poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Urlopuję się.....kwietniowo :)

 Mam kilka dni urlopu !!!!
Hura !!!!
Cieszę się jak małe dziecko z lizaka :)
Ale któż by się nie cieszył ???
Urlop nie był planowany przeze mnie,więc nigdzie,ale to nigdzie się nie wybieram.Postanowiłam podglądać "nasze" pustułki i może trochę nadrobić zaległości w pisaniu...Najbardziej jednak chcę odpocząć-tak zwyczajnie....
Kiedy Radek idzie do pracy,ja jeszcze poleguje,snu nigdy dość.Później śniadanie,kawa i sesje zdjęciowe gdy dostrzegam pana lub panią pustułkę.Oj piękne są te ptaki,oj piękne :)
 Wciąż nie mogę się połapać,która para siedzi na jajkach.Widzę i "stare" i młode ptaki jak na zmianę przylatują,wylatują z gniazda....
Od poniedziałku do środy włącznie,robię całe mnóstwo zdjęć,ale nie potrafię się oprzeć widokowi za oknem.Szkoda tylko,że są tak strasznie płochliwe.Nie można otworzyć okna,bo od razu odlatują...
W środowy wieczór jadę do Lubania-obiecałam Mamie-termin zabiegu uległ nagłemu przyspieszeniu.Jednak w piątek wracam do Jeleniej Góry,bo mamy kupione bilety na koncert.




























O umówionej godzinie,przyjeżdża po nas Marlenka.Niestety Maciej nie może pojechać,więc mamy jeden bilet na zbyciu-może uda nam się go sprzedać ???
Wsiadamy do autka i jedziemy do Czech,do Vrchlabi,Jesteśmy trochę wcześniej,więc jedziemy do Hotelu Pivovarská Bašta,w którym mieści się minipivovar Krkonošský medvěd.Kupujemy piwo i jedziemy do Domu Kultury.Zostawiamy samochód na parkingu i wchodzimy do środka.W kawiarni,przed salą koncertową,ustawiono stoły,na których rozłożono płyty,koszulki,książki i całe mnóstwo innych rzeczy związanych z dzisiejszym koncertem.Marlenka podchodzi do Pani,która tu sprzedaje i mówi o bilecie,który chcemy sprzedać.Pani go bierze od Marlenki,a my idziemy do gospody na kofolę i piwo.Oczywiście Radek będzie wracał do Polski jako kierowca,więc pije kofolę,a my dwie raczymy się piwem.
Po wypiciu napoi idziemy w kierunku sali koncertowej.Jest mnóstwo ludzi,co wcale nie dziwi.Zaglądamy do Pani,ale nasz bilet wciąż sobie spokojnie na stoliku leży z innymi biletami.No cóż,może uda się sprzedać-mamy taką nadzieję.Na afiszu dostrzegamy informację by nie fotografować,nie filmować aparatem i telefonem.Jestem tym faktem zawiedziona :( Być na koncercie i nie zrobić zdjęć??? Straszne !!!!
No cóż,skoro tak ma być,to niech będzie.
Wchodzimy na salę,odnajdujemy swoje miejsca,rozsiadamy się wygodnie i czekamy.Wiemy,że jeśli ktoś usiądzie na miejscu obok Radka,to nasz bilet został sprzedany.
Sala powoli się zapełnia i kiedy ma się zacząć koncert,obok Radka siada młoda Pani.Hura!!!!-bilet się sprzedał!!!
Gasną światła,tylko punktowo oświetlona zostaje scena,a na nią wchodzi Jaromír Nohavica-to właśnie dla Niego tu przyjechaliśmy.Gromkie brawa i kilka słów powitania,z prośbą by nie fotografować-wszak będziemy wspólnie śpiewać i rozmawiać.
Zaczyna się koncert-już po pierwszej piosence jestem zachwycona.Niesamowite podejście do widowni,czarowanie jej krótkimi anegdotkami i opowiadaniami,pomiędzy piosenkami :) Dawno czegoś takiego nie widziałam.I nikt nie robi zdjęć-co u nas jest nie do pomyślenia-wszak wszelkiego rodzaju zakazy się łamie.Mój telefon leży spokojnie w kieszeni i nagrywa piosenki,ale aparat smętnie zwisa z kolana...Przez dwie godziny koncertu, Jaromír Nohavica tylko podczas jednej francuskiej melodii,granej przez Polskiego muzyka na akordeonie,zszedł ze sceny.Można powiedzieć,że dwie godziny czarował głosem i muzyką całą widownię.
Kiedy zbliżał się koniec koncertu,ludzie powstawali i gromkimi brawami nagrodzili artystów.I nagle dostrzegamy,że zgromadzeni na sali robią zdjęcia,wyjmuję i ja swój aparat i zaczynam fotografować.Po ostatniej piosence,brawach i wręczeniu kwiatów,przyszła pora na bis i tu postanawiam nagrywać.Chcę mieć choć jedno,malutkie nagranie.I tak też się dzieje-mam jedno nagranie !!!! Radość moja jest wielka-kilka zdjęć i nagranie :)
Koncert dobiegł końca,Jaromír Nohavica podziękował wszystkim przybyłym,pora więc powoli opuścić Dom Kultury.Idziemy najpierw po pieniądze za sprzedany bilet-bez żadnego problemu Marlenka otrzymała całą sumę-od razu nasuwa się pytanie,czy u nas byłoby to możliwe???
Wsiadamy do samochodu i jedziemy w kierunku granicy.
























Podróż mija nam bezproblemowo i dość szybko.
Kończy się czarowny i niezwykły wieczór i mój krótki urlop niestety też....
Jednak już niedługo ruszymy na kolejną wędrówkę,więc do zobaczenia już niebawem :)

Pozdrawiamy wszystkich serdecznie i cieplutko,życząc miłej lektury :)

Danusia i Radek.


P.S.
By obejrzeć i posłuchać mojego nagrania trzeba kliknąć tu :
https://picasaweb.google.com/104452894196676741932/6278237015930980017?authkey=Gv1sRgCP6GlfPVj4L9qAE#6278277900534573970

Natomiast o piosenkarzu można przeczytać tu :
http://www.nohavica.cz/_pl/jn/bio/bio.htm








niedziela, 17 kwietnia 2016

Pasażer jest dla kolei,czy kolej jest dla pasażera??? - Oto jest pytanie !!!

