sobota, 14 stycznia 2017

Nad Modrym Jeziorem :) - z Elą :)

Po wczorajszym poźnym powrocie w szalejącej śnieżycy,nie planujemy niczego,nie nastawiamy budzika-zobaczymy co przyniesie ranek.
Wstajemy dość późno,śniadanie,kawa i chwila zastanowienia dokąd ruszyć dzisiaj???
Jest dość późno,więc górki i dalsze wyjazdy odpadają.Radek grzebie w internecie i po jakimś czasie mówi,że możemy pojechać autobusem MZK do Siedlęcina,a stamtąd wrócić na pieszo do Jeleniej Góry.Zgadzam się i spoglądając na zegarek,pytam Radka czy możemy jeszcze kogoś ze sobą wziąć?
-Ależ oczywiście Danusiu-brzmi odpowiedź
-Z tym,że jest mało czasu by się zebrać,musisz się z tym liczyć.
-Wiem,ale zaryzykuję i napiszę do Eli,Ona mieszka niedaleko Teatru,więc może akurat się uda??
Piszę więc do Eli na messengerze pytanie co robi?,a po uzyskaniu odpowiedzi,kolejne pytanie czy wybierze się z nami do Siedlęcina? Odpowiedź brzmi tak! Umawiamy się na przystanku MZK Teatr,skąd o 11:30 mamy autobus nr 5.
Zbieramy się dość szybko i koło Teatru jesteśmy z dość sporym zapasem czasowym.Czekamy więc na naszą koleżankę i autobus.
Kiedy Ela już jest,witamy się z Nią,a po powitaniach podjeżdża nasza "5".Wsiadamy do autobusu,kupejemy bilety w automacie,rozsiadamy się wygodnie i jedziemy do Siedlęcina.Drogę umilamy sobie rozmowami,więc mija nam szybko i nie wiedzieć kiedy dojeżdżamy do przystanku koło Wieży Książęcej w Siedlęcinie.Wysiadamy z autobusu i kierujemy swe kroki właśnie tam.












Kiedy jesteśmy przy wejściu do budynku przy Wieży,pytam Elę czy kiedykolwiek była w środku?
-Nie,nie byłam-odpowiada Ela.
-To trzeba nadrobić.
Kupujemy więc bilety wstępu i wchodzimy do wnętrza zabytku.

"Wieże mieszkalne.
Po raz pierwszy pojawiły się we Francji w X stuleciu, gdzie na skutek inwazji normańskiej doszło do przyspieszenia procesu formowania się gniazd warownych skupionych wokół lokalnych, zamożnych feudałów. Początkowo budowle te wznoszone były z drewna, w wersji murowanej rozprzestrzeniły się na wszystkie kraje południowej i zachodniej Europy w wieku XII. Ich forma najczęściej stanowiła składową trzech lub więcej kondygnacji powyżej niedostępnego z zewnątrz parteru, przedzielonych stropami i łączonych przy pomocy drabin, a później odkrytych schodów wewnątrz lub w przybudówce. Budowane były zarówno przez władców, jak i szlachtę - bogate rycerstwo, podkreślając jego wysoki status społeczny i majątkowy. Na Śląsku wieże tego typu pojawiły się w 1. tercji XIII wieku, początkowo z inicjatywy książąt, jako obiekty wzniesione przy stołecznych zamkach na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu i na Ostrówku w Opolu (dziś już nie istniejące). Do naszych czasów na tym terenie zachowało się około 30 wież, wśród nich m.in.: Biestrzyków, Ołdrzychowice Kłodzkie, Świny, Pastuchów, Rakowice, Witków i Żelazno."-tekst ze strony http://www.zamkipolskie.com/siedlecin/siedlecin.html

