się. Tak Bóg umiłował świat", nawiązujący do motywu zbawienia, czyli do miłości bez granic Syna Bożego do ludzi. Obecny gotycko-barokowy wystrój kościół zawdzięcza rodzinie Józefa i Marii Mitschke z Głuchołaz, kiedy gwardianem był o. Bertold Altaner (1957-1962). Nie do końca wówczas wnętrze kościoła zdołano odnowić. Przeszkodził temu w 1964 r. wyjazd rodziny Mitschke do Niemiec. Po kilkudziesięciu latach Georg Mitschke, syn Józefa, przybywszy na Górę Św. Anny, w pełni zrealizował plan i zarazem testament swego ojca, odnawiając wnętrze kościoła.Z okazji jubileuszu 500-lecia annogórskiego sanktuarium w latach 1979-1980 obok prezbiterium urządzono kaplicę wotywną ku czci Matki Boskiej Częstochowskiej. Ołtarz odlany jest z brązu. Na samej górze widnieją symbole Trójcy Świętej a poniżej Maryi Bogarodzicy. W bryłę brązu są wkomponowane miniaturki kościołów: bazyliki na Jasnej Górze, bazyliki św. Piotra w Rzymie, kościoła św. Anny w Jerozolimie, stojącego opodal sadzawki Betesda, kościoła franciszkańskiego w Opolu, gdzie znajduje się najstarsza na Śląsku kaplica św. Anny, kościoła św. Anny w Oleśnie oraz kościoła na Górze Św. Anny.W nastawie ołtarzowej są rzeźby papieża Jana Pawła II, postacie fundatorów klasztoru - Melchiora Ferdynanda Gaszyny i Jerzego Adama Gaszyny, a także scena przekazania franciszkanom kluczy do kościoła św. Anny. Jest tam także postać św. Dunsa Szkota, franciszkanina, który swoimi pracami teologicznymi przyczynił się m.in. do uchwalenia dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Obok ołtarza w oknach są dwa witraże przedstawiające św. Jacka Odrowąża i św. Maksymiliana Marii Kolbego.W kaplicy Matki Boskiej Częstochowskiej znajduje się zejście do podziemi, gdzie pochowani są możni XVIII i XIX stulecia, wśród nich m.in. wielka podczaszyna krakowska Kunegunda Dembińska, która zmarła nagle podczas pielgrzymki na Górę Św. Anny w 1770 r., generał i minister wojny króla Augusta II hrabia Piotr Robert Lagnasco i jego małżonka Maria Józefa von Toporek, a także członkowie rodów szlacheckich Kalinowskich i Gaszynów.Tytuł bazyliki mniejszej kościół annogórski otrzymał 20 VI 1980 r. dzięki staraniom biskupa opolskiego Alfonsa Nossola z okazji 500-lecia tego sanktuarium. Kardynał Władysław Rubin, prefekt Kongregacji dla Kościołów Wschodnich, odczytał dekret Stolicy Apostolskiej, na mocy którego kościół św. Anny został bazyliką mniejszą. Fakt ten upamiętnia tablica z inskrypcją. Uroczystości 500-lecia sanktuarium annogórskiego odbyły się 28 VI 1980 r. z udziałem Episkopatu Polski. Przewodniczył im kardynał Władysław Rubin. W czasie sumy pontyfikalnej do zebranych pielgrzymów przemówił z taśmy magnetofonowej Jan Paweł II. W czasie swojej drugiej pielgrzymki do ojczyzny 21 VI 1983 r. odwiedził on także Górę Św. Anny. Tutaj modłił się, a potem spotkał z franciszkanami. Wydarzenie to upamiętnia tablica z napisem: "21 VI 1983 r. Modił się tu Ojciec Święty Jan Paweł II". Po południu Jan Paweł II uczestniczył w nieszporach na annogórskich błoniach. Wtedy też od diecezji opolskiej otrzymał ważący 17 kg srebrny relikwiarz z relikwiami św. Jacka i blogosławionych Czesława i Bronisławy, pochodzących z rodu Odrowążów z Kamienia Śląskiego. Relikwie diecezja opolska otrzymała z Krakowa i Wrocławia - miejsc pogrzebania świętych - wraz z pismami potwierdzającymi ich autentyczność.

Tekst zaczerpnięty z publikacji:
"Pielgrzymi szlak na Górę Św. Anny" - ks. Jan Górecki (Instytut Górnośląski)."

















Przechodzimy przez miejscowość,zaglądając wszędzie tam,gdzie dostrzegamy coś ciekawego,mijamy rzeźbę Papieża i idziemy najpierw zobaczyć Grotę Lurdzką.
"W 1849 roku Tomasz Spruch otworzył na zboczu Góry św.Anny kamieniołom,z którego wydobywał bazalt.Zarówno pierwszy właściciel,jak i późniejsze władze miejskie Strzelec Opolskich,z chęci łatwego zarobku tak intensywnie eksploatowali kamieniołom,że przy drodze prowadzącej z bazyliki na kalwarię powstała niemal pionowa ściana.Z roku na rok pod wpływem erozji fragmenty drogi kalwaryjskiej osuwały się,co zagrażało samej bazylice i klasztorowi.Aby do tego nie dopuścić,pod koniec XIX wieku klasztor wykupił kamieniołom.
Przy pionowej ścianie kamieniołomu,graniczącej z drogą na kalwarię,wybudowano mur bazaltowy na 20 m wysoki,35 m długi i 2 m szeroki,powstrzymujący dalsze osuwanie się skarpy.Na dnie nieużywanego wyrobiska zebrały się wody gruntowe,tworząc jeziorko o średnicy ok.34 m i 4-5 m głębokości.Kamieniołom był tak głęboki,że tafla jeziorka znajdowała się ok.10 m poniżej dzisiejszego poziomu placu.
Kolejny etap prac zakładał wypełnienie wyrobiska ziemią.Początkowo (1897 r.) furmankami,a później (1898-1900) zbudowaną w tym celu kolejką transportowano kamienie i ziemię z pobliskich pól.Przy tych pracach pomagali mieszkańcy okolicznych miejscowości,a także pielgrzymi.W 1900 roku teren wyrównano.Plac stał się miejscem,na którym odbywały się nabożeństwa z udziałem większej rzeszy pielgrzymów.Kiedy w 1910 roku,na ołtarzu polowym,zbudowanym na tle kaplicy św.Rafała,odbywała się koronacja cudownej figury św.Anny,istniały już plany budowy Groty Lurdzkiej,która ostatecznie została wzniesiona w latach 1912-1914.
Powstała z kamienia wapiennego,według projektu Wilhelma Bauma.Budowniczym był jego brat Karol Baum z Duisburga.W głównej niszy znajduje się figura Matki bożej (ok.2,1 m wysokości).W 1914 roku biskup sufragan wrocławski Karol Augustyn dokonał poświęcenia Groty Lurdzkiej.Taras groty był trzykrotnie przebudowywany.Obecny wynik to efekt prac wykonanych w latach 1997-1998.
Plac przed Grotą Lurdzką otoczony jest 14 kamiennymi grotami skalnymi.Stanowią one stację Drogi Krzyżowej.Groty te budował w latach 1914-1915 Valentin Orf z Günthers k.Tann.Każdą charakteryzuje inny styl.Płaskorzeźby zostały zaprojektowane i wykonane z kamienia wapiennego (pierwsza płaskorzeźba z piaskowca) w pracowni rzeźbiarskiej Gebrüder Moroder z Badenii w latach 1914-1916.Na środku placu stoi kaplica św.Rafała,wybudowana na początku XVIII wieku.Wnętrze kaplicy ozdobiono malowidłami przedstawiającymi aniołów.W niszy umieszczono figurę archanioła Rafała i Tobiasza autorstwa J.Koppa z Monachium (1898 r.).Na zwieńczeniu ośmiobocznej wieży znajduje się krzyż z elementami herbu rodziny de Gaschin.Kaplica św.Rafała to pierwsza stacja obchodów kalwaryjskich.Z tego miejsca wyruszają pielgrzymki na kalwarię,prosząc patrona pielgrzymów-św.Rafała,o opiekę i wstawiennictwo."-tekst z tablicy informacyjnej.
Schody wiodą nas w dół.Stajemy przed ołtarzem,rozglądamy się dookoła,robimy zdjęcia i idziemy spacerowym krokiem wzdłuż przepięknych kapliczek.Uroku temu wszystkiemu dodaje dywan z liści w różnych odcieniach żółci i brązu.






























Po obejrzeniu wszystkich kapliczek,idziemy szerokimi schodami do bazyliki św.Anny.Wchodzimy do środka,trwają właśnie uroczystości ślubne.Stajemy na samym końcu i mimowolnie uczestniczymy we mszy,dyskretnie rozglądając się i robiąc zdjęcia.
Wnętrze kościoła o charakterze barokowym jest niezwykle piękne,między innymi dzięki licznym i ślicznym malowidłom,które przedstawiają różne motywy z życia św.Anny.Wewnątrz bazyliki znajduje się sześć bocznych ołtarzy; z prawej strony: św.Antoniego,św.Piotra z Alkantary oraz Matki Bożej,natomiast z lewej strony kościoła: św.Józefa,św.Jadwigi Śląskiej i ołtarz stygmatyzacji św.Franciszka.W kaplicy,która znajduje się z lewej strony prezbiterium,na pamiątkę 500-tnej rocznicy sanktuarium,powstał ołtarz Matki Boskiej Częstochowskiej.We wnętrzu bazyliki znajduje się bardzo cenna figura Św.Anny Samotrzeciej,powstałej w XV wieku z lipowego drewna.Figura ma wysokość 66 cm i do dziś nie jest znana dokładna data jej powstania,ani nazwisko rzeźbiarza,który ją wykonał. Przedstawia ona trzy osoby: Annę oraz Maryję i Jezusa Chrystusa.
"Kult św.Anny.Hebrajskie imię Anna w języku polskim znaczy tyle,co "łaska".Imię Anna należy do najczęściej dzisiaj jeszcze spotykanych u kobiet.Święta posiada bardzo dużo kościołów wystawionych ku jej czci.Ma także głośne sanktuaria,do których licznie podążają pielgrzymi.Można nawet zaryzykować twierdzenie,że obok św.Antoniego Padewskiego,św.Anna posiada najwięcej miejsc pątniczych.Wciągu wieków pod patronatem lub imieniem św.Anny powstało 5 zakonów żeńskich.Od XV wieku powstało w Niemczech bractwo Świętej Anny,kiedyś bardzo rozpowszechnione.W muzyce kościelnej poświęcono świętej aż 118 hymnów i 36 sekwencji.W sztuce św.Anna Samotrzeć (Samotrzecia) bywa najczęściej przedstawiana w otoczeniu Maryi jako córki i Pana Jezusa jako wnuka.
Św.Anna cieszyła się i do dnia dzisiejszego cieszy się szczególną czcią także w Polsce.Ku jej czci wzniesiono 184 kościoły.Wśród nich wyróżniają się kościoły św.Anny w Warszawie i w Krakowie.Święta posiada w Polsce kilkanaście sanktuariów.Wśród nich najgłośniejsze to Góra św.Anny,gdzie rocznie podąża do kilkuset tysięcy pielgrzymów.
Kult św.Anny rozwinął się na Śląsku na początku XIV wieku.Poświęcono jej wiele kościołów i kaplic wybudowanych w tym okresie.Najstarsza jest kaplica z 1309 roku w kościele franciszkanów w Opolu.Druga świątynia poświęcona św.Annie to znajdujący się w Oleśnie Śląskim kościółek drewniany,pochodzący z 1444 roku.Na Śląsku święto ku jej czci w całej diecezji wrocławskiej ustalił biskup wrocławski Jan V Turzo na Synodzie w 1509 roku.W czasie reformacji kult św.Anny nieco osłabł,ale nie zaginął.W 1584 roku papież Grzegorz XIII wprowadził wspomnienie św.Anny jako obowiązujące w całym Kościele katolickim w dniu 26 lipca."
"Na przełomie wieków św.Anna dała się poznać w tym świętym miejscu jako prawdziwa Matka Łaski.Tak więc przydomek "cudowna" nie jest przypadkowy ani przesadzony.
"W roku 1682 w oktawie uroczystości św.Anny miało miejsce w kościele św.Anny cudowne uzdrowienie ze ślepoty.Kobieta,Katarzyna Gorelowa z Niezdrowic koło Ujazdu,była już od trzech lat całkowicie niewidoma.W swojej chorobie ślubowała pielgrzymkę do cudownej figurki.W oktawie uroczystości kazała się wraz z innymi zaprowadzić do kościoła św.Anny,upadła przed ołtarzem,pozostała tak podczas całej mszy świętej i przez łzy prosiła św.Annę o wysłuchanie.Kiedy podniosła głowę z ziemi zauważyła,że została uzdrowiona i może normalnie widzieć".
"W roku 1710 proboszcz Adam Biemer ze Sławięcic doświadczył ogromnej pomocy św.Anny.Kiedy zapadł na bardzo ciężką chorobę,postanowił ofiarować siebie i swój powrót do zdrowia łaskawej Matce na Górze św.Anny.Wkrótce Bóg podarował mu zdrowie.Zgodnie z obietnicą proboszcz przybył do kościoła,by z serca podziękować św.Annie".
W 1998 roku przybyli do sanktuarium Elżbieta i Jan z Monachium,by podziękować za ocalenie z wypadku.Dwa lata wcześniej Jan uległ poważnemu wypadkowi na autostradzie.Jego stan był tak krytyczny,że lekarze nie dawali mu nadziei na ocalenie.Żona prosiła wówczas o modlitwę i mszę świętą u tronu św.Anny.Kiedy on szczęśliwie wyzdrowiał,w dowód wdzięczności ofiarował św.Annie swoją ślubną obrączkę".
Każdego roku przybywa do św.Anny jej imienniczka Ania wraz ze swoimi rodzicami,by podziękować za dar życia.Rodzice przez wiele lat pragnęli dziecka i z taką prośbą często przybywali do św.Anny.Mieli już dwóch synów,ale pragnęli jeszcze jednego dziecka.Kiedy po piętnastu latach oczekiwań matka była w stanie błogosławionym,poprosiła św.Annę o córkę.Zabrała nawet z tego miejsca obrazek z cudownym wizerunkiem i codziennie podczas modlitwy zanosiła swoje prośby do św.Anny.W 1981 roku urodziła się dziewczynka,która otrzymała na imię Anna.Na pierwsze urodziny cała rodzina przyjechała do swej patronki,by podziękować za dar życia.Od tego czasu z rodzicami co rok przybywa w dzień swoich urodzin na Górę św.Anny.
To tylko kilka z wielu świadectw odnotowanych w starszych i nowszych kronikach klasztornych ukazujących potężną moc wstawiennictwa św.Anny u tronu Bożego."-teksty z tablic informacyjnych.