 Tytułowe pytanie,w dzisiejszych czasach jest jak najbardziej aktualne,bo pomimo tego,że kolej nie działa jako jedna jednostka-tak jak było dawniej,kiedy było tylko PKP i nic więcej-obecnie podzielona na wiele różnych spółek,wciąż jednak nie jest przychylna pasażerowi.
Pasażer jest traktowany jako zło konieczne.Wsiadając do pociągu ma tylko obowiązki.Pierwszym z takich obowiązków (jeśli na stacji nie ma kasy biletowej) jest natychmiastowe odszukania konduktora i powiadomienie go o braku biletu i zakupieniu go u konduktora.Jeśli pasażer tego nie zrobi,zostanie ukarany,karą pieniężną !!!
I taką sytuację mieliśmy okazję przeżyć.
Od początku.
Wracamy z rajdowej wędrówki.Na stacji Żarów wsiadamy do pociągu Kolei Dolnośląskich,relacji Wrocław-Szklarska Poręba.Szynobus jest pełen pasażerów,ciężko znaleźć wolne miejsce,więc każdy siada tam,gdzie tylko jest jakieś wolne siedzenie.Oczywiście wybrane osoby "pędzą" na początek składu-ciekawostka!!!,konduktora w KD nigdzie indziej nie znajdziesz jak na przodzie szynobusu.Jeśli skład jest dłuższy i wsiądzie się do ostatniej jego części,to jest spory kawałek do przejścia.Radkowi udało się kupić bilet grupowy,więc jedziemy spokojnie.Konduktor przechodzi koło nas kilka razy,więc nie zrozumiała stała się dla nas sytuacja naszych rajdowiczek.Tuż przed stacją Marciszów dostrzegamy trzy nasze rajdowe koleżanki w towarzystwie dwóch konduktorów stojących przed drzwiami.Pytamy co się stało ? W odpowiedzi usłyszeliśmy,że muszą wysiąść z pociągu,bo nie mają biletów i odmówiły zapłacenia kary.Dziwność tej sytuacji polega na tym,że dziewczyny,gdy w końcu spotkały konduktora uczciwie przyznały się,że jadą od Żarowa i od tej stacji chcą kupić bilety.Konduktor stwierdził,że jadą na gapę,więc kazał Im zapłacić karę.Podczas rozmowy,okazało się,że w szynobusie jedzie dwóch konduktorów,nie ma za to kierownika pociągu,a tę funkcję pełni maszynista.Ciekawostka !!! I jeśli chcą,to maszynista może przyjść i wszystko wyjaśnić.My i inni pasażerowie kiedy to usłyszeliśmy,byliśmy zszokowani.Nawet dziewczynka,siedząca po drugiej stronie przejścia,stwierdziła,że maszynista nie może być kierownikiem pociągu.Słowne utarczki trwały jakąś chwilę i nawet interwencja innych pasażerów nie przyniosła pozytywnego rezultatu.Kobiety zostały wysadzone na stacji Marciszów i tam zostawione.Młoda obsada Kolei Dolnośląskich,zakładając mundur,przestaje być zwykłymi ludźmi,a staje się władzą ponad wszystkimi.Przykre to jest,że w Polsce nie można nawet normalnie podróżować.Kolej Dolnośląska powinna szkolić swoich konduktorów w Czechach,albo w Niemczech i stamtąd brać przykład.U naszych południowych i zachodnich sąsiadów,pasażer wsiadający do pociągu traktowany jest jak dobry przyjaciel.Uśmiech i "magiczne słowa"-dzień dobry,proszę i dziękuję-są tam na porządku dziennym.Jeżdżąc takimi pociągami,nasuwa się pytanie dlaczego tam można,a u nas nie??? Kolejne pytanie,to czy warto być uczciwym??? Bo przecież rajdowiczki mogły powiedzieć,że wsiadły w Boguszowie Gorcach....
Dziewczyny do Jeleniej Góry dotarły późno,bo po 22-giej.
Niesmak po takiej podróży zostaje na długo w pamięci,a my stwierdzamy,że jeśli ktoś chce mieć niezapomniane i niekoniecznie miłe wspomnienia,niech wsiądzie do pociągu KD z młodą obsługą bez kierownika pociągu !!!!
Na koniec chcielibyśmy dodać,że kiedy Radek kupował bilet,na przodzie składu,był tylko jeden konduktor,drugi siedział w pomieszczeniu maszynisty.
Niezapomnianych wrażeń życzymy wszystkim pasażerom Kolei Dolnośląskich !!!!

Danusia i Radek :)

P.S.Okazuje się,że dziewczyny same zaczepiły konduktora,mówiąc Mu,że nie mają biletów.Gdyby w ogóle Go nie zaczepiły,to do Jeleniej Góry dojechałyby za darmo.
Na nasze stwierdzenie,że skoro jest dwóch konduktorów i dość duży skład,to jeden powinien być na przodzie,a drugi na tyle szynobusu,konduktorzy stwierdzili szyderczo,że możemy się poskarżyć w dyrekcji KD.




Kruk w Krukowie oka nie wykole :)

Wszystkie zdjęcia bocianów i pustułek są prawnie zastrzeżone !!!!

"Wycieczka nr 8 - 17.04.2016 r.

Zarząd Oddziału PTTK „Sudety Zachodnie” wraz z redakcją „Nowin Jeleniogórskich” zapraszają w dniu 17 kwietnia 2016 r. na wycieczkę nr 8 w ramach tegorocznego Rajdu na Raty. Wyjazd pociągiem o godz. 7.26 do Jaworzyny Śląskiej. Trasa długości 15 km prowadzi przez Równinę Świdnicką i Wzgórza Imbramowickie. Z Jaworzyny Śląskiej drogą polną idziemy do Piotrowic Świdnickich. We wsi stoi otoczony fosą renesansowy dwór z końca XVI w, obecnie starannie restaurowany z przeznaczeniem na Muzeum Przemysłu Rolnego. Zwiedzamy również gotycki kościół, wewnątrz dobrze zachowane XVI- wieczne epitafia. Część drogi do Łażan pokonujemy zabytkową aleją dębową wpisaną do rejestru pomników przyrody, przez Strzegomkę przechodzimy w miejscu, gdzie do 1945 roku znajdował się najstarszy w Europie most żelazny. W Łażanach oglądamy gotycko-renesansowy kościół z XIX- wiecznym wyposażeniem i ruiny pałacu z zachowanym renesansowym portalem, w rozległym parku przypałacowym zwraca uwagę monumentalna klasycystyczna pergola. Następnie poruszamy się drogą wzdłuż Strzegomki i podchodzimy na dominującą nad okolicą Krukową Górę, dobry punkt widokowy na Nizinę Śląską i Sudety. Poniżej szczytu zatrzymujemy się na odpoczynek przy ognisku. Obok nikłych pozostałości rotundy widokowej, aleją kasztanowcową schodzimy do drogi prowadzącej do Mrowin. Atrakcją tej miejscowości jest znajdująca się na dawnym cmentarzu kaplica – mauzoleum o oryginalnej konstrukcji, w pobliżu oglądamy stojący na brzegu stawu okazały klasycystyczny pałac. W końcowej części wędrówki podążamy do Żarowa, skąd o godz. 17.28 odjeżdżamy pociągiem do Jeleniej Góry. Wycieczkę prowadzi Wiktor Gumprecht z Mysłakowic. Uczestnicy we własnym zakresie ubezpieczają się od następstw nieszczęśliwych wypadków, członkowie PTTK z opłaconą składką objęci są ubezpieczeniem zbiorowym."

Ustaliliśmy już wcześniej,że na rajdową wycieczkę się wybierzemy.Wstajemy więc odpowiednio wcześnie.Na spokojnie jemy śniadanie,pijemy kawę,robimy kanapki,pakujemy plecaki i podglądamy nasze pustułki.Mamy problem w rozeznaniu co się u nich dzieje.Wygląda na to,że dwie pary cały czas toczą bój o gniazdo.Często jest tak,że to młoda para siedzi w gnieździe,ale i stara para nie daje za wygraną.....niestety zaczynamy myśleć,że przez tą walkę nic nie będzie....szkoda by było :(
Kiedy nadeszła pora,wychodzimy z domu i idziemy w kierunku stacji kolejowej.Po drodze spotykamy znajomych,z którymi się witamy i rozmawiamy.W kasie na dworcu kupujemy bilet grupowy i przechodzimy na peron,gdzie jest już podstawiony pociąg.Wsiadamy do niego,rozsiadamy się wygodnie i o 7:26 ruszamy ku naszej dzisiejszej wędrówce.












Do Janowic Wielkich w pociągu jest tłum ludzi.Oprócz zwykłych pasażerów jadą rajdowcy i przyszli Przewodnicy Sudeccy,więc gwar jest niesamowity.Dookoła słychać rozmowy,śmiechy.Mnóstwo znajomych,z którymi nie widzieliśmy się sporo czasu.Kiedy dojeżdżamy do Janowic Wielkich,spora grupa wysiada z pociągu-są to przyszli Przewodnicy Sudeccy-Oni mają swoją wycieczkę,a my jedziemy dalej.
























Bez problemu dojeżdżamy do Jaworzyny Śląskiej,wysiadamy z pociągu i witamy się z dwiema osobami.Wychodzimy przed budynek stacji,tu Wiktor oficjalnie wita wszystkich rajdowiczów i przedstawia plan dzisiejszego wędrowania.Po omówieniu,powoli ruszamy przez Jaworzynę Śląską,kierując się ku granicy miasta.