"Masywna sylweta gotyckiej wieży w niewielkim Siedlęcinie na stałe już wpisała się w krajobraz architektury obronnej Dolnego Śląska, ze względu na swe rozmiary i stan zachowania stając się jednym z jego rozpoznawalnych elementów. Pomimo udowodnionego związku z książętami świdnicko-jaworskimi ten donżonowy zamek bardzo często występuje w opisach jako inicjatywa rodów rycerskich, co nie jest zgodne z prawdą. Jego fundatorem i pierwszym właścicielem był bowiem książę Henryk I Jaworski, który wystawił ów obiekt po roku 1313 w pobliżu ważnego szlaku handlowego biegnącego z Jeleniej Góry do Wlenia i Lwówka. Zapewne po śmierci Henryka wieża wraz z folwarkiem przeszła na własność Bolka II i jego żony Agnieszki, a następnie w trakcie sukcesji księżnej w latach 1368-1392 została zakupiona przez Jenchina von Redern i dopiero wtedy stała się rezydencją szlachecką.
Po 1400 właścicielem Siedlęcina był Hans von Redern i jego następcy, siedzący we wsi do połowy XV wieku. Później należała ona m.in. do rodów: von Schellendorf, Wesin, Zedlitz, Nimptsch i von Stiller. W międzyczasie, około roku 1575 w nieznanych okolicznościach wieża uszkodzona została przez pożar i wkrótce naprawiona ze zmianami w formie oraz funkcji użytkowej niektórych jej elementów: wykuto nowe okna, zamurowano blanki na najwyższej kondygnacji, a całość przekryto nowym dachem. W roku 1732 dobra siedlęcińskie przeszły na własność rodu von Schaffgotsch i w jego rękach pozostały aż do 1945. Sama wieża przestała pełnić funkcje mieszkalne jeszcze w XVIII wieku, gdy zburzono przylegający doń mur i włączono w kompleks zabudowań dworskich, w nowej konfiguracji rezerwując dla niej mało zaszczytną rolę folwarcznego spichrza. Około roku 1840 rozebrano pozostałości średniowiecznego muru, a niedługo potem rozpoczęto pierwsze drobne prace konserwatorskie, zintensyfikowane po sensacyjnym odkryciu w latach 80. XIX wieku przez inspektora podatkowego z Jeleniej Góry W. Klose unikalnych fresków o tematyce świeckiej zdobiących ściany pomieszczenia trzeciej kondygnacji. Pomimo tego odkrycia budowla nie stanowiła wówczas jeszcze atrakcji turystycznej, o czym świadczą relacje prasowe z pobytu we wsi księżnej Charlotte v. Sachsen-Meiningen. W 1899 roku pisano, że księżna odwiedziła lokalną parafię ewangelicką i przekazała na jej potrzeby podarunki - w relacji tej o gotyckiej wieży nie ma najmniejszej nawet wzmianki.
Podczas drugiej wojny światowej obiekt wykorzystywany był jako magazyn zbiorów wrocławskiego Muzeum Rzemiosła i Starożytności oraz Instytutu Botanicznego UW, a także cennych druków i rękopisów przeniesionych tutaj z biblioteki von Schaffgotschów w Cieplicach. Latem 1945 zbiory te wywieziono do muzeów w Polsce Centralnej i Wrocławiu, we wieży zaś ulokowano szpital polowy. Na początku lat 50. budowlę wraz przylegającymi do niej obiektami dworskimi przejął PGR, który w zabytkowej oficynie urządził mieszkania dla swych pracowników, natomiast wieżą zaopiekowało się PTTK. Po upadku starego reżimu jej właścicielem został Urząd Gminy Jeżów Sudecki, wówczas też zawiązało się Towarzystwo Przyjaciół Siedlęcina z ambitnym celem stworzenia tutaj Euroregionalnego Ośrodka Kultury Dworskiej i Rycerskiej. Owa idea zgasła błyskawicznie wraz ze zdławieniem groźnego pożaru wieży będącego rezultatem braku wyobraźni organizatora Festiwalu Pieśni Dworskiej, który odbył się w Siedlęcinie jesienią 1998, i na którym ów rzutki organizator podjął dramatyczną w skutkach próbę rozpalenia ogniska w kominku na jednej z dolnych kondygnacji. W marcu 1999 budowla trafiła do rąk inwestora z Pomorza; ten jednak szybko się jej pozbył na rzez Fundacji "Zamek Chudów", sprawnie zarządzającej tym miejscem od roku 2001.