Po modlitwie i krótkim uczestnictwie we mszy,wychodzimy na zewnątrz-na Rajski Plac.
"Przed głównym wejściem do bazyliki Św. Anny znajduje się Rajski Plac, na który można się dostać na trzy różne sposoby. Najbardziej urocze jest wejście od strony rynku, składające się z kilkudziesięciu schodków (dokładnie siedemdziesięciu) i zakończone śliczną bramą z 1854 roku. Pozostałe dwie możliwości to schodki "Ave Maria" lub "Brama Papieska", która została specjalnie przebudowana na wizytę Jana Pawła II na Górze Św. Anny.
Rajski Plac został wybudowany w 1768 roku, a w późniejszym okresie został znacznie przebudowany. Wcześniej w miejscu tym znajdował się mały cmentarz, jednak ze względu na zwiększającą się z każdym rokiem liczbę pielgrzymów, plac przed głównym wejściem do kościoła został znacznie powiększony.
Rajski Plac niemal dookoła jest otoczony krużgankami, pod którymi znajduje się kilkanaście prawie stuletnich konfesjonałów. W południowej części Rajskiego Placu znajduje się kaplica Matki Bożej Fatimskiej, natomiast pośrodku placu stoi grupa ukrzyżowania przedstawiająca Jezusa Chrystusa."-ze strony http://www.goraswanny.info.pl
Zaglądamy do klasztoru,gdzie dostajemy pieczątkę i teraz spokojnie wędrujemy krużgankami,wczytując się w tablice informacyjne i robiąc zdjęcia.Wchodzimy do niewielkiego sklepiku z dewocjonaliami,kupujemy kilka pamiątek (dla mojej Mamy i Tatki Radka) i wychodzimy na długie schody.Schodzimy nimi ku kramom z pamiątkami.Zaglądamy za czymś szczególnym i innym niż u nas dla Macieja-kupujemy "Szkloki" i powoli idziemy w kierunku autobusu.


























Zanim wsiądziemy do autokaru,robimy jeszcze zdjęcia i zaglądamy do sklepów (dwóch-jeden w likwidacji),kupujemy sobie piwo na drogę,wsiadamy do autobusu i kiedy wszyscy już są w środku,odjeżdżamy.Przed nami Prudnik :)










Autokar zatrzymuje się obok dwóch baszt,otoczonych rusztowaniami.Wysiadamy z autobusu i czekamy na przewodnika.
"Arsenał - główna siedziba Muzeum Ziemi Prudnickiej mieści się w budynku przylegającym do XV -wiecznych murów miejskich i dwóch baszt, gdzie w średniowieczu składano broń. W późniejszym okresie te zabytkowe obiekty pełniły rolę więzienia miejskiego. W XIX w. większą basztę przekształcono w wieżę ciśnień zasilającą miejskie wodociągi, a w okresie międzywojennym zabudowania dzisiejszego muzeum służyły jako schronisko młodzieżowe. Dzięki staraniom Józefa Wierzyńskiego i ofiarności prudnickiej społeczności w 1959 r. uroczyście otwarto muzeum funkcjonujące do dziś.
Obecnie w Arsenale gromadzone są zbiory z dziedziny archeologii, etnografii, historii lokalnej oraz sztuki i prezentowane są na stałych ekspozycjach poświęconych m. in. historii miasta Prudnik, dawnej kuchni śląskiej, obróbce lnu i przesiedleniach związanych ze zmianą granic po II Wojnie Światowej. W narożnej baszcie umieszczono ekspozycję militariów, w której licznie reprezentowana jest broń z okresu wojen napoleońskich. W dziale archeologicznym na szczególną uwagę zasługują formy odlewnicze narzędzi i ozdób z brązu datowane na okres kultury łużyckiej. Bogaty Dział Etnograficzny gromadzi stroje ludowe, przedmioty używane w gospodarstwach domowych subregionu oraz narzędzia związane z obróbką lnu i tkactwem. W muzeum można oglądać także stałą wystawę malarską znanej polskiej artystki Hanny Bakuły.
Dzięki rozbudowie budynku Arsenału w 2004 r. i przykryciu szklanym dachem dziedzińca, Muzeum zyskało okazałą przestrzeń, w której organizowane są różnorodne wystawy czasowe artystów z kraju i zagranicy.
Celem statutowym Muzeum jest również działalność edukacyjna i naukowa prowadzona w postaci lekcji muzealnych, konferencji i publikacji.

Muzeum Ziemi Prudnickiej
Arsenał
Ul. Bolesława Chrobrego 5
48-200 Prudnik
tel. 77 406 80 60." -tekst ze strony Muzeum.
Po niedługim czasie,przychodzi nasz przewodnik,wita nas serdecznie i zaprasza do wnętrz Muzeum,wyjaśniając nam,że dziś Muzeum jest zamknięte.Stajemy pod oszklonym dachem i słuchamy opowieści,a historię miasta można przeczytać tu:
http://www.prudnik.pl/34/1512/historia-prudnika.html
Po opowiadaniu,przechodzimy do kolejnych pomieszczeń Muzeum.Pierwsze to dawne cele więzienne-ciasne,więc zwiedzamy je podzieleni na kilka grup.Trochę to trwa,ale nam to nie przeszkadza,bo możemy sobie zajrzeć do kolejnych pomieszczeń.Kiedy już wszyscy zobaczyli cele więzienną idziemy za przewodnikiem na piętro,gdzie jest wystawa poświęcona naszemu,wielkiemu kolarzowi.












































Wystawa pt."Stanisław Szozda-krótka historia wielkiego sukcesu".
"Stanisław Szozda niewątpliwie należy do grona wybitnych i utalentowanych kolarzy szosowych XX wieku. Jego pierwszym klubem był LZS Prudnik, gdzie los zetknął go ze wspaniałym fachowcem, trenerem Franciszkiem Surmińskim. W dalszej karierze był zawodnikiem Legii Warszawa, a w latach 1973 – 79 LKS Ziemi Opolskiej. W kadrze narodowej jego pierwszym trenerem był zasłużony sportowiec Henryk Łasak.
Stanisław Szozda mając zaledwie dwadzieścia lat (w 1970 r.), razem z Edwardem Barcikiem, wywalczył pierwsze mistrzostwo Polski. Dwa lata później zdobył srebrny medal w wyścigu drużynowym na igrzyskach olimpijskich w Monachium, a 1976 roku powtórzył ten wynik na igrzyskach w Montrealu. W swoim dorobku posiada także medale i puchary z Mistrzostw Świata, z Wyścigu Dookoła Polski oraz z Wyścigu Pokoju w 1974 roku, którego był triumfatorem. Stanisław Szozda prezentował swoje możliwości i ogromny talent w wyścigach na całym świecie, gromadząc trofea z różnych jego zakątków."-ze strony Muzeum.
I tak powoli wkraczamy w świat wielkiego kolarza.Są tu Jego medale,puchary,dyplomy,koszulki,proporczyki,legitymacje itp...Można dostać oczopląsów od zgromadzonych tu pamiątek.Oglądamy wszystko po kolei,robiąc niewiarygodną ilość zdjęć.
























Po bardzo długiej sesji zdjęciowej w Muzeum,wychodzimy na zewnątrz i wybrukowanymi uliczkami idziemy obejrzeć miasto.Najpierw zatrzymujemy się naprzeciwko kamiennej wieży.Jest to Wieża Bramy Dolnej.W czasach średniowiecza,do miasta prowadziły dwie bramy-górna,zwana nyską i dolna,przy której w piętnastym wieku,dla wzmocnienia obronności miasta wzniesiono kamienną wieżę.Wzmiankowana była już w 1481 roku.Obecna,gotycka z XV wieku,przebudowana pod koniec XVI wieku.Murowana z kamienia i cegły,częściowo otynkowana.Dwie dolne kondygnacje zbudowane na rzucie kwadratu,a górna,ośmioboczna zwieńczona krenelażem o charakterze attyki.Wysmukły stożkowy hełm,murowany z cegieł o kształcie klina z zaokrągloną zewnętrzną powierzchnią,zwieńczony jest chorągiewką z datą 1580 rok.Około 1880 dobudowano do wieży kamienice i przekuto przejście dla pieszych.Chciano wtedy zburzyć wieżę, lecz rząd nakazał remont i dzięki takiej decyzji cieszy oczy do dnia dzisiejszego i my mamy okazję ją obejrzeć :)














Po wysłuchaniu opowieści naszego Przewodnika,powoli idziemy dalej.Jednak po przejściu niewielkiego odcinka,znów się zatrzymujemy.Przed nami studnia z rzeźbą młodzieńca,a naprzeciwko,do ściany budynku przyklejona rzeźba młodej kobiety i opisana "Bajka o studni"
"Dawno temu żyłą w Prudniku piękna dziewczyna.Najstarsi ludzie nie pamiętają jak miała na imię-wszyscy znali jej pseudonim-nazywano ją "Wiewióra",bo włosy miała bujne i trochę brązowe.Miała dobre serce,wrażliwe na potrzeby innych.Żyła z mamą,tatą,bratem i siostrą.Kochała pewnego mężczyznę o imieniu Wawrzek.Spotykali się,rozmawiali,byli nawet przyjaciółmi,ale któż zrozumie serce kobiety-Wiewióra poślubiła innego.I można zakończyć tę historię,gdyby nie ich spotkanie po latach,bo ona bardzo chciała powiedzieć Wawrzkowi o swoim nieudanym życiu,o problemach,o przeżywanych kłopotach,o trudnościach.Chciała mu opowiedzieć o tym,że go jednak nadal kocha,bo go zawsze kochała,że tęskni za nim,że cierpi,że nie jest szczęśliwa.Kiedy skończyła swoją opowieść,usłyszała: "Ja też cię kocham,jesteś mi potrzebna."I była bardzo szczęśliwa.I choć spotykali się rzadko,tęsknili za sobą.Daliby wszystko,żeby być razem,ale to było chwilowo niemożliwe.Więc wpadli na pomysł-zróbmy coś,co będzie na zawsze znakiem naszej miłości,co będzie też ludziom mówić,że jedynie miłość jest ważna,że miłość czyni szczęśliwym,choć może sprawiać wiele bólu i cierpienia.Myśleli długo.Któregoś dnia Wiewióra powiedziała Wawrzkowi:"Kochany mój,wykop studnię.W mojej dzielnicy przy Bramie Dolnej mamy kłopoty z wodą.Musimy ją przynosić w cebrzykach ze studni w rynku,a to jest daleko.W ciepłe i słoneczne dni to nie jest problem,ale gdy pada deszcz lub śnieg,tak trudno iść z naczyniami".Pomysł spodobał się Wawrzkowi.Jeśli Bóg zechce,dotrze dowody i sprawi Wiewiórze i ludziom radość i szczęście,jeśli nie zechce,nie trafi na wodę,niech Bóg przyjmie ten nadludzki wysiłek,niech pobłogosławi Wiewiórze i niech sprawi,by byli razem w niebie,skoro nie mogli być razem tu na ziemi.Pan burmistrz wyraził zgodę na wykopanie studni,szef straży miejskiej dał pomocników i Wawrzek uczyniwszy znak krzyża świętego,rozpoczął pracę.Był szczęśliwy,bo jego poczynania dyskretnie obserwowała z okna pobliskiego domu pani jego serca-Wiewióra.
Mijały dni.Wawrzek i pomocnicy odnoszący na bok urobek,pracowali wytrwale.Przychodziły momenty zwątpienia i chwile,kiedy stawiali sobie pytanie:czy to ma sens?Czasami ktoś przechodził obok i stukał się w czoło.Wawrzek jednak całą energię wkładał w pracę,wspierany wzrokiem,wspierany słowami kochanej Wiewióry.Z każdym dniem kopał głębiej,ale też z każdym było też ciężej.Czy da radę?Minął już miesiąc,potem drugi.Ziemia,najpierw piaszczysta,stawała się gliniasta,czasami trafiał na resztki starych budowli,spotykał kamienie.Ludzie w pierwszych dniach ciekawi tego,co się dzieje w ich mieście,teraz przechodzili obojętnie.Mijały dni....
Pewnego sierpniowego dnia,późnym popołudniem,kilof,którym uderzał o ziemię,a potem łopata,którą wkładał wykopaną ziemię do płóciennych worków,weszły w ziemię lekko i bez wysiłku.Zadrżało jego serce.Czyżby trafił na żyłę wodną?Dotknął wierzchniej warstwy-była mokra-czy to woda?Następnego dnia umówił się z pomocnikami,że gdy wytryśnie woda i usłyszą jej szum,żeby go natychmiast wyciągnęli.I tak się stało.Z nową energią rozpoczął kopanie,czując że zbliża się do wody.W pewnym momencie kilof,jakby przecinając skórę ziemi,utonął w wodzie,która bulgocąc powiększała dziurę i wypełniła dno studni.Pomocnicy usłyszeli hałas.Wawrzek uczepił się liny,zdążył jeszcze porwać kilof i był wyciągany na powierzchnię.Wewnątrz kłębiła się woda,podnosiła się,rosła.Wawrzek przyklęknął przy otworze i patrzył szczęśliwym wzrokiem na wzburzoną taflę wody.W oknie stała Wiewióra,i aby nie krzyczeć ze szczęścia i radości,swoje usta zakryła dłońmi.Pomocnicy klaskali,a przechodzący obywatele miasta,zatrzymywali się.Przybywali też inni,bo wieść o wodzie rozeszła się bardzo szybko.Wawrzek podniósł głowę,a jego wzrok spotkał szczęśliwe oczy Wiewióry.Cichutko szepnął:"Kocham cię i nigdy cię nie zapomnę.A ta studnia to będzie przypominać".I mówi historia,że czasami widywano ich razem przy tej studni,która przez kilka wieków służyła obywatelom Królewskiego,Cesarskiego i Prymasowskiego Miasta.Widywano ich szczęśliwych sobą i szczęśliwych radością ludzi,korzystających ze studni.Byli szczęśliwi szczęściem innych,bo sami nie mogli być razem.I studnia ta po dzień dzisiejszy,i po ostatni dzień istnienia świata,a nawet dzień dłużej,będzie mówić-Kocham cię."-tekst z tablicy wiszącej obok postaci kobiecej."Bajkę o studni"-napisał franciszkanin z Prudnika Lasu,ojciec Antoni Dudek.
My mamy tu niesłychanie długą sesję zdjęciową.Każdy chce mieć zdjęcie,a właściwie zdjęcia....