Dokąd pójdą??? Czechy,czy Żarów???





















Przechodzimy przez las i wkraczamy na drogę wśród pól.Dokoła nas rozpościerają się spokojne krajobrazy.Zieleń pól i niesamowicie poukładane chmury na niebie dodają całości niepowtarzalnego piękna.Staję co jakiś czas i robię zdjęcia.Jestem zachwycona :) Powoli wędrujemy tą cudnie spokojną krainą,zbliżając się z każdym krokiem ku Piotrowicom Świdnickim.W oddali,za rozkwitającymi polami rzepakowymi dostrzegamy budynki wsi.






























































































Wyprzedzamy trochę grupę,zamierzamy najpierw obejrzeć kościół i kiedy zmierzamy w jego kierunku,naprzeciw nam wychodzi Jadzia.Witamy się z Nią lekko zaskoczeni i mówimy,że grupa jest za nami,a my zwyczajnie chcieliśmy iść najpierw do świątyni.Jadzia mówi nam,żebyśmy zawrócili i ze wszystkimi poszli najpierw do dworu,a dopiero później do kościoła-będzie otwarty,bo wszystko jest już umówione.
Wracamy więc do reszty i zmierzamy ku renesansowemu dworowi.










"Dwór obronny w Piotrowicach Świdnickich
   Pierwsza wzmianka o wsi „Petri Villa”, czyli domu Piotra pochodzi z roku 1198. Była ona wtedy zapewne w posiadaniu rodu Świnków. W XIV wieku osada staje się własnością rycerską. W 1393 roku jako właściciela dóbr wymienia się rycerza Cunrada von Czirnen – von der Wezen. Potem jest w posiadaniu rodów von Liebenthal, von Logau , a od roku 1469 należy do rycerza Dipranda von Reibnitz.
 W roku 1568 właścicielem Piotrowic Świdnickich zostaje Jacob von Zedlitz. Około roku 1585 wznosi we wsi okazały dwór zwany zamkiem. Była to budowla w stylu renesansowym, zbudowana na rzucie kwadratu o wymiarach 27x29m. Posiadała dwa pietra i poddasze, a w narożnikach cylindryczne wieże z wysmukłymi stożkowymi dachami. Dwór wzniesiono z łamanego kamienia, a dachy pokryto łupkowymi dachówkami. Otoczony był nawodnioną fosą i umocnieniami ziemnymi. Wjazd prowadził od południa przez przerzucony nad fosą pięcioprzęsłowy most i bramę z ozdobnym portalem. Elewacje zdobiły dekoracje sgraffitowe. W roku 1600 baronowie von Zedlitz zjednoczyli kilka posiadłości rycerskich, w tym Piotrowice w jedną ordynację z siedzibą w Łażanach. Miało to na celu zapobiec podziałowi majątku w przyszłości i prawo dziedziczenia go w całości przez najstarszego męskiego potomka.
W czasie wojny 30-letniej ( 1618-1648 ) zamek w Piotrowicach Świdnickich został splądrowany i zniszczony. W roku 1650 podupadły majątek staje się własnością Otto Siegmunda von Nostitz. Około roku 1698 przeprowadza on remont dworu, dokonując niewielkich przebudów. W roku 1716 Piotrowice przejął jego syn Carl Gottlieb von Nostitz. Po jego śmierci wdowa baronowa Beate Abigail z domu von Siegroth – Schlawkau chcąc ratować zadłużony majątek, ponownie wychodzi za mąż za generała armii pruskiej Wilhelma Dietricha von Buddenbrock. Po bezpotomnej śmierci baronowej Beate Abigail majątek trafia w ręce dalekiego krewnego jej drugiego męża hrabiego von Burghauss. Nowy właściciel w roku 1799 przeprowadza kolejny remont dworu.
We wrześniu 1836 Niklas Herman Friedrich hr. von Burghauss ponownie ustanawia majorat Łażańsk, w skład którego wchodzi wieś Piotrowice. Połowa XIX wieku to okres świetności dla majątku na co ma wpływ dynamiczny rozwój przemysłu, jednak mimo to dwór w tym okresie zaczyna podupadać. Hrabia von Burghauss znany ze swej dobroczynności wznosi wiele obiektów dla ubogich, w tym położony obok zamku szpital. Po bezpotomnej śmierci hrabiego, majorat przechodzi w ręce jego siostrzeńca Karla Ludwiga Friedricha Fabiana hr. von Pfeil und Klein - Ellguth. Przeprowadza on w roku 1894 ostatni remont dworu w Piotrowicach Świdnickich. Przebudowie ulega ostatnie piętro, a narożne wieże zostają zwieńczone nowymi dachami.
 Po zakończeniu II wojny światowej zamek stanowił początkowo własność Jaroszowskich Zakładów Materiałów Ogniotrwałych, a od roku 1961 PGR – Zakład Łażany. W pierwszych latach powojennych niektóre pomieszczenia zamku zamieszkiwali pracownicy sezonowi. Brak zainteresowania zabytkowym obiektem i pomysłu na jego wykorzystanie, doprowadził do jego dewastacji. W latach 60-tych i 70-tych XX wieku przeprowadzono prace konserwatorskie. Odgruzowano pomieszczenia zabezpieczono sklepienia, uzupełniono ubytki w koronie murów. Wykonano nowy dach i szczyty oraz zamurowano otwory okienne. Niestety pozbawiony opiekuna i niezabezpieczony dwór, okazał się łatwym celem dla złodziei. Obiekt praktycznie w całości został ograbiony z ozdobnej kamieniarki, w tym wielu renesansowych detali. Już tylko na fotografiach można zobaczyć zdobiący wejście portal z końca XIV wieku ,wykonany z piaskowca oraz umieszczone nad nim dwa rzędy szesnastu herbów, zwieńczone cesarskim orłem z gryfami. Obecnie dwór w Piotrowicach Świdnickich jest własnością prywatną, a nowy właściciel rozpoczął jego remont, który być może uratuje obiekt przed całkowitym zniszczeniem.
Zamek w Piotrowicach Świdnickich należy do ciekawszych przykładów architektury renesansowej. Ciekawostką jest olbrzymi siodłowy dach ustawiony prostopadle do elewacji frontowej. Wnętrze zamku dzieli się na trzy trakty. Środkowy trakt przebiegający przez całą długość miał na parterze postać sklepionej sieni. Prowadziły z niej wejścia do komnat mieszkalnych w części wschodniej oraz kuchni i jadalni w części zachodniej. Piętro powtarza układ parteru. Przebiegający środkiem reprezentacyjny hol posiadał klasztorne sklepienie na gurtach. Wejścia do pomieszczeń w bocznych traktach zdobiły kamienne portale. Wiele pomieszczeń posiadało ozdobne kamienne kominki. Komunikację zapewniały schody poprowadzone wzdłuż muru sieni oraz dwie klatki schodowe z kamiennymi zabiegowymi schodami. Cały obiekt był podpiwniczony, a piwnice posiadały kolebkowe sklepienia."-tekst ze strony http://www.zamkiobronne.pl/zamki-w-polsce/1613/200.html

Stajemy na łące i z daleka oglądamy budowlę.Robimy zdjęcia i słuchamy Historii tego dworu.Wiktor opowiada i pokazuje zdjęcia,jak wyglądał kiedyś,bo jak wygląda dziś mamy właśnie okazję zobaczyć.Po wysłuchaniu opowiadania,idziemy przez łąkę,by móc obejrzeć dwór z trzech jego stron.Niestety dalej nam nie wolno wejść.Oj dużo zdjęć robimy,oj dużo,ale jak tu się oprzeć takiemu widokowi??? To się nie da!!!
















































































































Kiedy już zrobimy całe mnóstwo zdjęć,powoli wracamy do drogi asfaltowej i idziemy nią w kierunku kościoła.Zbliżając się do niego,mamy niesamowity pokaz urządzony przez bociany siedzące w gnieździe.Stajemy zafascynowani tym widokiem.Robimy zdjęcia i dopiero po dłuższej chwili docieramy na teren przykościelny.Chwilkę czekamy aż Bolek przyniesie klucze i otworzy dla nas świątynię.
Wszystkie zdjęcia bocianów są prawnie zastrzeżone !!!!





