Wieża w Siedlęcinie z uwagi na dość nisko umieszczone wejście i względnie dostępną lokalizację stanowi wyjątek od rozwiązań szeroko stosowanych w średniowiecznych donżonach, w których obronność przekładano nad wygodę mieszkańców, choć i tutaj spora grubość murów, wyniosła bryła oraz osłonięty krenelażem poziom obronny świadczy o jej przystosowaniu do obrony pasywnej. Wieżę zbudowano na niewielkim, sztucznie usypanym kopcu i otoczono zasilaną z pobliskiego cieku fosą oraz czterometrowym murem z gankiem obronnym otaczającym budowlę od strony zachodniej, północnej i wschodniej. Wzniesiono ją z kamienia łamanego na planie prostokąta o wymiarach około 15x22 metry i wysokości 19 metrów (bez dachu), przy czym grubość murów wynosi około 2, a w przyziemiu prawie 3 metry. Początkowo był to gmach czterokondygnacyjny z dodatkową kondygnacją w postaci osłoniętej blankami platformy obronnej, przekształconej po 1575 roku w piętro mieszkalne. Wejście do wieży prowadziło przez ostrołukowy portal w kondygnacji przyziemia. W XVIII stuleciu od południa dostawiono do niej oficynę i częściowo zasypano fosę, formując w ten sposób niewielki dziedziniec.
Poszczególne kondygnacje wieży, z wyjątkiem pochodzących z okresu późniejszego piwnic, rozdzielone są od siebie drewnianymi belkowymi stropami, a komunikację między nimi zapewniają wewnętrzne proste schody. Jej rozplanowanie jest znamienne dla średniowiecznej tradycji architektury militarnej kultywującej układ: gospodarczo-usługowy parter, 2-3 kondygnacje mieszkalne i górny poziom obronny. Parter w wieży siedlęcińskiej pierwotnie pozbawiony był okien i składał się z dwóch komór dzielonych murowaną ścianą. Wyższe trzy piętra, zagospodarowane za pomocą drewnianych ścian działowych, miały już charakter mieszkalny, a środkowe - zdecydowanie reprezentacyjny. Na pierwszym piętrze postawiono kominek, którego palenisko oraz okap umieszczono w sieni, komora grzejna zaś znajdowała się w jednej z izb, co zapewniało ogrzewanie tej izby bez konieczności rozpalania w niej ognia i wpuszczania doń dymu. Drugie piętro podzielone było na trzy pomieszczenia: świetlicę oraz dwie izby, przy czym co najmniej jedna z nich stanowiła wyłożoną wewnątrz drewnem tzw. "ciepłą izbę". Reprezentacyjne funkcje pełniła świetlica, która była miejscem spotkań, uczt i pokojem gościnnym, przechowywano w niej również broń jako atrybut stanu rycerskiego lub na wypadek ataku. Komnatę tą wyposażono w większe okna z kamieniarką o trójlistnych prześwitach i szerokimi wnękami z miejscami do siedzenia, tzw. sediliami, oraz ozdobiono ściennymi malowidłami wykonanymi w technice al secco, obrazującymi sceny o tematyce rycerskiej. Każde z pomieszczeń na tej kondygnacji posiadało swój własny wykusz ustępowy podwieszany na konsolach, ponadto jedną z izb zaopatrzono w kamienną piscinę lub drewnianą rynienkę do wylewania nieczystości. Budowlę wieńczyła kondygnacja bojowa osłonięta przez blanki o szerokości około 2 metrów. Po 1575 w przestrzeń między blankami wstawiono okna, a całość nakryto czterospadowym dachem.
Wieża mieszkalna w Siedlęcinie to najwspanialsza, najlepiej zachowana budowla tego typu w naszym kraju i jedna z najciekawszych w tej części Europy. O jej niezwykłości decydują przede wszystkim unikatowe polichromie (o tym później), choć nie tylko - obiekt ten zaledwie raz w całej swej historii poddany został przeróbce, w znacznym więc stopniu przedstawia formę narzuconą mu pierwotnie około 700 lat temu. Po wielu latach zaniedbań zabytek znalazł wreszcie godnego gospodarza, starającego się przywrócić mu dawny urok i stworzyć w jego wnętrzach miejsce pełne autentycznego historyzmu. Od 2001 właścicielem budowli jest Fundacja "Zamek Chudów", która urządziła w niej niewielkie muzeum z główną atrakcją w postaci malowideł