Kiedy już wszyscy sfotografują się przy studni,powolnym krokiem ruszamy do rynku.Tu stajemy najpierw przy przepięknej figurze św.Jana Nepomucena.Oczywiście robimy sobie z nią zdjęcia i słuchamy o świętym,o ratuszu,o kamieniczkach okalających rynek,o kolumnie maryjnej itd...
"Prudnicki Rynek ma formę prostokąta, a prowadzą do niego ulice wychodzące z naroży.Choć uległ on wielu zniszczeniom podczas nawiedzających go w jego dziejach wielokrotnych pożarów oraz wojen światowych,zachowało się tutaj kilka godnych uwagi budowli.
W centrum prudnickiego rynku stoi ratusz miejski z wysoką wieżą (63 m!),we wschodniej części rynku.O pierwszym ratuszu,z XIV lub XV wieku milczą źródła.Spalili go żołnierze gen.Mansfelda w 1627 roku, a po odbudowie Szwedzi uszkodzili wieżę.Remontu dokonał arch.Doleczek (1690).Budowla z barokowym szczytem i hełmem wieży dwukrotnie spłonęła w 1779 roku.Odbudował go architekt Thomas ze Świdnicy w 1782 roku.O odbudowie zniszczonego przez Austriaków miasta mówi tablica z łacińską inskrypcją na frontowej ścianie wieży.Budynek podwyższono i pokryto dachem mansardowym w latach 1840-42.Dobudowane piętro zajął sąd miejski,a potem powiatowy.Górna kondygnacja klasycystycznej wieży i wysoki hełm z latarnią powstały w 1856 roku.Przebudowa ratusza w końcu ubiegłego stulecia pozbawiła go cech stylowych.Jest to dwupiętrowa,prostokątna w planie budowla,z niewielkim ryzalitem elewacji frontowej.Czterokondygnacyjną wieżę zdobią narożne pilastry i półkoliste obramienia okien.Uwagę zwraca też ganek,obiegający wieżę i korona z chorągiewką na jej szczycie (data 1842 - podwyższenie ratusza). Podobno pod ratuszem znajdują się piwnice (na przedwojennym planie jedna z nich była "skarbcem"),lecz nie odnaleziono wejścia do nich.Dziś ratusz nie jest siedzibą władz miejskich,mieszczą się w nim:Urząd Stanu Cywilnego,Gminny Zarząd Oświaty i Wychowania,a także Biuro Euroregionu Pradziad.Ciekawostką jest ukośne usytuowanie ratusza w stosunku do pierzei rynkowych.Miało to "powiększyć optycznie" rynek.Przed wojną do ratusza przylegało 10 kamienic,do dziś w bloku śródrynkowym ostały się dwie.Część przylegających do ratusza kamienic zburzyły bomby w 1945 roku.W jednej z ocalałych zachowało się w sieni sklepienie żebrowe z końca XVI wieku oraz arkada.W drugiej,od południa,figurka św.Jana Nepomucena z XVIII wieku w oszklonej niszy.
W północno-zachodnim narożu centralnego placu miasta znajduje się Kolumna Maryjna,z barokową figurą Matki Boskiej,ufundowana w 1694 roku przez radnego miejskiego Ordmanna i jego żonę Elżbietę.Podanie ludowe głosi,że w tym miejscu w rynku była zbiorowa mogiła ofiar dżumy w 1625 roku.Kolumna wzorowana na podobnej w Monachium,odnawiana była w latach 1879,1902 oraz po wojnie.Kwadratowy cokół,na którym stoi kolumna ozdobiony jest płaskorzeźbami,starszą-Pietą i nowszą-św.Józefa.Na narożach zabytku posągi archaniołów-Michała,Gabriela,Rafaela i Anioła Stróża.Matka Boska trzyma na ręku dzieciątko.Kolumna została zbudowana w stylu korynckim.
W południowo-zachodnim narożu stoi figura św.Jana Nepomucena,która powstała w 1733 roku ze składek mieszczan.Nieco później dodano dwa posągi aniołów po bokach.U stóp świętego aniołki,trzymające gwiazdy,język św.Jana i przytykające palec do ust.Z tyłu-medalion ze sceną zrzucenia świętego do Wełtawy.Jest na niej wiele inskrypcji.Są też nazwiska fundatorów i prośba władz miasta o opiekę nad Prudnikiem i pokój.W XIX wieku figurę pomalowano i pozłocono.
Północno-wschodnie naroże centralnego placu Prudnika wypełnia barokowa fontanna,której podstawę stanowi basen z piaskowca.Stanęła w miejscu średniowiecznej studni,ufundowana przez burmistrza i pięciu radnych w 1696 roku.Pośrodku-rzeźba atlantów podtrzymujących wielką muszlę,z herbem miasta i tablicą fundacyjną.Niegdyś na muszli był gołąb z pozłacaną gałązką oliwną,z której płynęła woda.Od 1853 roku,dwugłowy orzeł z pozłacaną koroną.W czasie remontu w latach 60 XX wieku zdjęto go z fontanny,a później ktoś ubił mu głowy.Do niedawna stał w podcieniach muzeum,a po renowacji, dokonanej przez Lesława Niżyńskiego z Głogówka (rekonstrukcja głów),wrócił 11.10.1995 roku na stare miejsce.Artysta ten zrekonstruował także z miedzi i mosiądzu koronę,która odbiega jednak od pierwowzoru.W jej wnętrzu ukryte są urządzenia wodne.Woda krąży w obiegu zamkniętym."-teksty ze strony Prudnik zabytki.


















Pierwsza ławeczka :)





Wolno,wolniutko przechadzamy się po prudnickim rynku,robimy przy tym sporo zdjęć i powoli kierujemy się ku najstarszemu zabytkowi Prudnika-ku Wieży Woka.
"Kamienna wieża to jedyna pozostałość po średniowiecznym prudnickim zamku,który w XIII wieku ufundował czeski możnowładca Wok z Rosenbergu.Budowla ta,to tzw.stołp,czyli wieża ostatecznej obrony.Jak dowiodły ostatnie badania,jest to najstarsza wieża zamkowa na Górnym Śląsku i najstarsza prywatna budowla obronna w dzisiejszych granicach polskich,ponieważ w średniowieczu istniało prawo tzw.regale grodowe,według którego umocnione grody i zamki mogli budować jedynie królowie,książęta i najwyżsi dostojnicy kościelni.W XIII wieku Prudnik przynależał do Królestwa Czeskiego,gdzie prawo takie nie obowiązywało.Wieża pełniła też funkcję jako więzienie,a w momencie zagrożenia była magazynem żywności i zbrojownią.Pierwotnie wejście do wieży znajdowało się w otworze ulokowanym na 12,5 m nad poziomem gruntu.Obecnie do otworu wejściowego prowadzi zewnętrzna klatka schodowa.Wieża ma dziś 41 m wysokości,choć pierwotnie była ona nieco wyższa.Taras widokowy (hurdycja) znajduje się na wysokości ok. 22 m czyli do poziomu,do którego sięgają oryginalne mury kamienne z XIII wieku.Zachowanie XIII-wiecznych murów w tak okazałym stanie jest unikatem na skalę kraju.Na uwagę zasługuje grubość murów,w dolnej części ok. 3,5 m.Wewnątrz zabytku znajduje się tzw.loch głodowy czyli dawne pomieszczenie więzienne,w atrakcyjny sposób wyeksponowane.
Historię wieży oraz informację o miejscach widocznych z jej szczytu poznać można dzięki umieszczonym tam tablicom informacyjnym.Dzieje zabytku doskonale przedstawiają także pracownicy Muzeum Ziemi Prudnickiej,pod którego opieką obecnie się on znajduje.Wieża położona jest na terenie klasztoru oo. Bonifratrów.
Zwiedzanie obiektu w okresie od 1. maja do 30. września:
- w soboty i niedziele w godzinach od 10:00 – 18:00
- od wtorku do piątku (bez wcześniejszego telefonu do Muzeum Ziemi Prudnickiej - telefon konieczny tylko poza tymi terminami) 10:00 – 16:00."-teksty ze stron miasta Prudnik i Szkolnego Schroniska Młodzieżowego w Prudniku.
Wchodzimy więc na wieżę,liczę schody,ale po którymś pytaniu zadanym przez kogoś z naszej grupy,gubię się w liczeniu i daję sobie spokój.Stajemy na tarasie,robimy zdjęcia,podziwiamy piękne widoki i powoli schodzę jako jedna z pierwszych.
Mijam osoby,które nie weszły na wieżę i idę na samotny spacer.Intuicyjnie obieram kierunek.Przechodzę obok budynku klasztornego oo.Bonifratrów,na samym końcu dostrzegam wieżę kościelną,więc tam idę z nadzieją,że świątynia jest otwarta.I cóż??? Jest otwarta,wchodzę do środka,chwila modlitwy i zadumy,kilka zdjęć i wychodzę na zewnątrz-w samą porę,bo dostrzegam naszą grupę idącą ulicą w moim kierunku,ale po chwili skręcając w prawo.Gdybym w kościele była dłużej,to bym się Ich naszukała....




















Ławeczka numer dwa :)

Ławeczka numer trzy :)















Doganiam grupę (całe szczęście,że idą dość wolno) i idę już razem ze wszystkimi.Naszym kolejnym zabytkiem do obejrzenia jest Willa rodziny Fränkel-obecnie własność miasta Prudnik.Mieści się tu Prudnicki Ośrodek Kultury.Ogromna,przepiękna budowla wywiera na nas wrażenie.Najpierw kilka zdjęć na zewnątrz i powoli wchodzimy do środka.
Żydowski przemysłowiec Hermann Fränkel,syn Samuela Fränkel,który był właścicielem największych zakładów włókienniczych w Prudniku-w młodości wiele podróżował i bywał w najlepszych domach Europy,postanowił wybudować willę,która zachwyci każdego i w 1883 roku taki budynek powstał w Prudniku.Reprezentacyjne wejście wprowadza nas do przepięknego holu z fontanną i drewnianymi schodami wiodącymi na piętra i dębową boazerią.Podobno kobieta w fontannie przedstawia żonę Hermanna  Fränkel-Florę.Nie możemy wejść dalej,gdyż na piętrze właśnie trwa impreza zamknięta.Szkoda :( Pozwolono nam jednak zrobić kilka zdjęć holu.Oczywiście korzystam z tej okazji i robię kilka zdjęć.Zadzieram głowę do góry i moim oczom ukazuje się ogromny,szklany świetlik,dzięki któremu całe wnętrze jest dodatkowo rozśjaśnione.Oprócz świetlika dostrzegam na ścianie ogromny fresk-i znów żal,że nie można go zobaczyć z bliska:(
Nasz Przewodnik,prowadzi nas bocznymi korytarzami i schodami do pomieszczeń wystawowych w piwnicach willowych i w pozostałych po XVII wiecznych piwnicach,nieistniejącego klasztoru kapucynów.Symbolicznie oznaczono miejsce po dawnej studni.Kiedy już obejrzeliśmy dolną część willi,wspinamy się schodami do jej górnej części-czyli na poddasze.Tu na samej górze znajduje się galeria wystaw czasowych.






