"W środkowej części wsi, na sztucznie usypanym kopcu , ograniczonym murem z kamienia łamanego o wzmocnieniach przyporowych stoi kościół rzymsko – katolicki pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego. Świątynia wzniesiona w połowie XIII wieku w stylu późno romańskim - wczesno gotyckim jest filą parafii w Pastuchowie. Dokładne daty rozpoczęcia , zakończenia oraz konsekracji nie są znane. W źródłach wymienia się daty 1244 i 1266. Sądząc po poniższym tekście za bliższą prawdzie można uznać te pierwsza:„Proboszcz Herman musiał umrzeć przed lub w 1266 roku, ponieważ w dokumencie z 27 czerwca nazwany jest „ex morte felicis memoire”, a zatem „ świętej pamięci”. Na jego następcę książę Henryk III wyznaczył GERHARDA, dotychczasowego proboszcza parafii w Piotrowicach Świdnickich, a kandydaturę tę zatwierdził biskup wrocławski Tomasz… GERHARD, choć pełnił de facto funkcję proboszcza, osadzony został w Świdnicy jako vicarius perpetuus, a zatem dożywotni wikary, czy też administrator parafii…” Obecny kształt  kościół uzyskał dopiero z końcem XIX wieku. Do najstarszych części budowli : nawy głównej , bocznej oraz prezbiterium około 1500 roku dobudowano wieże dzwonną i zakrystię. Znajdujący się na wieży dzwon , pochodzi z roku 1540. Z końcem XIX wieku dobudowano od północnej strony kruchtę - zwaną dziś przedsionkiem. W związku z przebudową empory organowej, zlikwidowano wcześniejsze wejście do kościoła. Prostokątna nawa główna i boczna pokryta stropem, prezbiterium nieco węższe przykryte 2-u przęsłowym sklepieniem krzyżowo – żebrowym. Za ołtarzem okno ostro łukowe z kamiennym maswerkiem, w którym wmontowany jest dwu częściowy witraż przedstawiający  z prawej strony Chrystusa Ukrzyżowanego , z lewej strony - dwie postacie: św. Jadwigę Śląską i św. Antoniego Padewskiego. Mocno zniszczona z ubytkami lewa strona witrażu nie pozwala określić w/w postaci w sposób pewny. Okna ostrołukowe- bez dekoracyjne , kilkudziesięciu szybowe, oprawione w ołów. Same wnętrze kościółka ascetyczne. Znajdujące się w prezbiterium freski „winnej rośli” z końcem XX wieku zamalowano. Drewniana empora organowa z XVIII - wieczną polichromią w wyniku przebudowy częściowo przesunięta z końcem XIX wieku. Organy skromne w wystroju świdnickiej firmy „ Schlag und Söhne”  z roku 1866- lub później. Neogotycka drewniana ambon z polichromowanymi figurami czterech ewangelistów (XIX wiek), z tego samego okresu pochodzą ubogie aparaty i paramenty kościelne. W ścianie południowej zamurowane pierwotne wejście do świątyni. W bocznej nawie cało postaciowe nagrobki małżeństwa rodu Świnków (z II poł. XVI wieku), a w prezbiterium płyty epitafijne, cało postaciowe rycerzy von GELLHORN. W kruchcie kościoła tablica marmurowa, poświęcona ks. Kanonikowi Edwardowi Golinczakowi – Proboszczowi parafii Pastuchów i fili Piotrowic Świdnickich z lat 1962 – 1995 (zmarł na emeryturze w 2000 roku).
Na zewnątrz kościoła 7 kamiennych płyt epitafijnych (wtórnie umiejscowionych - po prawej stronie wejścia do kościoła) członków rodzin rycerskich (miedzy innymivon Logu) oraz innych przedstawicieli rodów, które były właścicielami posiadłości „piotrowickich” . Po lewej stronie wejścia do świątyni - duża tablica epitafijna ponad 2 metrowej wysokości pisana szwabachą. Dzwonnica (wieża) nakryta dachem namiotowym  z blachy cynkowej. Zamiar (lata 60-te XX wieku) usunięcia„kura” z dachu dzwonnicy nie poparł PKZ, a jedyną zmianą od pierwotnego wyglądu było dodanie krzyża pośrodku szczytu namiotowego dachu.W  I poł. XVI wiek – w okresie rozkwitu reformacji, ewangelicy przejęli kościół rzymsko - katolicki. Stan taki trwał do roku 1654 , kiedy to kościół został zredukowany i zwrócony prawowitym właścicielom tzn. katolikom. Po II wojnie światowej kościół remontowano w 1961, 1967, 1976 oraz na początkach XXI wieku. Jako pierwszych fundatorów i mecenasów  kościoła p. w. Podwyższenia Krzyża Świętego wskazuje się Ród Świnków , który wymieniany jest także w okresie rozbudowy w XVI wieku. Nie można zaprzeczyć, że pozostałe rody , które były właścicielami Piotrowic Świdnickich  nie łożyły na utrzymanie kościoła. W roku 1677 odnotowane jest nazwisko Carla von Zedlitz w związku z patronatem nad kościołem rzymsko - katolickim, a tablica (po lewej stronie wejścia) sięga roku 1700. Monografie o Piotrowicach Świdnickich w języku niemieckim, potwierdzają szczodrość właścicieli wsi na rzecz kościoła.
W roku  1785  kościół p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego w Piotrowicach Świdnickich  wymieniany jest jako „filia” parafii w Śmiałowicach, a 40 lat później tzn. w roku 1825 wskazywana jest jako „parafia ze znacznymi dobrami”. Dobra te, to : kościół parafialny z plebanią plus 54 morgi pól,14 mórg łąk i 10 morgów lasu. W kryptach kościelnych pochowani są przedstawiciele prawie wszystkich Rodów władających wsią. Tu swój grób mają Świnkowie, Feldmarszałek von Buddenbrock i jego żona Beate- Abigaile. Za czasów niemieckich groby (krypty) obu wymienionych rodów zostały okradzione i zbezczeszczone. Kościół piotrowicki okradziony został także w 1932 roku. Proboszcz z owego czasu obchodził Jubileusz kapłaństwa. Nocą w dniu obchodów jubileuszowych, złodzieje weszli do kościoła przez okno w zakrystii. Łupem padły :birety, kryzki i sutanki należące do ministrantów. Skradziono także niskiej wartości naczynie liturgiczne. Musiał mieć złe przeczucia Świętobliwy Jubilat, gdyż wszystkie otrzymane dary (cenne paramenty i naczynia) przechowywał tej nocy w szkole naprzeciwko kościoła. Ołtarz kościoła  p. w. Podwyższenia Krzyża Św. do końca lat 40-tych składał się ze skromnego kamiennego antepedium i mensy. Nastawa ołtarza  to dzieło Pana Stanisława Augustyna. Pan Stanisław do montażu nastawy wykorzystał fragmenty prospektu organowego (ozdobna obudowa) rozbieranego kościoła ewangelickiego. Ten przypadek można uznać jako ekumeniczny łącznik wyznawców katolicyzmu i protestantyzmu. Napisy i częściową konserwacje XIV-u stacji Drogi Krzyżowej wykonał były mieszkaniec Piotrowic ( niestety jego nazwisko i imię nie zostało zapamiętane ) , który w początkach lat 50-tych XX wieku opuścił Piotrowice Świdnickie. Z pobieżnych oględzin wynika , że ołtarz tzn. podstawa i mensa stanowią jednolity blok kamienny. Antepedium ołtarza skromne, w wystroju z tkaniny koloru szkarłatnego, częściowo z drewna. Tył bloku kamiennego ołtarza wskazuje na wcześniejsza nastawę lub nie dość staranną obróbkę kamieniarską. Naścienne malowidła w prezbiterium kościoła zamalowane podczas ostatniego odnawiania wnętrza, były dziełem niemieckiej artystki  z XIX wieku. Odkryte w tymże czasie najstarsze freski na ścianach kościoła w pobliżu ambony, z braku funduszy zostały przez Niemców zabezpieczone (nałożono nowe tynki zabezpieczające).
W latach powojennych kościół p.w. Podwyższenia Krzyża Św. pozostawał i jest nadal filią różnych parafii :Jaroszowa, Wierzbna i Pastuchowa. Od tego okresu posługi duszpasterskie i administrację nad kościołem
sprawowali :
1945 - 50 – Ksiądz z parafii Jaroszów
1950 - 55 – Księża z parafii Wierzbna :
                 OO. Władysław i Jan - zakonnicy Dominikanie z Wadowic
                 (Dom Zakonny na Kopcu)
                 Ks. Alojzy Gogoł (zm. i jest pochowany w Roztoce k/ Bolkowa)
1955 - 62 – Ksiądz Zbigniew Szeliga
1962 - 95 – Ksiądz Kanonik Edward Golińczak
                 (zm. i jest pochowany we Wrocławiu)
1995 - 06 - Ksiądz Kanonik Zenon Bocheński
                 (aktualnie proboszcz parafii Długopole Górne)
od 2006   - Ksiądz Władysław Terpiłowski
W okresach wakatów duszpasterskich posługi kapłańskie pełnili Księża z ościennych parafii : Jaworzyny Śląskiej, Żarowa. Chodzi tu przede wszystkim o kwestie pochówku zmarłych lub ślubów kościelnych. Przez dłuższy czas (lata 1945-55) nabożeństwa w kościele p. w. Podwyższenia Krzyża Św. były odprawiane tylko w czasie większych uroczystości i świąt kościelnych.
Organistami w kościele po wojnie byli : Stanisław Luber , Pan Marzec , a aktualnym jest Edward Greszta. Czynności Kościelnych od roku 1945 sprawowali: Pan Woźny, Czesław Dawidowicz , Andrzej Mirek , Władysław Śliwa , Stanisław Słota , a po nim Krzysztof Pawłowski . Porządki w kościele i wokół niego utrzymują wszyscy mieszkańcy wsi, chociaż można wyróżnić niektóre osoby bardziej zaangażowane w różnych okresach : Pani Słotowa  (matka późniejszego kościelnego), niezastąpiona Julia Buda oraz Helena Czarnecka. Drewniane krzyże obok kościoła i na nowym cmentarzu były dziełem Stanisława Augustyna , zaś ostatni metalowy Krzyż Misyjny wykonał Władysław Dybeł, przy udziale Tadeusza Dawidowicza. Dziełem tych dwóch ostatnich wymienionych są bramy na wejściu do kruchty oraz wejścia na teren cmentarzy przykościelnego i nowego. Dużą aktywnością w wykonaniu tych prac wykazali się Kazimierz Krawczyk i Józef Pietkuń."-tekst ze strony http://www.piotrowice-sw.neostrada.pl/Kosciol_katolicki/historia.html