ściennych o tematyce arturiańskiej zdobiących salę na trzeciej kondygnacji i wspaniale harmonizującej z nimi sączącej się z cicha muzyki wieków dawnych. Połączenie takie komponuje klimat, jakiego nie spotkacie na żadnym innym polskim zamku. Niestety bliskie otoczenie wieży nie ma w sobie nic ze Średniowiecza. Od południa przywarł do niej brzydki budynek oficyny, nieszczęśliwie wpisany do rejestru zabytków, co wyklucza ewentualną rozbiórkę. Dalej jest jeszcze gorzej: ruiny baraków, rdzewiejące hangary, puste magazyny i gryząca w oczy bieda to współczesna rzeczywistość siedlęcińska, która - miejmy nadzieję - z czasem i tu odejdzie w niebyt.
Największą atrakcję wieży stanowią polichromie zdobiące ściany świetlicy na trzeciej kondygnacji. Są to najstarsze w Polsce sceny ścienne o tematyce świeckiej i jedyne w Europie średniowieczne malowidła ukazujące historię jednego spośród rycerzy Okrągłego Stołu - Sir Lancelota z Jeziora. Powstały one przypuszczalnie z inicjatywy księcia Henryka I Jaworskiego w latach 1345-46 w technice mokrego fresku al secco, wykonanej ręką mistrza pochodzącego zapewne z północno-wschodniej Szwajcarii. Polichromie te zajmują głównie południową i zachodnią ścianę wieży, a ich łączna powierzchnia wynosi 33 m2. Oprócz scen o tematyce arturiańskiej w sali tej znajdują się również datowane na rok ok. 1370 nigdy nie ukończone malowidła z herbami Redern i Zedlitz, a także pochodzące z okresu późniejszego szkice pod schodami przedstawiające konnego rycerza z tarczą i kopią, w hełmie z klejnotem rodziny von Redern.
Zwierzchnią część kompozycji na ścianie południowej stanowi okazały wizerunek św. Krzysztofa - patrona dobrej śmierci, symbolizującego bezsprzeczną wierność wiarze chrześcijańskiej, która cechować powinna każdego rycerza. Po jego lewej stronie naniesiono przedstawienie dwóch par - małżeńskiej i grzesznej. Cykl scen rozwinięty po prawej w dwóch poziomach ukazuje legendę najsławniejszego rycerza Okrągłego Stołu - Lancelota z Jeziora, a w zasadzie dwa najważniejsze momenty jego życia: początek chwały i upadek. Pierwszy to wyprawa z kuzynem Lionelem, podczas której ma udowodnić, że zasłużył na miano rycerza. Widzimy tutaj złego rycerza Tarquyna biorącego do niewoli trzech paladynów, a następnie walczącego z obudzonym Lionelem i na końcu pojedynek Lancelota i Tarquyna zakończony śmiercią tego ostatniego. Wątek drugi to historia grzesznej miłości Lancelota do żony króla Artura - Ginewry. W rozwijających go scenkach, niczym w komiksie pojawiają się kolejno: siedząca na tle zamku Camelot piękna Ginewra oznajmiająca rycerzom, że chce udać się na przejażdżkę, Ginewra konno na łonie natury, porwanie orszaku przez podłego Meleaganta, Lancelot uwalniający więźniów, a następnie ulegający urodzie królowej, i wreszcie Lancelot i Ginewra trzymający się za ręce - lewe dłonie kochanków splatające się w uścisku stanowią znak, że związek jest nieprawy - małżonkowie na średniowiecznych obrazach zawsze bowiem trzymają się za prawice.
Siedlęcińskie polichromie początkowo odbierane były jako przedstawienie fundacji klasztoru cystersów w Krzeszowie. Taka błędna interpretacja spowodowana była złą konserwacją fresków zrealizowną w okresie międzywojennym przez Johanna Drobka, który dokonał wielu przemalowań. W ten sposób szpaler pięknych dam w barwnych sukniach stał się orszakiem mnichów w ciemnych habitach, zaś scena, gdzie Ginewra i Lancelot trzymają się za ręce, przekształcona została w przywitanie Bolka przez opata. Ów biedny konserwator miał chyba nikłe pojęcie o sztuce średniowiecza, bo malarz, który zasugerowałby grzeszny związek między księciem a mnichem, niechybnie trafiłby pod katowski topór!"-tekst ze strony http://www.zamkipolskie.com/siedlecin/siedlecin.html