Po obejrzeniu wystawy na poddaszu,schodzimy najstarszymi schodami w budynku i wychodzimy na jego tyły.Kilka zdjęć i chwila odpoczynku na ławeczkach przed willą,czekając na Przewodnika,który poszedł oddać klucze.












Ławeczka numer cztery :)











Kiedy wrócił do nas Pan oprowadzający,idziemy do kolejnego miejsca.Jest nim kościół św.Michała Archanioła.Wchodzimy na chwilę do środka.Chwila modlitwy i zadumy,kilka zdjęć i wychodzimy na zewnątrz by posłuchać historii o świątyni.
"1279-założenie miasta i wybudowanie drewnianego kościoła.
1321-1331-istnieją dokumenty o uposażeniu parafii pw.Najświętszej Marii Panny i proboszczu Milotha.
1554-1627-kościół pod zarządem luteranów-katolicy gromadzili się w kaplicy cmentarnej.
1612-budowano świątynię w stylu renesansowym,która spłonęła w 1627 roku.Powoli uzupełniano braki,wyposażano ją w ołtarze i naczynia liturgiczne.
1638-doprowadzono świątynię do używalności po remoncie.
1666-konsekracja kościoła pw.N.M.P.i św.Michała Archanioła.
1691-dobudowano kaplicę Weidingerów-obecnie Miłosierdzia Bożego.
1735-pożar miasta zniszczył kościół z pięknymi freskami Antoniego Schefflera.
1738-kolejne poświęcenie kościoła odbudowanego przez Jana Innocentego Töppera.
1752-uroczysta konsekracja kościoła przez biskupa wrocławskiego Filipa Gottharda Schaffgotscha.W latach I i II Wojny Światowej zdjęto dzwony i przetopiono na armaty,nowe ufundowało społeczeństwo.Obecny stan z XVIII wieku późno barokowy,murowany,trójnawowy z obzerną galerią wewnątrz połączoną z chórem,organami i wieżą.
1946-oddany pod opiekę duszpasterską OO.Dominikanom z przerwą w latach 1954-1957.
1.08.1999-objęcie Parafii przez księży diecezjalnych oraz utworzenie Parafii Miłosierdzia Bożego."-tekst z tablicy informacyjnej na kościele.


















Po wysłuchaniu opowiadania Przewodnika,pada pytanie: Ile macie czasu? Odpowiedź jest prosta-musimy już niestety powoli iść w kierunku autobusu.Wszak jesteśmy umówieni w kolejnym miejscu.Naszego Przewodnika to nie zraża,prowadzi nas przez przepiękny,stary park miejski.Obecnie park jest przywracany do dawnej świetności.Przechodzimy więc koło:fontanny z pomnikiem,posągu Diany i przepięknej altany parkowej i wychodzimy na wprost budynku dawnej łaźni miejskiej.Obecnie mieści się tu basen kryty.Fasada budynku przyciąga wzrok.Elementy zdobnicze nawiązują do wody.Zanim wsiądę do autobusu,robię kilka zdjęć.I kiedy wszyscy jesteśmy już w autokarze,odjeżdżamy do kolejnego miejsca-do Prudnika-Las.
Wysiadamy z autobusu na parkingu nieopodal Sanktuarium i wkraczamy na Aleję Wilka z Gubbio.Nią mamy dojść do wierzchołka szczytu i do wieży widokowej.Idąc aleją,mamy okazję przeczytać opowieść o św.Franciszku i wilku z Gubbio.Jest to rozdział XXI ze zbioru opowiadań o życiu św.Franciszka z Asyżu-"Kwiatki św.Franciszka."Tekst opowiadania z rysunkami prudnickich dzieci,jest rozmieszczony na tablicach,wzdłuż alei.
"O przeświętym cudzie, którego święty Franciszek dokonał nawróciwszy okrutnie dzikiego wilka z Gubbio.
Kiedy święty Franciszek bawił w mieście Gubbio,zjawił się w okolicy ogromny wilk,straszny i dziki,który pożerał nie tylko zwierzęta,lecz i ludzi,tak że wszyscy mieszkańcy w wielkim żyli strachu,jako że często podchodził pod miasto.
Wychodząc z miasta,wszyscy brali broń z sobą,jak gdyby szli do bitwy.
Mimo to,kto z nim sam na sam się spotkał,nie mógł mu się obronić.
Ze strachu przed tym wilkiem doszło do tego,że nikt nie ważył się za miasto wychodzić.
Przeto święty Franciszek,litując się ludziom tego miasta,postanowił wyjść do wilka,acz mieszkańcy zgoła nie doradzali mu tego.I uczyniwszy znak krzyża świętego,wyszedł za miasto z towarzyszami swymi,pokładając ufność całą w Bogu.
Kiedy inni wahali się iść dalej,ruszył święty Franciszek w drogę ku miejscu,gdzie wilk miał leże.
I oto w obliczu wielu mieszczan którzy przyszli na ten cud patrzeć,wyszedł wilk naprzeciw świętego Franciszka z otwartą paszczą.
Święty Franciszek,zbliżając się doń,uczynił znak krzyża świętego i przywołał go ku sobie,i rzekł:"Pójdź tu,bracie wilku.Rozkazuję ci w imię Chrystusa nie czynić nic złego ni mnie,ni nikomu".
I dziw! Ledwo święty Franciszek uczynił znak krzyża,straszliwy wilk zamknął paszczę i stanął.
A kiedy święty Franciszek wydał rozkaz,podszedł łagodnie jak baranek i położył się u stóp świętego Franciszka.Wówczas święty Franciszek rzekł: "Bracie wilku,wyrządzasz wiele szkód w tej okolicy i popełniłeś moc złego,niszcząc i zabijając wiele stworzeń bez pozwolenia Boga.A zabijałeś i pożerałeś nie tylko zwierzęta,lecz śmiałeś zabijać i ludzi,stworzonych na podobieństwo Boskie.Przeto zasłużyłeś na stryczek,jako złodziej i zbójca najgorszy,i lud cały krzyczy i szemrze przeciw tobie,i cała okolica jest tobie wroga.Lecz zawrę bracie wilku pokój między tobą a nimi,byś ich nie krzywdził więcej,a oni przebaczą ci wszelką urazę dawną i ani ludzie,ni psy nie będą cię już prześladować".
Po tym słowach okazywał wilk ruchami ciała,ogona i oczu,że zgadza się na to,co mu rzekł święty Franciszek,i że będzie tego przestrzegał.
Wówczas święty Franciszek powtórzył: "Bracie wilku,skoro postanawiasz zawrzeć i dzierżyć pokój,przyrzekam ci,że skłonię ludzi z tej okolicy,by żywili cię,dopóki żyć będziesz,tak że nie doznasz już głodu.Wiem bowiem,że skutkiem głodu popełniłeś zło wszelkie.Lecz wyświadczając ci tę łaskę,pragnę,bracie wilku,byś mi obiecał,że nie będziesz nigdy szkodził nikomu z ludzi ni zwierząt.Obiecujesz mi to?"
Wilk skinieniem głowy dał znak wyraźny,że obiecuje.
A święty Franciszek rzekł: "Bracie wilku,pragnę,byś dał mi porękę swej obietnicy,iżbym mógł jej zaufać".
I kiedy święty Franciszek wyciągnął dłoń,by przyjąć jego porękę,wilk podniósł w górę łapę i poufale położył ją na dłoni świętego Franciszka,dając mu znak wierności,jak umiał.
Wówczas święty Franciszek rzekł: "Bracie wilku,rozkazuję ci w imię Jezusa Chrystusa pójść teraz ze mną,bez zwłoki.Chodź zawrzeć pokój w imię Boże".
A wilk poszedł za nim posłusznie,wzorem łagodnego jagnięcia,co widząc mieszczanie dziwowali się wielce.
I wnet rozeszła się wieść o tym po całym mieście,więc wszyscy ludzie,mężczyźni i kobiety,wielcy i mali,młodzi i starzy,ciągnęli na plac,by widzieć wilka ze świętym Franciszkiem.
Kiedy zeszła się ludność cała,powstał święty Franciszek,by kazać do nich,i rzekł między innymi,że skutkiem grzechów Bóg dopuszcza takie rzeczy i zarazy,i że ogień piekielny,który ma trwać wiecznie dla potępionych,jest daleko straszniejszy niż wściekłość wilka,który tylko ciało zabić może.Jakże więc bać się należy paszczy piekła,skoro paszcza małego zwierzęcia przejmuje strachem i drżeniem takie mnóstwo!
"Powróćcie więc,najdrożsi,do Boga i czyńcie winną pokutę za grzechy wasze,a Bóg uwolni was od wilka w tym życiu,a w przyszłym od ognia piekielnego".
Skończywszy kazać,święty Franciszek rzekł: "Słyszycie, bracia moi.Brat wilk,który tu stoi przed wami,obiecał mi i poręczył,że zawrze pokój z wami i nie ukrzywdzi was nigdy w niczym,a wy obiecajcie mu dawać co dzień,co konieczne; a ja zaręczam za niego,że przestrzegać będzie ściśle umówionego pokoju".
Wówczas ludność cała przyrzekła jednogłośnie karmić go stale.
A święty Franciszek rzekł wobec wszystkich do wilka: "A ty,bracie wilku,przyrzekasz przestrzegać względem tych oto pokojowego układu,że nie ukrzywdzisz ani ludzi,ani zwierząt,ani żadnego stworzenia?"
Wilk ukląkł,pochylił głowę i łagodnymi ruchy ciała,ogona i uszu okazywał,jak mógł,że będzie przestrzegać układu.
Święty Franciszek rzekł: "Bracie wilku,jakeś mi dał porękę tej obietnicy za bramą,tak pragnę, byś mi wobec ludu całego dał jaki dowód przyrzeczenia,byś mnie nie okpił co do obietnicy i poręki,którą dałem za ciebie".
Wówczas wilk podniósł prawą łapę i położył ją na dłoni świętego Franciszka.
Zdarzenie to i opowiedziane powyżej wzbudziły taką radość i podziw wśród ludu,równie dla pobożności świętego,jak dla nowości cudu i pokoju z wilkiem,że wszyscy jęli krzyczeć ku niebu,chwaląc i błogosławiąc Boga,który im zesłał świętego Franciszka,by ich dla zasług swoich wyzwolił z paszczy okrutnego zwierza.
Żył potem wilk wspomniany dwa lata w Gubbio;chadzał poufale po domach od drzwi do drzwi,nie czyniąc zła nikomu i nie doznając go od nikogo.A ludzie żywili go uprzejmie.
Kiedy tak chadzał po okolicy i po domach,nigdy pies żaden za nim nie szczeknął.
W końcu,po dwóch latach,brat wilk umarł ze starości,nad czym mieszczanie ubolewali wielce,bowiem widząc go chodzącego tak łagodnie po mieście,pamiętali lepiej o cnocie i świętości świętego Franciszka."











I tak po przeczytaniu ostatniego fragmentu opowiadania,stajemy na szczycie.A jest on opisany tak:
"Kozia Góra-316 m n.p.m.
To jedno z najciekawszych wzgórz Gór Opawskich z uwagi na lokalizację na nim sanktuarium św.Józefa i klasztoru O.O.Franciszkanów,który powstał z inicjatywy niemieckiego Franciszkanina O.Lothar.
Na terenie sanktuarium warto obejrzeć kościół,zobaczyć pomnik Kardynała Wyszyńskiego,Grotę Lurdzką zbudowaną ze skały wulkanicznej,przejść się drogą krzyżową(po drodze cmentarz zakonny) i wokół muru klasztornego.Duchowej i historycznej rangi klasztorowi dodało przykre wydarzenie-uwięzienie tu Prymasa tysiąclecia Stefana Kardynała Wyszyńskiego (1954-55).Kozia Góra to również Lipy,pozostałości tamtejszej cegielni,pałac rodziny Fipper z folwarkiem i barokowa kaplica św.Antoniego ozdobiona niezwykłym,choć współczesnym obrazem św.Antoniego otaczającego opieką Prudnik."
Po zapoznaniu się z tekstem na tabliczce idziemy w kierunku drewnianej wieży widokowej.Zbudowano ją w 2009 roku,na terenie dawnego poligonu wojskowego.Ma 15 m wysokości.Na samą górę,jednorazowo może wejść 15 osób i przy silnym wietrze nie powinno się na nią wchodzić-informują o tym tabliczki zawieszone na samym dole.Dziś akurat nie wieje,więc wchodzimy na górę.Stajemy na ostatnim tarasie i podziwiamy roztaczające się stąd widoki.Są piękne,a uroku dodaje zachodzące słoneczko :) Robimy całe mnóstwo zdjęć i po nasyceniu oczu widokami,powoli schodzimy z wieży.