Kiedy kościół jest już otwarty,wchodzimy do środka.Chwila modlitwy i zadumy i dopiero po tym zaczynamy słuchać opowieści Wiktora,oglądać wnętrze i robić zdjęcia.


















































Zdjęcie Bolka z 1981 roku.

Zdjęcie z dziś :)



Po obejrzeniu wnętrza świątyni,wysłuchaniu historii,zrobieniu mnóstwa zdjęć wychodzimy na zewnątrz i na chwilę "urywamy" się.Nie mamy niczego gazowanego do picia.Idziemy więc do sklepu.Kiedy już kupiliśmy picie,ruszamy na poszukiwanie naszej grupy.Odnajdujemy Ich przy trafostacji.Tu złożono resztki,które pozostały po dawnym,nieistniejącym kościele ewangelickim w Piotrowicach Świdnickich.
O tej świątyni można przeczytać tu: http://www.piotrowice-sw.neostrada.pl/Kosciol_ewangelicki/historia.html






















Po obejrzeniu nikłych szczątków,ruszamy dalej,ku kolejnemu celowi.Najpierw idziemy drogą wśród pól,ze starymi powyginanymi drzewami.Docieramy nią do ogródków działkowych.Tu chwilę czekamy aż wszyscy dotrą i w komplecie idziemy już zabytkową aleją dębową.Na jej końcu robimy postój na posiłek i łyk gorącej herbaty.










































Po odpoczynku i posileniu się idziemy w kierunku drogi szybkiego ruchu,która widoczna jest z daleka.Przechodzimy przez nią,zachowując ostrożność i dochodzimy do niewielkiego,dziurawego mostu.Zatrzymujemy się,a Wiktor opowiada nam,że w tym miejscu,nad Strzegomką do 1945 roku,stał pierwszy na starym kontynencie,ale nie w Europie-żelazny most.

"Na początku lat 90-tych XVIII w. hrabia Nikolas August von Burghauss, właściciel majętności łażańskich sfinansował regulację rzeki Strzegomki w pobliżu miejscowości. Powstało wówczas nowe koryto rzeki o szerokości 9 m. Konieczne stało się więc połączenie rozdzielonych gruntów łażańskich. W 1794 r. Burghauss złożył w hucie Małapanew (miejscowość Ozimek, 20 km od Opola) zamówienie na budowę mostu żelaznego. Rzecz działa się 15 lat po ukończeniu pierwszego na świecie żelaznego mostu na rzece Severn w Coalbrookdale (w Walii). W realizacji ambitnego przedsięwzięcia Burghaussowi pomógł jego bliski przyjaciel hrabia Redan, który z jednej ze swoich podróży przywiózł grupę angielskich techników z Johnem Baildonem na czele. Z uwagi na to, iż Anglicy nie mieli wówczas równych sobie w budowie mostów, opracowanie projektu i technologii odlania mostu łażańskiego powierzone zostało właśnie Baildonowi. Konstrukcja mostu była gotowa pod koniec 1795 r. Przetransportowano ją wpierw Odrą do Wrocławia, a następnie wozami do Łażan. Cała konstrukcja została zmontowana przez 60 robotników w ciągu 15 tygodni i 30.07.1796 r. nastąpiło uroczyste otwarcie mostu. Na tą okoliczność hrabia von Burghauss zlecił znanemu wrocławskiemu medalierowi Königowi wybicie 300 srebrnych i miedzianych pamiątkowych medali. Most miał 12,55 m rozpiętości, 2,80 m wysokości, 5,70 m szerokości oraz ok. 6 ton nośności. Koszt jego budowy wyniósł 13 tys. talarów. Z obu stron mostu umieszczone zostały masywne, pozłacane tablice informujące, że most został zbudowany przez N.A. von Burghaussa. Jego konstrukcja okazała się sprawną, dobrze służącą okolicznej ludności. Walory mostu z pewnością doceniły wojska napoleońskie w czasie kampanii z lat 1806-08. Szlak komunikacyjny i transportu zaopatrzenia pomiędzy oddziałami francusko-wirtembersko-bawarskimi stacjonującymi na północnym brzegu Strzegomki (Mielęcin, Zastruże i in. miejscowości oraz Kruków – droga do Łażan), a garnizonem i dowództwem mieszczącym się w twierdzy Świdnica wiódł przez most w Łażanach, dalej Żarów i Wierzbną. Podobną rolę most łażański spełnił w 1813 r., gdy korzystały z niego wojska pruskie i rosyjskie stacjonujące na północnym brzegu Strzegomki (granica rozdzielająca wojska francuskie i prusko-rosyjskie po podpisanym 04.06.1813 r. w Pielaszkowicach tymczasowym zawieszeniu broni na odcinku Strzegom-Kąty Wrocławskie biegła przez teren dzisiejszej gminy Żarów – wzdłuż Strzegomki). W latach 30 i 40-tych XX w. powstała koncepcja Generalnego Konserwatora Zabytków Prowincji Dolnośląskiej, by zabytkowy już most przenieść do Wrocławia i ustawić w pobliżu dzisiejszego parku Szczytnickiego nad rzeczką Czarna Woda. Z kolei burmistrz Strzegomia wysunął propozycję ustawienia mostu pod miastem na drogach do Międzyrzecza lub Czech. Ostatecznie oba plany zostały zaniechane, a most pozostał na swoim miejscu do 1945 r. Kres jego istnienia przyniosły działania militarne II wojny światowej. Wedle najnowszych ustaleń konstrukcja mostu łażańskiego została zniszczona celowo na przełomie lutego i marca 1945 r. przez żołnierzy niemieckich z 88 batalionu ciężkich niszczycieli czołgów (88. Schwere Panzerjäger – Abteilung wchodzący w skład 20 Panzer Division, ta z kolei w składzie XVII Korpusu Armijnego z 17 Armii Polowej), których jednostka stacjonowała w tym okresie pod Łażanami. Wydobyte z koryta rzeki w 2003 r. relikty żelaznego mostu przygotowywane są obecnie do konserwacji.
Opracowanie : Bogdan Mucha."-tekst ze strony http://dolny-slask.org.pl/557378,Lazany,Zelazny_most.html