"W siedlęcińskiej wieży mieszkała niegdyś zmora. Za życia była to siódma córka właściciela wieży, dziewczynka garbata i kulawa, z której ludzie kpili, za co ta po śmierci zaczęła się mścić. Siadała w nocy ofierze na piersi, a potem dusiła ją. Nie miała innego wyjścia, jak zostać zmorą - jeśli w rodzinie rodzi się siedem kolejnych córek, ta ostatnia musi być noculą. Na żer wyrusza w środku nocy, potrafi przybrać postać ćmy lub komara, żeby dostać się do domostwa. I na zmory jest jednak rada. Należy sypiać na brzuchu i trzymać pod łóżkiem siekierę lub inny metalowy ciężki przedmiot, okadzić łóżko poświęconym zielem, zaś na drzwiach nakreślić znak krzyża poświęconą kredą. Stosując się do tych zasad miejscowy egzorcysta złapał i uwięził w glinianej stągwi naszą zmorę, a następnie wrzucił ją do rzeki Bóbr. Niestety, naczynie rozbiło się o kamień i pękło, a zmora uciekła, jednak nie odważyła się już wrócić do wsi. Rzuca nieraz tylko kamieniami w ludzi, którzy podążają piechotą z Siedlęcina do Jeleniej Góry. Oko zaś ma, szelma, celne, więc trzeba uważać."-fragment książki M. Perzyńskiego, "Zamki, twierdze i pałace Dolnego Śląska i Opolszczyzny"