Wracamy tą samą aleją Wilka z Gubbio,jednak nie wsiadamy do autobusu,idziemy w kierunku Sanktuarium św.Józefa.Jesteśmy umówieni,ale ciut za wcześnie przyszliśmy-w kościele trwa jeszcze msza-idziemy więc obejrzeć Grotę Lurdzką.
Kiedy kończy się msza,wchodzimy na chwilę do kościoła.Krótka modlitwa i idziemy do klasztoru,gdzie czeka już na nas o.Wit,który zaprasza nas do sali na parterze.Kiedy wszyscy już usiedli,o.Wit zadał pytanie: Ile macie czasu? Mówimy,że niewiele,bo umówieni jesteśmy na obiadokolację w Głuchołazach.Mimo to o.Wit się ucieszył i zaczął nam opowiadać....
Trochę historii Sanktuarium św.Józefa,ze strony prudnik.franciszkanie.com

"Początki franciszkańskiej obecności w prudnickim lesie wiążą się z postaciami o.Lotara Oebbecke i Dezyderiusza Ernsta,wywodzącymi się z saksońskiej Prowincji Franciszkanów pod wezwaniem św.Krzyża.Pragnąc prowadzić życie według surowszej reguły na wzór wielkiego mistyka franciszkańskiego św.Piotra z Alkantary,udali się z kilkoma towarzyszami najpierw do Rzymu,by prosić papieża Piusa IX o zatwierdzenie sposobu życia.Następnie zaś przybyli na Śląsk,gdzie odwiedzili ówczesnego arcybiskupa wrocławskiego Kardynała Melchiora Diepenbrocka.Kardynał przejęty ich cnotami i niepospolitą pobożnością zaproponował,by osiedli na terenie jego diecezji.Alkantaryni przyjęli propozycję i udali się na Górę Św.Anny.Pragnęli jednak założyć klasztor w bardziej ustronnym miejscu.Do Prudnika przybyli 3 marca 1852 roku,na krótki czas zatrzymując się w pokapucyńskim klasztorze na Górze Kaplicznej.Dzięki pomocy i staraniom prudnickiego proboszcza i dziekana ks.Poppe,22 marca 1852 uzyskali 12-morgowy kawałek ziemi,położony w lasku na południe od miasta,jako darowiznę od mistrza rzeźnickiego,radnego miasta Franciszka Schneidera.Jeszcze w tym samym miesiącu położono kamień węgielny,poświęcony przez o Dezyderego i rozpoczęto budowę.W lipcu klasztor był już gotowy,a 1 sierpnia ks.prałat Gustaw Hohenlohe poświęcił klasztorek z kaplicą.W klasztorze poza kaplicą mieściła się zakrystia,furta, refektarz z kuchnią i 9 małych pokoi.
Jednym z przybyłych do Prudnika braci był brat Piotr Küchler,artysta malarz,nawrócony na katolicyzm Duńczyk,który przywdział habit franciszkański,gdy spotkał braci przybyłych do Rzymu.Dla kaplicy klasztornej w Prudniku namalował obraz św.Józefa.Ten wizerunek czczony jest u nas do dzisiaj.
Jednak alkantaryni nie potrafili zaaklimatyzować się na śląskiej ziemi.Nie układała się ich współpraca z nowym wrocławskim biskupem Henrykiem Försterem tak,że już w lutym 1855 roku,zarówno o.Lotar jak i pozostali alkantaryni musieli z jego nakazu opuścić Śląsk.Przez kolejne cztery lata klasztor pozostawał pusty.W 1859 roku zamieszkał w nim pustelnik Wilhelm Weber.Lecz 20 kwietnia 1861 roku fundator,Franciszek Schneider zwrócił się z prośbą do ks.biskupa,by klasztor był użytkowany przez franciszkanów.
Dnia 29 lipca 1863 roku z Góry Św.Anny przybyli franciszkanie należący do prowincji saksońskiej i objęli kaplicę oraz klasztor.Pierwszym przełożonym był o.Wiktor Albers,rodem z Westfalii.19 marca 1866 roku został położony kamień węgielny pod nowy kościół poświęcony św.Józefowi.Uroczystego poświęcenia dokonał dnia 17 grudnia 1867 roku ks.proboszcz Karol Nippel.Zakonnicy nie cieszyli się nowym miejscem zbyt długo.W 1875 roku władze pruskie w ramach Kulturkampfu (walki kulturowej) wydały zarządzenie nakazujące wypędzenie z granic państwa wszystkich zakonników.Dlatego dnia 3 sierpnia tegoż roku bracia z klasztoru św.Józefa zostali zmuszeni do opuszczenia swojej siedziby.Dopiero 27 kwietnia 1887 roku cesarz Wilhelm I zezwolił na powrót zakonników.W tym też roku,24 września,powrócili do klasztoru św.Józefa o.Ludwik Rottenbaum oraz bracia Gracjan i Meinulf.4 października 1887 roku,w uroczystość św.Ojca naszego Franciszka,o.Pius Bock odprawił w kościele pierwszą mszę św.
W roku 1891 wybudowana została w pobliżu klasztoru Droga Krzyżowa w postaci dużych, murowanych kapliczek,których fundament można jeszcze dziś odnaleźć w pobliskim lasku.Oprócz stacji Drogi Krzyżowej powstały jeszcze inne podobne architektonicznie kapliczki.12 czerwca 1893 roku przybył do klasztoru kardynał Jerzy Kopp.Widząc mały,poalkantaryński klasztorek, nazwał go raczej gołębnikiem niż siedzibą zakonników.Dlatego wkrótce rozpoczęły się prace,których celem było zamienienie tego gołębnika na solidny,murowany klasztor,w którym bracia mogli zamieszkać 2 sierpnia 1900 roku.W tym również czasie otoczono murem ogród klasztorny.
W 1903 roku o.Benedykt Behr zaakceptował pomysł nauczyciela Filipa Robotty i zbudował Grotę Lurdzką.Skała potrzebna do budowy groty została sprowadzona z Nadrenii,z okolic Ardenach.Z pozostałych kamieni zbudowano XIV stację Drogi Krzyżowej w kształcie groty.3 marca 1904 roku rezydencja w Prudniku-Lesie podniesiona została do rangi konwentu,a gwardianem został o.Benedykt Behr.1 maja 1904 roku o.Otto Kaudewitz uroczyście poświęcił wybudowaną grotę.
2 października 1918 roku o.Chryzogon Reisch założył cmentarz klasztorny.(O.Chryzogon zmarł 12 grudnia 1923 roku i jest pierwszym zakonnikiem pochowanym na tym cmentarzu.) W 1921 roku o.Gorgoniusz dobudował w klasztorze drugie piętro.W 1924 roku powstała organistówka.
Zakonnicy prudnickiego konwentu pozostali w nim przez cały okres II wojny światowej.Od grudnia 1944 roku były widoczne oznaki zbliżającego się frontu.Całe grupy uciekinierów udawały się drogami bądź na zachód,bądź na południe do Czech.Boczne drogi przemierzały kolumny jeńców obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu.Przedstawiały one opłakany widok.Od marca do maja 1945 roku leśny klasztorek znajdował się na linii frontu.W tym czasie przybywali tam uciekinierzy oraz żołnierze niemieccy.W miarę posuwania się frontu jednak odeszli,pozostała tylko niewielka grupka.Na linii północ-południe,w kierunku Trzebini prowadzony był ostrzał artyleryjski.Przez pewien okres w ogrodzie klasztornym,na wzgórzu powyżej altanki,żołnierze niemieccy ustawili działo,z którego ostrzeliwali okolicę.22 marca o godz.12.30 Niemcy wycofali się z klasztoru,a już 10 min.po nich zjawili się Rosjanie,strzelając bardzo mocno w przekonaniu,że Niemcy jeszcze się bronią.W ten sposób klasztor został zajęty przez Rosjan.Ludność,którą zastali w klasztorze,ograbili z rzeczy wartościowych, następnie splądrowali klasztor.Zakonnicy i przebywający tam uciekinierzy zostali skierowani do Prudnika,a stamtąd na jakiś czas do miejscowości Strzeleczki.Podczas działań wojennych, 22 marca 1945 roku,śmierć poniosło dwóch zakonników:o.Jerzy Simon (bardzo zasłużony dla naszej prowincji zakonnej były prowincjał) oraz o.Wojciech Mrośnik.W tym czasie w budynek klasztorny trafiło 25 pocisków artyleryjskich.Ponadto cztery trafiły w dach kościoła.W roku 1945 o.Paweł Nentwig przystąpił do obudowy klasztoru.Przez kilka miesięcy bracia byli narażeni na utratę życia.
Dalsze losy klasztoru są smutne lecz widoczna jest opieka św.Józefa-jego patrona,dzięki której nie udało się zniszczyć tego miejsca,jako źródła emanującego żywą wiarą i pobożnością,nie udało się także usunąć franciszkanów,którzy głęboko zapuścili tutaj swoje korzenie.
1 października 1954 roku w klasztorze zjawili się funkcjonariusze UB nakazując zakonnikom w ciągu dwóch godzin opuścić klasztor.Zarządzenie zostało wydane przez Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Opolu dzień wcześniej,czyli 30 września.Klasztor przeszedł pod zarząd wojska,zakonnicy ratowali co się dało,wszystko ładując na wozy i uchodząc do klasztoru w Borkach Wielkich.Wkrótce po opuszczeniu klasztoru przez franciszkanów przystąpiono do prac adaptacyjnych, których celem było zamienienie klasztoru na więzienie dla ks.Prymasa Stefana Wyszyńskiego.Pierwszym krokiem ku temu był zakaz zbliżania się ludności cywilnej do tego miejsca,nad czym czuwały posterunki wojskowe,których wartownię urządzono w dawnej organistówce.
Decyzję o uwięzieniu Prymasa podjęło Prezydium Rządu PRL.W uzasadnieniu napisano,iż powodem jest „uporczywe nadużywanie (…) funkcji i stanowisk kościelnych dla celów godzących w interesy Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.Tymczasem było dokładnie na odwrót.To Prymas dążył do porozumienia z władzami PRL,mimo iż władze stale występowały przeciwko Kościołowi,np.25 stycznia 1950 roku przejmując ostatecznie kościelną organizację charytatywną Caritas z całym majątkiem (szpitale,domy dziecka,domy starców,kuchnie charytatywne itp.) Do podpisania porozumienia między rządem a episkopatem doszło 14 kwietnia 1950 roku.Prymas tym samym naraził się Stolicy Apostolskiej i musiał tłumaczyć się przed Ojcem Świętym z zarzutu o współpracy z komunistami.Tymczasem władze PRL traktowały porozumienie nie jako zobowiązanie,ale jako narzędzie propagandy,nie zaprzestając jednocześnie działań mających osłabić Kościół.Już po podpisaniu porozumienia usunięto religię ze szkół,zamykano katolickie szkoły,przedszkola,sierocińce,szpitale,wydawnictwa katolickie,czy wreszcie usuwano ze stolic biskupich prawowitych rządców diecezji.Celem komunistów było wyeliminowanie Kościoła z życia publicznego oraz całkowite uzależnienie go od państwa.Punktem kulminacyjnym był dekret Rady Państwa z 9 lutego 1953 o obsadzaniu stanowisk kościelnych,który był kolejnym pogwałceniem porozumienia.Dekret miał całkowicie uzależnić administracyjnie Kościół od państwa.Jakakolwiek zmiana na stanowisku kościelnym miała zależeć od zgody władz państwowych.Księża prowadzący działalność sprzeczną z prawem i porządkiem publicznym mieli być usuwani z urzędów i w zamyśle zastępowani kolaborującymi z władzą tzw.księżmi-patriotami.W imieniu całego episkopatu,Prymas 21 maja 1950 roku wystosował do władz memoriał,w którym padły słynne słowa: "Rzeczy Bożych na ołtarzach Cezara składać nam nie wolno.Non Possumus! (Nie możemy)".Otwarty sprzeciw rozwścieczył władze komunistyczne i stał się powodem uwięzienia Prymasa.(por. Ewa K.Czaczkowska Kardynał Wyszyński)
25 września 1953 roku w późnych godzinach nocnych władze aresztowały Prymasa w sposób przypominający napad.Miało to miejsce w Warszawie przy ul.Miodowej.Następnego dnia więźnia osadzono w klasztorze w Rywałdzie koło Grudziądza,w części budynku zabranej kapucynom.
Dwa tygodnie później,12 października,przewieziono Prymasa z Rywałdu do Stoczka Klasztornego na Warmii.Prymasowi przydzielono do towarzystwa dwoje współwięźniów.Ks.Stanisław Skorodecki został dwa lata wcześniej skazany wyrokiem sądu na 10 lat więzienia za zorganizowanie pielgrzymki ministrantów.Przebywał w zakładzie karnym w Rawiczu.Został przewieziony do Stoczka w charakterze kapelana ks.Prymasa.Jednakże kard.Wyszyński przyjął go jedynie jako współbrata w kapłaństwie i współwięźnia.S.Rodziny Maryi Leonia Graczyk,skazana również dwa lata wcześniej na siedem lat więzienia,za sporządzenie dwóch plakatów wyśmiewających ZSMP i obchody 1-majowe,przebywała w zakładzie karnym w Grudziądzu.
Po roku,6 października 1954 roku o godz.12.15,Prymas z towarzyszącymi mu osobami przewieziony został ze Stoczka do Kętrzyna,gdzie czekał na nich samolot.Wystartowano o godz.13.00.Wszystko odbywało się tak,by nikt nie wiedział,kto jest przewożony.Specjalny samolot wojskowy wylądował na poligonowym lotnisku koło Nysy.Tutaj więźniowie byli zmuszeni czekać od godz.15.00,kiedy wylądowano,do 18.00,czyli do czasu zapadnięcia zmroku.Około 45 min.trwała podróż przez Głuchołazy do klasztoru w Prudniku–Lesie zamienionego na "obóz izolacyjny".Zarówno miejsce startu,jak i lądowania były gęsto obstawione żołnierzami.
Budynek klasztorny przystosowano wcześniej do zadań,jakie miał spełniać.Teren ogrodzono parkanami wysokości 3,5 m.,pomalowanymi na zielono.Zabezpieczono go siecią drutów kolczastych.Dookoła zasadzono szpaler świerków.W tym czasie budynek był jeszcze znacznie zniszczony po działaniach wojennych,dach był odrapany,częściowo prowizoryczny.Całość była otoczona wysokimi drzewami,spoza których nic nie było widać.Warunki mieszkaniowe były dość dobre,w każdym razie lepsze niż w Stoczku.Także klimat był znacznie lepszy.Parter domu był przeznaczony na kuchnię i dla dozorców.Przy drzwiach wyjściowych znajdował się stolik,przy którym siedzieli funkcjonariusze.Często leżały tam materiały prowokacyjne.Klatka schodowa była wspólna,więźniowie wychodzili tamtędy na ogród,zaś eskorta na dziedziniec zewnętrzny.Pierwsze piętro zajmował ks.Prymas i współwięźniowie.Wyżsi funkcjonariusze zajmowali drugie piętro.Załogę stanowiło 30 osób.Na piętrze więźniów,po prawej stronie,urządzono prowizoryczną kaplicę i pokój stołowy.Tam też odbywały się przesłuchania.Po stronie lewej pokoje zajmowali uwięzieni.Pokoje zajmowali kolejno ks.Prymas,ks.Stanisław Skorodecki i s.Leonia Graczyk.W całym obiekcie i w ogrodzie zainstalowane były podsłuchy.
"Stąd nie można zobaczyć żywej duszy. (...) Oglądamy jedynie skrawek nieba i to wszystko"-zapisał ks.Prymas.Całość miała charakter bardziej izolowany niż w Stoczku.Osobom uwięzionym wolno było spacerować po ogrodzie.Trudność szczególnie po deszczach i zimą sprawiała pochyłość terenu.Dom był suchy,z widnymi oknami,które przed włączeniem światła należało zasłonić.To wszystko po to,żeby pilnujący obiektu żołnierze nie wiedzieli,kto w domu przebywa.
Życie trojga zamkniętych ludzi upływało na modlitwie,w atmosferze wspólnoty chrześcijańskiej.Boże Narodzenie odbyło się bardzo rodzinnie,z wigilią,opłatkiem i choinką.Robili wszystko,by żyć życiem Kościoła.Jedynym kontaktem ze światem była korespondencja z najbliższą rodziną.Listy zawsze były ocenzurowane.Przesyłki często (szczególnie paczki) umyślnie doręczano z opóźnieniem.
W czasie pobytu w Stoczku zdrowie,zawsze słabe u ks.Prymasa,uległo znacznemu pogorszeniu.Po przyjeździe do Prudnika stan zdrowia nie pogarszał się,lecz także nie było widać poprawy.Dlatego w dniach 21 i 22 grudnia 1954 roku ks.Prymas był poddany badaniom lekarskim w Opolu.Leczył też zęby.Do Opola był przewożony samochodem pod osłoną nocy.Mimo,że ks.Prymas odczuwał dolegliwości,wynik badań,jak na urągowisko,był następujący: człowiek zupełnie zdrowy.Prymas nigdy dotąd nie otrzymał takiej diagnozy.Była to więc kolejna forma szykan.Podczas pobytu ks.Prymasa w Prudniku,w lutym 1954 roku,ciężko zachorował jego ojciec.W tej sprawie skierował pismo do Rady Ministrów PRL,by uzyskać zezwolenie na widzenie się z ojcem.Jednakże nie otrzymał tego zezwolenia.Nawet nie uzyskał tego,żeby ojciec mógł otrzymywać od niego listy,a nie jak to było praktykowane,żeby były tylko odczytywane.W sierpniu 1955 roku władze zaproponowały ks.Prymasowi możliwość dobrowolnego zamieszkania w izolacji klasztornej na stałe,ze znacznym poszerzeniem swobody,za cenę zrzeczenia się pełnionych dotąd funkcji kościelnych.Kard.Wyszyński odrzucił tę propozycję.
Podczas pobytu w Prudniku ks.Prymas kontynuował rozpoczętą już w Stoczku pracę nad rozmyślaniami na temat roku liturgicznego,jak i późniejszymi "Listami do moich kapłanów".Taka praca bez odpowiedniej literatury i pomocy była bardzo uciążliwa.Z czasem rodzina dostarczała mu niektóre pozycje książkowe.
W Prudniku powstała myśl o odnowieniu Ślubów króla Jana Kazimierza.Tekst ślubowań Prymas napisał później w Komańczy,odnowienie Ślubów nastąpiło 26 sierpnia 1956 roku w obecności miliona wiernych na Jasnej Górze.Po latach Prymas wspominał:
Myśli o odnowie Kazimierzowskich Ślubów w ich 300-lecie zrodziły się w mej duszy w Prudniku,w pobliżu Głogówka,gdzie król Jan Kazimierz i prymas Leszczyński przed 300 laty myśleli nad tym,jak uwolnić naród z podwójnej niewoli: najazdu obcych sił i niedoli społecznej.Gdy z kolei mnie przewieziono tym samym niemal szlakiem, jaki przebył król w drodze do Lwowa - z Prudnika na południowy wschód-jechałem z myślą: musi powstać akt ślubowań odnowionych.
Śluby Jasnogórskie stały się punktem wyjścia dla Wielkiej Nowenny przygotowującej do Milenium chrztu Polski oraz dla peregrynacji po Polsce kopii obrazu Matki Bożej Częstochowskiej.W ten sposób odżyła w narodzie wiara, poczucie godności i nadzieja.
Dnia 28 października 1955 roku,o godz. 4.30,Prymas odprawił mszę św.ku czci Matki Bożej,o godz.6.00 został przewieziony do kolejnego miejsca odosobnienia-do Komańczy,gdzie był gościem Sióstr Nazaretanek i mógł poruszać się po okolicy,bez prawa opuszczania miejscowości.Po opuszczeniu Prudnika,współwięźniowie nie towarzyszyli już Prymasowi.
W roku 1956,w gorącej atmosferze buntu społecznego,władze potrzebowały Prymasa Wyszyńskiego, aby uspokoić nastroje.28 października 1956 po trzyletnim uwięzieniu Prymas Polski został zwolniony i powrócił do Warszawy,obejmując wszystkie swe funkcje.Wcześniej wymógł na władzach przywrócenie praw Kościoła i naprawienie wyrządzonych krzywd.Był jedyną uwięzioną głową Kościoła lokalnego w obozie komunistycznym,który wyszedł na wolność na własnych warunkach.Czas uwięzienia okazał się zwycięstwem Prymasa Stefana Wyszyńskiego i początkiem przebudzenia Kościoła w Polsce.
Po wywiezieniu ks.Prymasa Wyszyńskiego z Prudnika,wojsko,w kooperacji z Ministerstwem Zdrowia,przystąpiło do przeprowadzenia szeregu "prac adaptacyjnych",których celem było zamienienie obiektu na prewentorium dla dzieci wojskowych.Owe "adaptacje" polegały przede wszystkim na bezdusznym i systematycznym niszczeniu wszelkich śladów kultu religijnego.Usunięto przedmioty kościelne: witraże,organy,ołtarze,ambonę,ławki,konfesjonały,Drogę Krzyżową z kościoła,figury świętych,wieczne lampki (były dość dużych rozmiarów),figury z grobu Pana Jezusa i stajenki,obrazy,szafy z zakrystii (rzeźbione, z drewna dębowego),ok.30 sztuk lichtarzy.Zostały zdewastowane stacje Drogi Krzyżowej w lesie,rozbito trzy postacie z XII stacji,wykonane z mosiądzu (szczątki znaleziono w lesie),zniszczono ołtarz w Grocie.Zburzono przedsionek kościoła i wieżę kościelną.W kościele zerwano posadzkę,powybijano drzwi z korytarzy klasztornych do kościoła,przebito 23 otwory okienne,chcąc przebudować kościół na świetlicę.Część przedmiotów została wywieziona na probostwo do Brzegu,a stamtąd do kurii wrocławskiej.Przy tych przenosinach nie obyło się bez rozproszenia części przedmiotów.W niektórych pomieszczeniach urządzono magazyny,gdzie przechowywano część wyposażenia kościoła i klasztoru.
Rok 1956 przyniósł przemiany otwierające możliwość odzyskania klasztoru dla franciszkanów.Przy Parafii św.Michała Archanioła w Prudniku powstał Komitet Katolicki,na czele którego stanęli Waleria i Stanisław Nabzdykowie.Delegacja Komitetu udała się do władz wojewódzkich w Opolu i odpowiednich ministerstw w Warszawie z żądaniem wstrzymania przebudowy i zwrócenia obiektu jego prawowitym właścicielom.Dekretem Prezydium WRN z dnia 31 grudnia 1956 roku postanowiono zwrócić obiekt franciszkanom.W związku z tymi wydarzeniami kronikarz klasztorny zapisał: W tym oddaniu tkwiło naprawdę wstawiennictwo św.Józefa, bo wystarczyłoby zaledwie kilka dni zwłoki,a nie byłoby najmniejszego śladu po klasztorze franciszkańskim,bo w marcu 1957 roku wyszła ustawa o następującej treści: obiekty kościelne i zakonne będące w posiadaniu Państwa trwają nadal w jego posiadaniu.
7 stycznia 1957 roku,z polecenia o. prowincjała Ambrożego Lubika,przybyli do Prudnika o.Hipolit Kubicki oraz bracia Meinrad Wieczorek,Paweł Ciompik i Jacek Kośny,którzy przygotowali najpierw kaplicę i cele do mieszkania.Następnie postawiono ołtarz w grocie.1 maja odprawiono tam mszę świętą.Kontynuowano prace nad naprawą szkód.12 maja 1957 roku kapituła powołała o.Oswalda Otrzonska na prezesa klasztoru.On też wkrótce udał się na poszukiwanie wywiezionych rzeczy.Odnalazł wszystko poza obrazem św.Józefa (posiadamy kopię oryginalnego obrazu),ławkami kościelnymi i szafami z zakrystii.Po trzech latach wytężonej pracy klasztor i kościół stanęły w odnowionej szacie,jakiej nigdy dotąd ponoć nie miały.
W latach 1961-1966 w klasztorze prudnickim mieścił się nowicjat dla braci zakonnych.
25 grudnia 1966 roku ktoś próbował rozbić figurę Matki Bożej w grocie.Na szczęście nie została zbyt mocno uszkodzona.Br.Leonard z pomocą pewnego pana z Prudnika zdołał ją odnowić.W roku 1969 przeprowadzony został remont groty i XIV stacji Drogi Krzyżowej.Rok wcześniej zradiofonizowano kościół i plac przed grotą.
W 1983 roku postawiono przed klasztorem pomnik Prymasa Tysiąclecia.Poświęcił go Prymas Polski kardynał Józef Glemp 8 maja 1983 roku,w obecności abpa Henryka Gulbinowicza,bpa Alfonsa Nossola,bpa Wacława Wyciska,bpa Antoniego Adamiuka i bpa Jana Wieczorka.
1 czerwca 1995 roku ukończono odbudowę przedsionka zburzonego w 1955 roku.
W dalszym ciągu brakuje jednak wieży kościoła zburzonej w tym samym czasie.
8 marca 1996 roku biskup opolski Alfons Nossol podniósł kościół św.Józefa do godności Sanktuarium.
27 lipca 1998 roku poświęcono nową dzwonnicę i dzwon,który jest darem parafii Rudziczka.
W 2001 roku w Prudniku odbyło się wiele obchodów związanych z ogłoszonym przez Sejm Rzeczpospolitej Polskiej,w setną rocznicę urodzin Prymasa Tysiąclecia,Rokiem kardynała Stefana Wyszyńskiego.Między innymi 26 sierpnia ponownie przybył do Prudnika Prymas Polski kardynał Józef Glemp.
19 maja 2013 gościł w prudnickim Sanktuarium Nuncjusz Apostolski w Polsce abp Celestino Migliore.
3 sierpnia 2014 roku bp Paweł Stobrawa poświęcił całkowicie odrestaurowany cmentarz zakonny.
Obecnie można zwiedzać celę Prymasa,w której eksponowana jest sutanna Prymasa Tysiąclecia,podarowana w 2012 roku przez Archidiecezję Warszawską.
Opracował O.Wit Bołd OFM".