Po wysłuchaniu opowieści,ruszamy ku wsi Łażny,dawną Drogą Węglową.Na wzniesieniu,mijamy pierwsze zabudowania.Mamy je po lewej stronie,po prawej zaś mijamy ogrodzony teren dawnego poniemieckiego cmentarza.Wspinam się na skarpę i zaglądam przez dziurę w murze.Zdewastowany i zarośnięty jest ten cmentarz,jednakże widoczne są na nim prace porządkowe,bo większość samosiejek zostało wyciętych.Jest więc szansa,że za jakiś czas zostanie on uporządkowany.Robię kilka zdjęć i schodzę na drogę,którą docieramy do centrum wsi.Tu dostrzegamy kościół Bożego Ciała i bociana w gnieździe na słupie po lampie.Znów mamy bocianią sesję zdjęciową,a dopiero po niej zaglądamy do kościoła przez kraty.Obchodzimy świątynię dookoła,robimy zdjęcia i słuchamy historii opowiadanej przez Wiktora.

"Kościół (pw. Bożego Ciała): typowy gotycki kościół wiejski wybudowany na przełomie XIII i XIV wieku (koniec XIII w.?). Orientowany, wzniesiony z kamienia i cegły, jednonawowy z prostokątnym prezbiterium. W późniejszym okresie wzniesiono pierwszą wieżę (XVI w.?). W 1843 r. powiększono kościół o zakrystię wzniesioną nad kryptą i wtopioną w zarys budowli oraz dobudowano od strony zachodniej wieżę (pierwsza z XVI w. ? zniszczona w 1641 r.). Świątynia posiada zwartą bryłę pokrytą dwuspadowym dachem, obniżonym nad prezbiterium.
Wystrój kościoła:
- renesansowa chrzcielnica
- neobarokowe: ołtarz, cyborium i tabernakulum
- nad drzwiami kościoła znajduje się tablica z 1569 r. informująca o rozbudowie świątyni, ozdobiona herbami rodów von Mühlheim i von Nimptsch, które sfinansowały całe przedsięwzięcie. Obok tablicy umieszczony jest zegar słoneczny
- dzwon na wieży: ufundowany w 1618 r. przez Christopha von Zedlitz. Na nim herb rodowy von Zedlitz, data 1618, sentencja łacińska oraz imie i nazwisko – Lorenz Gisler w warsztacie, którego dzwon odlano
- kamienne płyty nagrobne wewnątrz świątyni
- kamienne płyty nagrobne na zewnętrznej elewacji świątyni
- kamienne barokowe epitafium na zewnętrznej ścianie świątyni
Od 2 połowy XV wieku do końca XVI wieku krypta świątyni była miejscem pochówku członków rodu von Mühlheim. Cały teren przykościelny wraz z założonym na planie owalnym cmentarzem otacza mur (nieregularny kamień, złom skalny) o charakterze obronnym ze śladami otworów strzelniczych. Powstanie obronnego muru datowane jest na niespokojne lata wojny trzydziestoletniej 1618-48. W czerwcu 1641 r. od uderzenia pioruna zniszczony został dach i wieża świątyni, jednak stosunkowo szybko odbudowano kościół. W grudniu 1646 roku plebania w Łażanach została splądrowana przez żołnierzy cesarskich (austriackich) ze zgrupowania wojsk generała Raimunda Montecuccoli. Remonty świątyni: 1843, 1857 (odnowienie wnętrza, nowy ołtarz główny i ambona), 1913 (odnowienie wieży), 1934 (nowy ołtarz), 1978 (remont kapitalny)."-tekst ze strony http://www.dokumentyslaska.pl/epitafia/miejscowosci/swidnica%20lazany.html




















































Po wysłuchaniu opowiadania Wiktora,zrobieniu zdjęć i obejrzeniu świątyni,powoli idziemy w kierunku ruin pałacu.Zatrzymujemy się na chwilkę przed placem,gdzie znajdują się resztki po dawnym pomniku.

"Pomnik poległych w I wojnie światowej mieszkańców Łażan: granitowy, wzniesiony na planie połowy koła. Składał się z: 4 stopniowego podium, 6 filarów podtrzymujących łuk z napisem (Unseren Gefallenen Helden). Zabudowana pomiędzy filarami przestrzeń (wysokość do połowy filarów), mieściła na podium 3 tablice z nazwiskami 69 żołnierzy – mieszkańców miejscowości poległych na różnych frontach w latach 1914-18. Obecnie pomnik zrujnowany, zachowane jedynie fragmenty filarów i fragment łuku z napisem."-tekst ze strony http://dolny-slask.org.pl/514491,Lazany,Pomnik_poleglych_w_I_wojnie_swiatowej.html

Po krótkim postoju,wędrujemy ku pozostałościom mostu nad fosą okalającą ruinę pałacu.I znów przystajemy na opowieść o pałacu i ich właścicielach.