Zaczynamy zwiedzanie od pomieszczeń na parterze i w piwnicach.Dawno tu nie byliśmy,oj dawno.Zmieniło się i cieszy nas to bardzo.Oglądamy wszystko niespiesznie,robimy zdjęcia i wędrujemy na piętro.Są tu dwa pomieszczenia.W jednym jest ogromny kominek,a w drugim szklana gablota z fragmentem kafla piecowego ze scenką myśliwską.Obok poustawiano tablice opisujące pracę zdunów w zamierzchlych czasach i historię pieca przeniesionego do pałacu w Cieplicach.














































































Po obejrzeniu,przeczytaniu i zrobieniu zdjęć,wchodzimy na drugie piętro.I tu oczywiście zatrzymujemy się najdłużej.Wielka Sala z malowidłami ściennymi robi niesamowite wrażenie.My już je widzieliśmy,ale i tak jak zauroczeni stoimy przed nimi,przyglądamy się,robimy zdjęcia i podziwiamy średniowieczne freski.
Dość długo jesteśmy w tym pomieszczeniu,ale trudno oderwać wzrok od takiej cudowności.


















































Na kolejnej kondygnacji znajduje się wystawa fotografii autorstwa Dagmary Matusiak "Miejsca (nie) umarłe".Powoli przechodzimy od zdjęcia do zdjęcia.W wielu miejscach na fotografii byliśmy,więc bez problemu je rozpoznajemy.Po obejrzeniu wszystkich zdjęć,wchodzimy na ostatnią kondynację.






















Obecne poddasze,kiedyś pełniło funkcję obronną.Zwięczenie murów budowli miało dookoła krenelaż,ale po pożarze i przebudowie,postanowiono wstawić okna,a część wrębów zamurować,dodano dach i dzięki temu zyskano dodatkowe pomieszczenia.Obchodzimy całe poddasze dookoła,robimy zdjęcia i zaglądamy przez okienka na świat zewnętrzny.










Po obejrzeniu wszystkiego,powoli schodzimy,przechodząc przez kolejne kondygnacje na dół,opuszczając mury Wieży Książęcej.
Na zewnątrz idziemy zobaczyć Targ Rolny "Górskie Smaki",na którym można kupić naturalne produkty od lokalnych rolników,wegańskie pyszności i wyroby rękodzielnictwa.Są tu sery kozie-bardzo dobre,bryndza,masa kajmakowa-pyszna,mleko,smietany,miody,wedliny różnego rodzaju,ciasta,pasztety-buraczany przepyszny-,kawa,herbata,zupa z soczewicy z kaszą gryczaną-cudnie rozgrzewająca,owoce,warzywa,przetwory itp.Na środku placu płonie ognisko,więc można się ogrzać,usmażyć kupioną kiełbasę.Niewielu jest kupujących,ale pewnie pogoda trochę wystraszyła.My kusimy się na gorącą zupę z soczewicy.Jest pyszna i cudownie rozgrzewa nas od środka.Po posileniu się,opuszczamy przyjazne mury Wieży Książęcej i kierujemy się ku mostowi nad Bobrem.Przechodzimy przez niego na drugą stronę,zmierzając ku Perle Zachodu.
















































Wędrujemy zaśnieżoną drogą,rozmawiamy,robimy zdjęcia,podziwiamy piękno,które nas otacza i niespiesznie docieramy do zapory na Bobrze,tworzącej Jezioro Modre.

"Jezioro Modre – jezioro zaporowe na rzece Bóbr w Borowym Jarze na terenie Parku Krajobrazowego Doliny Bobru. Jezioro ma długość ok. 1 km. Na głównym spiętrzeniu znajduje się czynna trzyturbinowa elektrownia wodna Bobrowice I o mocy 1 MW. Zapora elektrowni ma wysokość około 10 metrów i długość 80 m. W górnym odcinku jeziora, w okolicach zniszczonej w 1945 roku papierni znajduje się druga czynna hydroelektrownia Bobrowice II, dysponująca dwiema turbinami o łącznej mocy 0,23 MW.
Na południowym brzegu Jeziora Modrego znajduje się schronisko PTTK „Perła Zachodu”. W tym miejscu nad taflą zalewu przewieszona jest kładka, umożliwiająca dotarcie do pobliskich formacji skalnych oraz wzniesienia Wieżycy (niem. Turm Stein).
Do jeziora Modrego można dostać się od strony Jeleniej Góry (ok. 4 km), dzięki odnowionej drodze spacerowej, prowadzącej od Wzgórza Krzywoustego lub dojechać samochodem od strony Siedlęcina (ok. 1 km).
W sierpniu 2006 roku Jezioro Modre zostało opróżnione w celu umożliwienia prac konserwacyjnych. Zbyt szybkie spuszczenie wody doprowadziło do katastrofy ekologicznej. Kolejne prace modernizacyjne przeprowadzone w roku 2014 nie doprowadziły już do takich zniszczeń."-Wikipedia.