Zachodzące słońce,sprawiło że las jakby płonął...

























Po wysłuchaniu opowieści o.Wita idziemy na pierwsze piętro do celi Kardynała Stefana Wyszyńskiego.Jest to niewielki pokój,więc wchodzimy do niego podzieleni na grupki.Robimy zdjęcia,oglądamy osobiste rzeczy Kardynała i wychodzimy,robiąc miejsce dla innych.Schodzimy na parter,gdzie w niewielkim pomieszczeniu znajduje się sklepik z pamiątkami,książkami,kalendarzami,obrazkami itd...Stemplujemy nasze kajety i wychodzimy na zewnątrz,gdzie chwilę czekamy,aż wszyscy wyjdą z klasztoru.














Kiedy wszyscy już są,powoli idziemy do autobusu i jedziemy do Głuchołaz.
Przejeżdżamy przez całe miasto i stwierdzamy,że chyba jednak zrezygnujemy z wieczornego spaceru,bo wychodzi na to,że Czerwony Kozioł znajduje się dość daleko od centrum.
Kiedy jesteśmy już na miejscu,idziemy najpierw do sali jadalnej,gdzie już na nas czekają.Siadamy przy stołach,gdzie od razu zostają przyniesione wazy z gorącym żurkiem,a po nim zjadamy drugie danie i kiedy jesteśmy już w pełni nakarmieni,idziemy po klucze do pokoju.Zabieramy swoje bagaże z autobusu i rozlokowujemy się w naszym pokoju.Dzwonimy do Tatki Radka i postanawiamy jednak iść na spacer do miasta.