"Pałac i park przypałacowy: pierwsza wzmianka o istnieniu w Łażanach siedziby rycerskiej pochodzi z 1369 roku. W ciągu następnych 200 lat dwór obronny będący siedzibą znanych na Śląsku możnych rodów von Seidlitz i von Mühlheim, został  rozbudowany (kolejnymi właścicielami były równie znamienite rody von Zedlitz, von Nostitz, von Pfeil-Burghauss). Trzon zachowanego do dnia dzisiejszego pałacu został  wzniesiony na przełomie XVI/XVII w. Zbudowano wówczas otoczony fosą  czteroskrzydłowy obronny dwór na planie prostokąta. Jego budowę zakończono przed 1622 r. Pałac dwukrotnie przebudowywano. Po raz pierwszy na przełomie XVII i XVIII w., po raz drugi w latach 50-tych XVIII w. Elewacjom oraz wnętrzom nadano charakter barokowy. Zachowano jednak niektóre elementy wystroju renesansowego, np. kamienne portale. Po XVIII-wiecznej przebudowie pałac był budynkiem piętrowym pokrytym dwuspadowym dachem kryjącym trzecią kondygnację. W XIX w. zmieniono wygląd dachu, w początkach XX w. zlikwidowano umieszczoną nad wejściem wieżyczkę. Od 1815 r. znajdował się pośrodku dziedzińca grobowiec Nikolasa Augusta Wilhelma von  Burghauss, później zlikwidowany i zastąpiony przez fontannę. W czasie działań  wojennych zimą-wiosną 1945 r. uszkodzeniu uległ dach budowli w skutek radzieckiego ostrzału artyleryjskiego prowadzonego z linii Mielęcin-Kruków-Tarnawa. Po zakończeniu wojny do wiosny 1946 r. pałacem i całym majątkiem zarządzała Armia Radziecka, doprowadzając do rozgrabienia wyposażenia i zdewastowania wnętrz. Po przejęciu obiektu przez władze polskie nie było już praktycznie czym zarządzać. Opuszczony i nie zabezpieczony pałac uległ szybkiemu zniszczeniu. Do lat 70-tych rozgrabiono wszystkie kamienne detale architektoniczne. Obecnie pozostały jedynie fragmenty murów budowli. Otaczający pałac park krajobrazowy tworzono przez prawie całą 1 poł. XIX w. Powstało wówczas kilka budowli ogrodowych, które miały być elementami wielkiego założenia parkowego utrzymanego w stylu angielskim. Ostatecznie zrezygnowano jednak z tego     przedsięwzięcia. Zdążono jednak wybudować zachowaną do dziś monumentalną pergolę o cechach klasycystycznych. Założona na planie prostokąta posiadała dwie ściany dłuższe kolumnowe i dwie krótsze pełne, murowane. Obecnie chroniona konserwatorsko powierzchnia parku wraz z terenem przypałacowym wynosi 7,5 ha."-tekst ze strony http://www.izba.centrum.zarow.pl/lazany
Naprzeciw pałacu,na ogrodzonym terenie prywatnym dostrzegamy niewielki,ceglany budyneczek.Jak się okazuje,jest to dawna kuźnia-"Kuźnia: wybudowana ok.1910 roku. Jest jednokondygnacyjną budowlą murowaną  z czerwonej cegły. Do elewacji szczytowej przylega ceglany, nie otynkowany komin. Dach kuźni, dwuspadowy kryty ceramiczną dachówką, załamany jest nad drewnianym, wtórnie częściowo zamurowanym podcieniem. Kuźnia znajduje się przy ul. Strzegomskiej 16."-tekst ze strony http://www.izba.centrum.zarow.pl/lazany

Po wysłuchaniu opowiedzianej historii i zrobieniu zdjęć,powoli schodzimy do przypałacowego parku,by obejrzeć ogromną pergolę.


























Kuźnia :)























Ceglana,ogromna pergola,chyli się ku rozsypaniu.Czas,zaniedbanie ludzkie,przyroda i warunki atmosferyczne poczyniły się do tego.Przyglądamy się ze smutkiem na postępującą ruinę.Ustawiamy się do grupowych zdjęć na jej tle,a po sesji zdjęciowej powolutku,spacerowym krokiem przemieszczamy się alejkami parkowymi,patrząc na zielone kobierce czosnku niedźwiedziego,"rozlewające" się po całym terenie.Opuszczamy park i wychodzimy na asfaltową drogę.Podążamy nią ku naszemu kolejnemu,dzisiejszemu celowi.Przed nami Kruków.






















Docieramy do pierwszego znaku wskazującego kierunek i odległość od wsi.I tu robimy sobie zdjęcia,bo jakiś dowcipniś z litery "u" zrobił "a" i zamiast Kruków,jest Kraków.Oprócz tego w rowie odnajdujemy jeden z dwóch krzyży pokutnych.Robimy zdjęcia i podążamy w kierunku wsi.
Mijamy tablicę informacyjną ze szczegółowo opisaną historią wsi i jej zabytków. Jeśli ktoś chce zapoznać się z historią wsi Kruków to zapraszam tu: http://www.izba.centrum.zarow.pl/krukow-historia
Ciekawie,fajnie i nietypowo prezentuje się numeracja budynków-małe,czerwone,lub czarne kruki ozdabiają każdy budynek.
Przy kolejnej tablicy stajemy lekko zaskoczeni.Okazuje się,że w 2005 roku w niewielkiej żwirowni koło Krukowa odkryto kości mamuta włochatego.Robię zdjęcia i idziemy dalej.




















































Dochodzimy do budynku Świetlicy Wiejskiej i stajemy jak wryci.Ognisko już płonie,dookoła poustawiano ławki.Na stołach czeka poczęstunek-ciasto,mini kanapki,herbata i kawa.Zaskoczenie totalne i miłe :)
Witamy się z gospodarzami,rozsiadamy się wygodnie,częstujemy się ciastem,mini kanapkami,kawą i herbatą.Wyjmujemy z plecaków kiełbaski i zaczynamy biesiadę.Rozmawiamy z młodymi gospodarzami o wszystkim co się dzieje w Krukowie,o planach itp....
Robimy zdjęcia,zaglądamy do Świetlicy Wiejskiej i podziwiamy zapał młodych ludzi.Robimy sobie grupowe zdjęcia i cały czas biesiadujemy przy ognisku,ciesząc się z niespodzianki.
Czas mija niezwykle szybko.Część grupy postanawia zdążyć na wcześniejszy pociąg,więc żegnają się z nami,a my jeszcze odpoczywamy przy ognisku.


































































































Kiedy już odpoczęliśmy i obżarliśmy się,pora ruszać dalej.Dziękujemy Gospodarzom za poczęstunek i miłe przyjęcie,żegnamy się z Nimi i idziemy ku naszemu kolejnemu celowi.
Mijamy kapliczkę i przystajemy przed tablicą informacyjną,na której opisane są krzyże pokutne i kapliczka.
"Kaplica: wybudowana w stylu barokowym w roku 1701 z inicjatywy opata krzeszowskiego Dominika Geyera. Pod koniec XIX w. z powodu złego stanu technicznego rozebrano ją i w jej miejsce zbudowano z cegły nową kaplicę. Obecna budowla jest jednokondygnacyjną, wolnostojącą murowaną kaplicą z tynkowanym detalem architektonicznym. Zamknięty pełnołukowo otwór drzwiowy kaplicy umieszczony jest osiowo. Nad nim znajduje się odcinkowy naczółek, zamknięty profilowanym gzymsem. Dwuspadowy dach kaplicy pokryty jest blachą.
Bogdan Mucha."-tekst ze strony http://dolny-slask.org.pl/544185,Krukow,Kapliczka_domkowa.html
Po zrobieniu zdjęć,obejrzeniu kapliczki,ruszamy na poszukiwanie drugiego krzyża pokutnego.
Odnajdujemy go na prywatnej posesji,za siatką,pomalowanego na biało.Kilka zdjęć i i idziemy ku wzniesieniu,gdzie mijając ostatnie budyni wsi,wchodzimy na polną drogę.
















































Pniemy się na niewielkie wzniesienie i im jesteśmy wyżej,tym piękniejsze widoki nam się ukazują.W oddali dostrzegamy najwyższy budynek Wrocławia,więc z przejrzystością dziś wcale nie jest źle,a poza tym jak dotąd to deszcz nas też ominął.Za to niezwykle piękne,ciężkie,szare chmury dodają uroku widokom i zdjęciom.Powoli docieramy do Alei Kasztanowej.Drzewa są stare,powyginane,olbrzymie i piękne.Robimy sobie sesję zdjęciową i dopiero po niej idziemy szukać resztek gruzów po dawnej wieży widokowej.