Zostawiamy telefony w pokoju,bo nagle okazało się,że oba są rozładowane :(
Wychodzimy z budynku i tu spotykamy Wiolę i Pawła-Oni również idą do centrum-idziemy więc razem.Postanawiamy nie przechodzić przez rzekę,tylko wędrujemy chodnikiem wzdłuż niej.Mijamy źródło "Żegnalce"-jest to najpopularniejsze źródełko w Głuchołazach.Jego nazwa ma nawiązywać do tradycji żegnania w tym miejscu osób udających się na Morawy.Woda jest niskozmineralizowana,a jej czystość poddana stałemu monitoringowi-tekst z tablicy informacyjnej.Nie próbujemy wody,bo zależy nam na czasie.Spróbujemy jej jak będziemy wracać z miasta-tak postanawiamy.Tuż za źródełkiem wchodzimy do tunelu w skale,jest to:"Grota Bialska-zwana też "Góralską"-dawna sztolnia po wydobyciu złota,ciągnąca się wzdłuż żyły kwarcowo-skaleniowej,występującej w łupkach łyszczykowych.W 1877 roku działające w Głuchołazach Towarzystwo Promenadowe przekuło drugi otwór,tworząc tunel,którym poprowadzono promenadę spacerową.Dawniej skała sięgała do samej rzeki,a chodnik omijający ją wykonano dopiero po powodzi w 1903 roku,wysadzając skałę.Sztolnia jest pomnikiem przyrody.Stanowi ona schronienie dla nietoperzy,w tym rzadkich podkowców,nocków rudych i gacków brunatnych."-tekst z tablicy informacyjnej.Przechodzimy przez tunel i do centrum miasta wciąż idziemy wzdłuż rzeki.Mijamy podświetlaną fontannę,nie zatrzymujemy się-na zdjęcia będzie czas w drodze powrotnej.Najpierw małe zakupy.Znajdujemy "Fajny" sklep,który wcale nie był fajny,a Pani,gdy go opuszczaliśmy zdegustowani-postraszyła nas,że zaraz zamknie i już niczego nie kupimy...No cóż,my się tym nie zmartwiliśmy,bo tuż nieopodal znaleźliśmy inny,otwarty sklep,gdzie zrobiliśmy spokojnie zakupy :) I powoli wracamy.Oczywiście zatrzymujemy się przy kolorowej fontannie-sesja zdjęciowa dość długa,ale inaczej być nie może :) Poza tym są tu ustawione tablice informacyjne,na których są takie teksty:
-"Centralny plac dawnego uzdrowiska w Głuchołazach.
Plac powstał pod koniec XIX wieku jako centrum dzielnicy uzdrowiskowej.Wokół niego usytuowano domy zdrojowe,a główną ozdobą tego miejsca była fontanna,będąca nieodzownym elementem architektury uzdrowiskowej.Plac stał się naturalnym łącznikiem Ulicy Promenadowej )obecnie Aleja Jana Pawła II) z parkiem zdrojowym i alejką spacerową,poprowadzoną wzdłuż rzeki Białej Głuchołaskiej w kierunku Mikulovic.Z powyższych względów jest on miejscem wypoczynku mieszkańców,turystów i kuracjuszy przebywających w Głuchołazach.
Aby przypomnieć tradycje dawnego uzdrowiska,które tak znakomicie przyczyniło się do rozwoju Głuchołaz,plac poddano rewitalizacji.Stało się to możliwe dzięki wspólnemu projektowi Gminy Głuchołazy i Stowarzyszenia Wincentego Priessnitza z Jesenika "Dziedzictwo Wincentego Priessntza na pograniczu czesko-polskim II",zrealizowanemu w ramach Programu Operacyjnego Współpracy Transgranicznej Republika Czeska-Rzeczpospolita Polska na lata 2007-2013."
-"Uzdrowisko Bad Ziegenhals.
W latach siedemdziesiątych XIX wieku,grupa głuchołaskich mieszkańców,założyła Towarzystwo Promenadowe (Promenadeverein),dążące do nadania miastu statusu uzdrowiska,który uzyskano w 1877 roku (Bad Ziegenhals).Stosowane w głuchołaskich sanatoriach leczenie wodą według metody Wincentego Priessnitza (1799-1851)-założyciela uzdrowiska w Jeseniku,a także jego idea naturalnego stylu życia,znalazły wielu kontynuatorów.Jednym z nich był ksiądz Sebastian Kneipp (1821-1897)-proboszcz w Bad Wörishofen w Bawarii,który przez blisko 40 lat badał lecznicze właściwości wody,rozwinął diagnostykę reakcji na bodźce wodolecznicze i sprawności ogólnej organizmu.Jego metoda leczenia z użyciem wody jako głównego środka leczniczego z biegiem lat zyskała duże zainteresowanie świata lekarskiego i była kontynuowana w następnych latach.To właśnie tej metodzie,stosowanej w zakładach wodoleczniczych,uzdrowisko Bad Ziegenhals zawdzięczało swój rozwój.Chociaż W.Priessnitz i S.Kneipp nigdy się nie spotkali,obaj zapoczątkowali rozwój medycyny naturalnej,dzisiejszego lecznictwa uzdrowiskowego,które jest nadal bardzo przydatne w odnowie sił fizycznych i psychicznych współczesnego człowieka."
-"Fenomen przekraczający granice.
Wincenty Priessnitz (1799-1851) był prostym rolnikiem,obdarzonym genialnym darem obserwacji.Wiedza o przyrodzie pozwoliła mu zmienić nie tylko bieg swojego życia,ale także w zasadniczy sposób przyczynić się do rozkwitu rodzinnego miasta-Jesenika.Jego zasady leczenia metodami naturalnymi wpłynęły na rozwój ówczesnej medycyny i lecznictwa uzdrowiskowego.Stosował zimną wodę z górskich źródeł i potoków,wykorzystywał nadzwyczajny miejscowy klimat i światło słoneczne (kąpiele powietrzne i słoneczne).Pierwszy na świecie połączył w jeden kompleks leczniczy źródła naturalne (kuracje pitne i zabiegi wodolecznicze w terenie i w zakładach wodoleczniczych),ruch na świeżym powietrzu,dietę tzn.proste i niewyszukane potrawy,indywidualne podejście do pacjenta,leczenie poprzez pracę,muzykę i taniec.To na Priessnitzu wzorowali się założyciele instytutów wodoleczniczych,jakie powstawały w całej Europie w XIX i XX wieku,od jego nazwiska pochodzi też polska nazwa używanego dziś powszechnie prysznica.Doceniając jego wkład we współczesne lecznictwo,UNESCO ogłosiło rok 1999 rokiem Wincetego Priessnitza."
Po zdjęciach z fontanną,pogłaskaniu "amorka" i obejściu placu,powoli wracamy tą samą drogą.
























I znów idziemy wzdłuż rzeki,rozmawiamy i cieszymy się,że jednak zdecydowaliśmy się na spacer.Odnajdujemy na drzewie żółtą muszlę i strzałkę,oznaczenia szlaku Jakubowego,pijemy wodę ze źródełka "Żegnalnego" i dochodzimy do ośrodka "Czerwony Kozioł".Tu na trawniku znajdujemy figurę św.Jakuba.Nie jesteśmy zbytnio tym zaskoczeni,wszak wiemy,że właściciele "Czerwonego Kozła" wędrują drogą jakubową i są już całkiem blisko od Santiago de Compostela.Stajemy obok figury św.Jakuba,robimy sobie z nią zdjęcia,żegnamy się z Pawłem i Wiolą i wracamy do pokoju.Sprawdzamy telefony i okazuje się,że jest kilka nieodebranych-dzwonił Wiktor i dziewczyny z zaproszeniem na wieczorne pogaduchy.Wiktor nie odbiera,więc idziemy na drugie piętro i tak spędzamy kilka,miłych godzin,a później wracamy już do siebie i kładziemy się spać.
Tak kończy się pierwszy dzień wycieczki :)
Te i całe mnóstwo innych zdjęć można obejrzeć tu:
https://picasaweb.google.com/104452894196676741932/18102014rGoraSwAnnyPrudnikGUchoAzy?authkey=Gv1sRgCKm8ttXvnNueEQ
Zainteresowani,będący na wycieczce mogą pobrać sobie zdjęcia.







Dzień drugi :)
19.10.2014 r. - niedziela
Przejazd: Głuchołazy – Karlova Studánka – Ovčárna
Wycieczka piesza: Ovčárna – Praděd – Barborka – Údolí Bílé Opavy - Karlova Studánka 12 km
Ovčárna – hotel górski na wysokości 1300 m , obok narciarskie trasy zjazdowe.
Praděd – Pradziad (1491 m) – najwyższy szczyt Wysokiego Jesionika i całych Sudetów Wschodnich, na wierzchołku wieża telewizyjna o wysokości 145 m, z oszklonego tarasu widokowego na wysokości 80 m rozpościera się rozległy widok od Śnieżki na zachodzie po Tatry na wschodzie (wjazd windą 80 kč).
Barborka – stylowe schronisko górskie na wysokości 1400 m, jedno z najstarszych w Jesionikach.
Údolí Bílé Opavy – Dolina Białej Opawy – dzięki licznym kaskadom wodnym i małym wodospadom uważana za najbardziej malowniczy szlak we wschodniej części Sudetów, Cała dolina ma około 3 km długości i głęboko wcina się w zbocza Pradziada i Wysokiej Holi, na niektórych odcinkach tworzy nieduże kaniony. Strome zbocze zarośnięte gęstym lasem nadają całości charakter dzikiej nieujarzmionej przyrody. Ścieżka prowadzi raz po jednej stronie potoku, raz po drugiej, a przejście umożliwiają liczne mostki i kładki.
Karlova Studánka – małe kameralne uzdrowisko, jednolita zabudowa z wykończeniem budynków drewnem tworzy niezwykle malowniczy widok. Po krótkim spacerze odjeżdżamy do Jeleniej Góry, gdzie docieramy około godziny 21.
Wstajemy wcześniej i na spokojnie pakujemy swoje rzeczy,zanosimy bagaże do autobusu i idziemy na śniadanie-bardzo obfite śniadanie :),a po nim zdajemy klucze i robimy sobie poranną sesję zdjęciową z Jakubem :)
Kiedy już siedzimy w autokarze,dowiadujemy się,że możemy mieć pieczątkę.Biorę więc kajety i razem z Sofijką i Wiktorem idziemy do biura.Stemplujemy nasze wędrówkowe zeszyty i rozmawiamy z Panią o Drodze Jakubowej :) Po dopełnieniu formalności,żegnamy się z Panią i wracamy do autobusu-pora jechać dalej !!!
























Aby dostać się do Ovčárny,musimy być w Karlovej Studánce,na parkingu Hvězda przed pełną godziną.My jesteśmy ciut wcześniej,więc mamy czas na krótki spacerek,a po nim wsiadamy do autokaru i jedziemy.Wysiadamy na parkingu obok hotelu górskiego Ovčárna.Ubieramy się ciepło,bierzemy plecaki i to co nam będzie potrzebne i w drogę.
"Ovčárna (niem. Schäferei) – całoroczny hotel górski (dawniej schronisko turystyczne), położony w paśmie górskim Wysokiego Jesionika (czes. Hrubý Jeseník) w Czechach, w Sudetach Wschodnich, na wysokości 1300 m n.p.m., na zboczu góry Petrovy kameny blisko góry Pradziad (czes. Praděd).
Ovčárna została wybudowana w 1863 w miejscu szałasu pasterskiego. Znajdowała się na terenie dóbr Zakonu krzyżackiego i na początku służyła celom hodowlanym, ale z racji dogodnego położenia często zaglądali tam turyści. W 1888 wielki mistrz zakonu Wilhelm poprosił Zarząd Główny Morawsko-Śląskiego Sudeckiego Towarzystwa Górskiego (niem. Mährisch-Schlesischer Sudetengebirgsverein (MSSGV)) o udostępnienie planów istniejącego schroniska na Szeraku (czes. Šerák), w związku z planowaną rozbudową Ovčárni dla celów turystycznych. Organizacja zgodziła się i w 1889 obiekt rozbudowano, podobnie jak pobliską Karlovą Studánkę.
MSSGV chciało schronisko wydzierżawić, gdyż prowadzące go małżeństwo Grohal początkowo niezbyt przychylnie traktowali turystów, jednak zakon krzyżacki nie zgodził się na to. Pod koniec XIX wieku gospodyni Rosalia Grohal została członkiem honorowym MSSGV, co świadczy o fakcie poprawienia się stosunków w Ovčárni.
W 1908 sekcja ołomuniecka MSSGV założyła obok schroniska sudecki ogród botaniczny.
Po śmierci w 1909 Rosalii Grohal nowym dzierżawcą został Adolf Bradel, który postanowił, że obiekt będzie otwarty przez cały rok (dotychczas działał tylko w miesiącach letnich), jednak już grudniu 1910 Ovčárnię strawił pożar, a Bradel zginął w płomieniach. Jego żona Aloisa w 1912 zajęła się sprzedażą biletów na wieżę na Pradziadzie.
W 1911, w miejscu spalonego schroniska wzniesiono prowizoryczną budowlę oferującą posiłki oraz kilka miejsc noclegowych. Wewnątrz znajdował się także telefon. Nowy budynek schroniska wybudowano dopiero w 1922 – były w nim 3 sale restauracyjne i 2 noclegowe ze 100 miejscami noclegowymi. Prawdopodobnie w tym czasie powstała też droga dojazdowa dla samochodów.
Schronisko nadal było w rękach Zakonu Krzyżackiego (aż do 1945), a działania MSSGV w celu rozbudowy obiektu zakończyły się niepowodzeniem (choć od 1931 członkowie towarzystwa mieli 10% zniżki na noclegi, co wiążę się z faktem, że dzierżawca Ovčárni był jednocześnie najemcą wieży widokowej na Pradziadzie).
Po 1945 obiekt znacjonalizowano. Początkowo dostały je Lasy Państwowe, a w 1949 armia czechosłowacka, która wykorzystywała go jako obiekt wypoczynkowy. W latach 50. XX wieku Ovčárnię rozbudowano i przebudowano.
Obecnie działa jako hotel (***), nadal pozostając w rękach wojska."-Wikipedia.
Radek i kilka innych osób poszło do hotelu po vizytki i pieczątki.Większość grupy wydarła ostro do przodu,a ja idę wolno,aby Radek nie musiał za mną gnać.













Mija mnie kilka osób z naszej grupy,ale Radka wciąż nie ma.Przystaję na chwilę,oglądam się za siebie i ledwo dostrzegam znaną mi sylwetkę.Mgła jest coraz gęstsza i bardziej wilgotna.Widoków nie ma żadnych,ale i tak jest pięknie.Zrudziałe trawy dodają koloru otaczającej nas mgle:) Radek się zastanawia czy wszyscy wyszli z hotelu i kiedy dochodzi do nas Sofijka,pyta się Jej czy jeszcze ktoś idzie za nami z naszej grupy?Sofi mówi,że nikogo już nie widziała,ale Radkowi nie daje spokoju fakt,że najprawdopodobniej z tyłu zostały Jola i Irenka.Wraca,ale nikogo już nie zauważył,więc nas dogonił i w trójkę wędrujemy w gęstej mgle :)














To się nazywa wyznanie...

Słoneczko z wielką nieśmiałością się nam pokazało...





Mimo tego,że idziemy wolno to i tak doganiamy naszą grupę.Po drodze mija nas sporo turystów czeskich i polskich.Pozdrawiamy się nawzajem i nie wiedzieć kiedy stajemy na szczycie.Mgła jest tak gęsta,że nie żadnej możliwości aby dostrzec wieżę.Robimy sobie zdjęcia i dopiero po sesji zdjęciowej idziemy do budynku,w którym znajduje się restauracja i wieża telewizyjna z tarasem widokowym.Im bliżej jesteśmy budowli i spoglądamy w górę,z mgły powoli wyłania się wieża.Niezwykle to wygląda.
Wchodzimy do środka,rozsiadamy się przy stoliku w restauracji,zamawiamy sobie piwo i odpoczywamy.No i okazuje się,że Joli i Irenki jednak z nami nie ma....
"Pradziad (dawniej Pradziadek, czes. Praděd, niem. Altvater) – najwyższy szczyt o wysokości 1491 m n.p.m. (podawane są też wysokości 1492 m n.p.m. lub 1493 m n.p.m.) w paśmie górskim Wysokiego Jesionika (czes. Hrubý Jeseník), w Czechach. Najwyższy szczyt Śląska Czeskiego, Górnego Śląska i Moraw, a zarazem najwyższy szczyt Sudetów Wschodnich oraz szósty w całym paśmie Sudetów.
Na wierzchołku panują surowe warunki klimatyczne (średnia temperatura nie przekracza 1 °C, wieją bardzo silne wiatry, głównie z kierunku północno-zachodniego).
Szczyt leży na Śląsku i pod nim przebiega historyczna granica pomiędzy Śląskiem a Morawami. Obecnie przechodzi przez niego także granica między krajem morawsko-śląskim a ołomunieckim oraz między powiatem Bruntál (Malá Morávka i Vrbno pod Pradědem) a Šumperk (Loučná nad Desnou).
W odległości ok. 200 m na północ od wieży Pradziada znajduje się ponad metrowy Kamień graniczny z 1721, z białego kwarcytu. Na trzech jego bokach znajdują się herby państw, których granice się tu stykały: Księstwa Nyskiego biskupów wrocławskich, Zakonu krzyżackiego z Bruntálu i Państwa velkolosińskiego.
W obrębie góry można wyróżnić w odległości około 1060 m na wschód od szczytu głównego drugi szczyt określony jako Praděd - V o wysokości 1356 m n.p.m. i współrzędnych geograficznych: (50°04'53,1"N, 17°14'43,1"E).
Nazwa góry pierwotnie brzmiała od około 1377 Keylichter Schneeberg, później od około 1611 Schneeberg. W 1497 po raz pierwszy nazwano górę Altvater, a w XIX wieku jako Vaterberg, oznaczającą najwyższą, najważniejszą, tak jak „dziadek” (najstarszy mężczyzna). Czeski przekład Praděd pojawia się po raz pierwszy w 1848. „Pradziad” to też siwowłosy, sędziwy starzec pojawiający się w ludowych legendach.
Do XIX wieku pod Pradziadem prowadzono gospodarkę pasterską, głównie wypas owiec oraz wyrąb lasów. W końcu XIX wieku, z uwagi na dogodny dojazd z pobliskiej Karlovej Studánki zaczyna się rozwijać turystyka.
W latach 1903-1912 wg projektu wiedeńskiego architekta Franza Rittera von Neumanna zostaje wzniesiona neogotycka wieża widokowa Altvaterturm (do 1921 nazywana Habsburgwarte, a po przyłączeniu Kraju Sudeckiego do III Rzeszy Adolf Hitler Turm) o wysokości 32,5 m oraz szerokości u podstawy 14,5 m. Na parterze była restauracja. Od samego początku ta kamienna budowla źle znosi trudne warunki klimatyczne i wymaga ciągłych napraw, dokonywanych w latach 1926-1934. W czasie II wojny światowej znajduje się w niej obserwatorium meteorologiczne Wehrmachtu.
Po wojnie w 1946 wieża zostaje zamknięta dla turystów. Ponownie otwarta w latach 1951-1957, kiedy to po odkryciu szczelin w murach zostaje ponownie zamknięta przez nadzór budowlany. W 1959 wieża uległa zawaleniu. W 2004, w Turyngii na wzgórzu Wetzstein została wzniesiona wierna kopia wieży Altvaterturm.
Obecną wieżę retransmisyjną RTV na Pradziadzie poprzedzała wieża kamienna, na której były umieszczone anteny paraboliczne. Konstrukcja ta jednak nie była w stanie pomieścić kolejnych urządzeń, wobec czego przestała spełniać swoją rolę, dlatego podjęto budowę betonowej wieży nadajnika o wysokości 162 metrów (aktualnie, w wyniku wymiany anteny, jest to wysokość 145,5 metra).
Budowę rozpoczęto w 1968 od wybudowania drogi dojazdowej na szczyt, a w 1977 rozpoczęto właściwą budowę wieży, którą zakończono w 1983.
Budowla przypomina startującą rakietę kosmiczną, zaprojektował ją m.in. Jan Liška.
W wieży oprócz urządzeń przekaźnikowych mieści się hotel Praděd wraz z restauracją oraz stacja meteorologiczna.
Natomiast na wysokości 1563 m n.p.m. znajduje się oszklony taras widokowy (wjazd windą). Przy dobrej widoczności dalekie widoki od Śnieżki na zachodzie aż po Tatry na wschodzie, Małą Fatrę na południowym wschodzie oraz Masyw Schneeberga w austriackich Alpach na południu."-Wikipedia.












Po wypiciu piwa i odpoczynku,stwierdzamy,że mgła się rozwiała,bo spoglądając w okno dostrzegamy błękitne niebo.Idziemy więc na zewnątrz zrobić sobie sesję zdjęciową i dopiero po niej kupujemy bilety i wjeżdżamy windą na taras widokowy.




































Oszklony taras widokowy służy jako galeria wystawowa.Znajdują się tu przepiękne zdjęcia miejsc w Czechach i całe mnóstwo znaczków turystycznych.Oglądamy wystawę,ale i też podziwiamy cudne widoki przez szyby okien.Dostrzegamy nawet naszą królewnę-Śnieżkę :)
Po nasyceniu oczu i aparatów pięknem,zjeżdżamy windą i wychodzimy na zewnątrz.Niestety spóźniamy się i nie ma nas na zdjęciu grupowym,za to mamy sesję zdjęciową z mnóstwem szalików i wieżą-jest to długa sesja zdjęciowa....
Jako jedni z ostatnich schodzimy z Praděda.Niesamowicie powoli idziemy z Zosią,robiąc zdjęcia i podziwiając przecudne widoki.





































































Schodzimy trochę ze szlaku.Vizytki i pieczątki kuszą niesamowicie.Zaglądamy więc do Kurzovni Chaty i po dopełnieniu formalności,wracamy na szlak.Przed nami Barborka.










Kiedy dochodzimy do schroniska Barborka,dostrzegamy nasze "zguby",robimy zdjęcia,stemplujemy kajety i postanawiamy iść wcześniej niż reszta grupy.Rozmawiam o tym z Wiktorem i po otrzymaniu zgody,opuszczamy Barborkę.










Wychodzimy ze schroniska z ogromnym wyprzedzeniem,przed resztą grupy,więc powinniśmy dojść do Karlovej Studánki z dużym zapasem czasowym.
Najpierw miało nas iść pięć osób,ale nagle okazało się,że grupa niesamowicie się powiększyła i razem z nami schodzi już kilkanaście osób.I jak to ogarnąć?
Najpierw szlak jest łagodny i fajnie się nim idzie.Rozmawiam z Jolą,robię zdjęcia i cieszę się pięknem,które nas otacza :)






















Powoli zaczynają pojawiać się drewniane kładki.Radek jest gdzieś daleko z przodu,więc kiedy Go dostrzegam stojącego przy drewnianych,drabiniastych schodach,wiem,że specjalnie czeka na mnie.Tu zmieniamy szlak i z niebieskiego schodzimy na żółty.Przed nami Vodopady Bílé Opavy.Schodzimy więc najpierw po drabiniastych schodach,później po korzeniach tworzących schody i po kamieniach.Oj zapowiada się nie lada zejście....




























Radek wie jak ja schodzę,więc czeka na mnie w miejscach gdzie jest ślisko,lub trzeba podać dłoń.Jest kochany :)
Strome ściany,głębokiej doliny,której środkiem płynie Biała Opawa tworzą niezwykły wąwóz.Wody rzeki spadają kaskadami z wysoka.Najwyższy z wodospadów ma 8 metrów.Jest częścią kaskady,która ma 40 metrów długości i 16,4 m wysokości.
Schodzimy więc wolno,robimy przy tym zdjęcia i podziwiamy piękno tegoż miejsca.Czekamy też na innych z naszej grupki,wszak idą z nami.
Przechodzimy przez drewniane mostki,kładki,drabinki.Drepczemy po wilgotnych skałach,korzeniach,chwytamy podawane dłonie innych turystów,dziękując za pomoc i trzeba powiedzieć,że łatwo nie jest,ale za to pięknie i niepowtarzalnie :) Mimo wszystkich trudności,jestem zachwycona :)




































Woda szemrze głośno wokół nas.Spada z wysoka,tworząc przepiękne wodospady.Płynie po kamieniach,mrucząc cichutko,by za chwilę "zaśpiewać" głośniej :)


























Schodząc coraz niżej,zmienia się krajobraz.Wysokie,ciemne zbocza,zamieniają się w łyse,oświetlone słońcem z kikutami po powalonych drzewach.Trzeba powiedzieć,że wywierają wrażenie.To skutek wichury,która przeszła tu w 2004 roku.Bała Opawa płynie tu spokojniej,szerszym korytem,ale to nie znaczy,że jest łatwiej.Wąska ścieżka wiedzie wzdłuż rzeczki,jest błotnista z mnóstwem przeszkód w postaci zwalonych drzew.Pokonujemy wszystkie przeszkody i powoli opuszczamy przepiękną Dolinę Białej Opawy,wchodząc do Karlovej Studánki.
























My już mieliśmy okazję być w Karlovej Studance w 2012 roku,a jak to było można przeczytać o tym tu:
http://podrozedanusiiradka.blogspot.com/2012/09/urlopu-ciag-dalszy.html
Dziś idziemy najpierw do punktu informacji turystycznej,gdzie kupujemy vizytki i stemplujemy nasze dzienniczki,a po dopełnieniu formalności,idziemy jeszcze do sklepiku na małe zakupy i dopiero po nich,spacerowym krokiem docieramy do parkingu,gdzie stoi nasz autokar.










Na ławeczkach rozsiedli się Ci,którzy już tu dotarli,czyli spora część naszej grupy.Jednak nie ma wszystkich,czekamy więc na spóźnialskich i kiedy do nas docierają,wsiadamy do autobusu i odjeżdżamy do domu,do Polski.
Zdjęcia,których tu nie ma można obejrzeć tu:
https://picasaweb.google.com/104452894196676741932/19102014rGUchoAzyKarlovaStudankaPradziad?authkey=Gv1sRgCLfQlcri49OECA
A osoby,które są na nich,mogą je sobie ściągnąć :)




Dwudniówka minęła nam szybko,zostały wspomnienia i całe mnóstwo zdjęć :)
Było pięknie i niepowtarzalnie :)
Kolejne wycieczki przed nami,więc do zobaczenia niebawem :)


Pozdrawiamy wszystkich serdecznie i cieplutko,życząc miłej lektury :)


Danusia i Radek :)


Kofola niejednemu uratowała życie :)