"Góra Krukowska (239 m n.p.m.): na jej szczycie w 1822 r. z inicjatywy Sophii Flügel-Hasenclever, właścicielki majętności w Zastrużu, wybudowano tzw. „Letni dom”. Był to budynek o kształcie rotundy z 7 oknami spełniającymi funkcję punktu widokowego. W 1828 r. budynek pokryto płaskim dachem, a w roku 1850 z inicjatywy Wilhelma Oelsnera dokonano przebudowy, dodając taras widokowy otoczony balustradą. Pod koniec lat 30-tych XX w. budowla została wyremontowana. Doskonałe warunki naturalne spowodowały, że w lutym 1945 r. na szczycie Góry Krukowskiej rozmieszczona została bateria artylerii polowej wchodzącej w skład niemieckiej 17 Armii Polowej broniącej Dolnego Śląska. Wymiana ognia z jednostkami radzieckimi, których pozycje rozlokowane były na linii Pyszczyn-Marcinowiczki-Tarnawa przyniosła poważne uszkodzenie „Letniego domu”, który po II wojnie światowej popadł w całkowitą ruinę. Obecnie zachowały się jedynie zarysy murów budowli i prowadząca do nich kasztanowa aleja. U podnóża Góry Krukowskiej (od strony Żarowa) pod koniec XIX wieku wystawiony został pomnik upamiętniający wizytę w Krukowie cesarza Wilhelma I, który w 1875 r. wizytował odbywające się w powiecie świdnickim wielkie manewry wojskowe. Po II wojnie światowej pomnik został zniszczony. Zachowała się jedynie uszkodzona i leżąca na ziemi kolumna.
Bogdan Mucha."-http://dolny-slask.org.pl/557354,Krukow,Gora_Krukowska_239_m_n_p_m.html




















































Na szczycie Krukowej Góry chwilę odpoczywamy,szukając pozostałości po dawnej wieży widokowej i słuchając opowiadania Wiktora,a potem przechodzimy przez całą Aleję Kasztanowców i drogą wśród pól zielonych schodzimy do Mrowin.
O historii wsi można przeczytać tu: http://www.izba.centrum.zarow.pl/mrowiny-historia

W Mrowinach od razu kierujemy się ku pałacowi.Zatrzymujemy się na moście,robiąc sobie długą sesję zdjęciową z pałacem,jego obiciem w wodzie i łabędziami,,siedzącym na jajkach.Po fotkach,idziemy w kierunku bramy wjazdowej wiodącej na teren przypałacowy.Jak się okazało,pierwsza brama jest dla każdego dostępna,natomiast druga zamknięta na łańcuch i kłódkę :(

"Pałac i park przypałacowy: pierwsza rezydencja rycerska „Rittersitz” w Mrowinach powstała w 2 poł. XVI w. (przed 1605 r.) z inicjatywy rodu von Adelsbach. W połowie XVIII w. stojąca na wschodnim skraju miejscowości rezydencja szlachecka była już okazałym barokowym pałacem, założonym na planie podkowy. Czterokondygnacyjna budowla pokryta była wówczas dwuspadowym dachem. W 1870 r. dwa lata po zakupieniu majętności mrowińskiej, Karl Friedrich von Kulmiz przystąpił do przebudowy pałacu według planu berlińskiego architekta Waesemana. Prace zostały ukończone już w następnym roku. Budynek pałacowy o niezmienionej do dziś formie został zabudowany w zwartą bryłę o rzucie wydłużonego prostokąta, utrzymaną w stylu neorenesansowym.Od strony zachodniej bryłę budowli podkreśla czterokondygnacyjna wieżą nawiązującą stylem do włoskiego renesansu. Reprezentacyjne wejście znajduje się po stronie południowej. Pałac jest budowlą trzykondygnacyjną na wysokich piwnicach, w którym  było 40 pomieszczeń, w tym sporych rozmiarów sala balowa z tarasem wyprowadzonym w fasadzie północnej. Elewacje zewnętrzne zdobi bogaty tynkowany detal (gzymsy, pilastry, obramienia okien i drzwi, naczółki, boniowanie). Teren przypałacowy okala fragmentaryczny, XVIII-wieczny mur z nieregularnego, nie otynkowanego kamienia. Drogę dojazdową do pałacu zamyka murowana, tynkowana z tynkowanym detalem (boniowanie, pilastry) neorenesansowa brama w formie łuku triumfalnego. Przejazd i przejście piesze w bramie posiada formę pełnołukowych arkad. Jej zwieńczenie natomiast ma postać pełnego belkowania. Obecnie pałac znajduje się w rękach prywatnych, jednak jego stan techniczny jest zły.
Od strony zachodniej do pałacu przylega 0,4 ha staw przedzielony kamiennym mostem na dwa baseny. Z pozostałych stron pałac otacza 3,4 ha park utrzymany w stylu naturalistycznym, który powstał w XIX wieku. W parku występuje szereg drzew aklimatyzowanych (m.in. choina kanadyjska, tulipanowiec amerykański), natomiast za pałacem równolegle do pobliskiego potoku Tarnawka, biegnie stara ok. 300 letnia aleja dębowa z drzewami, których obwód pni przekracza 4,5 m."-tekst ze strony http://www.izba.centrum.zarow.pl/mrowiny

Robimy zdjęcia pałacowi,kiedy dostrzegamy ruch na posesji.Jakaś Pani z psem zaczyna głośno coś do nas krzyczeć,a po chwili rozmawia już przez telefon.My oczywiście kończymy sesję i wracamy do naszej grupy stojącej na moście.Wiktor opowiada historię pałacu i pokazuje zdjęcia jak wyglądał kiedyś.Po opowieści powoli idziemy ulicą w kierunku dawnego cmentarza.Mijamy ruinę wieży po dawnym kościele ewangelickim i wchodzimy dawną bramą cmentarną na teren przykościelny i pocmentarny.




















































Na terenie dawnego cmentarza,obecnie wybudowano kościół i plebanię.Cały teren jest pięknie zagospodarowany.Stare mauzoleum zabudowano i zrobiono z niego kaplicę.

"Kaplica (pw. Matki Bożej Królowej Polski): powstała w 1989 r. po wyremontowaniu i zaadoptowaniu na cele modlitewne byłego mauzoleum rodu von Kulmiz. Przez zabudowanie kolumnady zamknięto obiekt, powiększając przy tym jego przestrzeń użytkową. W 1990 roku wstawiono nowe okna i drzwi, wykonano ołtarz i ławki oraz uporządkowano cały otoczony 1,5 m murem teren, który do lat 40-tych XX w. był cmentarzem. W 2000 r. ustawiono przed kaplicą Krzyż Jubileuszowy."-tekst ze strony http://www.izba.centrum.zarow.pl/mrowiny

Przechadzamy się spacerowym krokiem,oglądamy wszystko,robimy zdjęcia i powoli wracamy na most przed pałacem.






















Kiedy już jesteśmy wszyscy na moście,ruszamy do Żarowa.Zostały nam do przejścia 2 km.Niewiele,ale ja powoli zaczynam marudzić-boli mnie łydka....
Niespiesznie wędrujemy,mamy spory zapas czasowy i nawet gdy docieramy do stacji kolejowej okazuje się,że do odjazdu pociągu mamy ponad 30 minut.Rozsiadamy się wygodnie na ławce,na przystanku autobusowym.Naszej Wrocłąwiance mówimy by poszła już na dworzec,bo na pewno wcześniej przyjedzie pociąg do Wrocławia niż nasz.I jak się okazuje,mieliśmy rację,bo nasza Wrocławianka odjechała przed nami :)
My natomiast tuż przed przyjazdem naszego szynobusu,wchodzimy na peron.Kiedy przyjeżdża pociąg wsiadamy do niego,szukając wolnych miejsc i rozsiadając się na nich wygodnie.Radek poszedł kupić bilet grupowy,a po powrocie usiadł na zajętym przez nas miejscu.Sporo ludzi jedzie dzisiaj,oj sporo.
Droga mija nam prawie bezproblemowo,ale to już całkiem inna historia i tu jej opisywać nie będę.










Mimo małego zgrzytu na koniec dzisiejszej wędrówki,dzień był udany,obwity w niespodzianki,piękny i niepowtarzalny.
A na koniec mamy okazję popatrzeć na pana pustułka pilnującego gniazda i swojej pani :)
Radujemy się tym widokiem :)










Zakończyła się nasza rajdowa wycieczka,kolejna już niebawem,więc do zobaczenia wkrótce :)


Pozdrawiamy wszystkich serdecznie i cieplutko,życząc miłej lektury :)


Danusia i Radek :)


P.S.
Zdjęcia bocianów i pustułek,są prawnie zastrzeżone !!!


Zdjęcia tu dodane są autorstwa: Eli Sz., Eli M., Bolka, Pawła,Radka i moje :)