Przystajemy tu na dłużej.Przyglądamy się dwóm wędkarzom siedącym na lodzie zamarzniętego jeziora,robimy zdjęcia,rozmawiamy i odpoczywamy.Po nabraniu oddechu,powoli ruszamy dalej,ku Perle Zachodu.


















































Zatrzymujemy się tylko na chwilkę przy schronisku Perła Zachodu,robiąc kilka zdjęć.Jesteśmy najedzeni,więc postanawiamy iść dalej.Śnieg cały czas sypie i kusi do lepienia śnieżek.Każde z nas zaczyna więc ugniatać w dłoniach śniegowe kulki i rzucać nimi.Bawimy się jak dzieci.W pewnym miejscu,Radek pyta się nas czy byłyśmy przy źródełku,ale nie tym niedaleko wiadutku,tylko tym drugim? Oczywiście,ani ja,ani Ela nie byłyśmy.więc stwierdzamy,że Radek musi nas tam zaprowadzić."Nie masz wyjścia"-mówię Radkowi.Idziemy więc w kierunku oznaczonego tabliczką,alternatywnego przejścia do ścieżki rowerowej w kierunku Jeleniej Góry.To właśnie na tej alternatywnej trasie znajduje się owe źródełko.Wędrujemy w nieudeptanym sniegu,pnąc się wyżej i wyżej.Z prawej strony u góry dostrzegamy punkt widokowy Trafalgar,a z lewej strony,patrząc w dół rzekę Bóbr i ścieżką rowerowo-pieszą.Idziemy tak jakiś czas,aż docieramy do skały z której wypływa woda.To właśnie jest "Źródło Hipokrene".
"W mitologii greckiej źródło w Beocji w gaju u podnóża góry Helikon.Wody źródła wytrysnęły z ziemi pod wpływem uderzenia kopyta Pegaza.Źródło było poświęcone muzom, ponieważ pobudzało natchnienie."-Wikipedia.
Stajemy na chwilę,wypijamy gorące napoje,rozmawiamy i odpoczywamy.






















Po odsapnięciu i małym co nieco,postanawiamy iść dalej,ale nie wracamy tą samą drogą,a przedzieramy się przez zaśnieżone krzaki.Wędrujemy ledwo widoczną ścieżką.Śnieg sypie się z gałązek na głowy i za kołnierze,a my przedzieramy się przez zaspy,śmiejąc się z naszego wyboru drogi powrotnej.












Im jesteśmy bliżej ścieżki rowerowo-pieszej,tym nasza dróżka zmienia się w szeroką,koleinową,leśną drogę.Pełno dookoła powycinanych drzew,więc nie dziwi jej koleinowy stan.I tak docieramy do asfaltowej ścieżki nad Bobrem,nią już zmierzamy w kierunku Jeleniej Góry.Po drodze podnosimy-robi to Ela z Radkiem,a ja fotografuję-rozpadniętego bałwana,mijamy źródełko,wiadukt kolejowy,przechodzimy przez różową kładkę nad Kamienną,uliczkami docieramy do tunelu pod drogą szybkiego ruchu,przechodzimy nim na drugą stronę,wychodząc koło galerii i dworca autobusowego.Tu dostrzegamy autobus w barwach KD,jeżdżący do Lwówka Śląskiego-robię kilka zdjęć,bo ile razy go widzę,nigdy nie udaje mi sie go sfotografować.Po zdjęciach idziemy w kierunku Rynku,przechodzimy przez niego i niedaleko Bramy Wojanowskiej rozstajemy się z Elą.Dziękujemy sobie nawzajem za dzisiejszą wycieczkę,ciesząc się już na kolejne wspólne wyprawy.






















Tak oto kończy się kolejna wędrówka,pora na następną,więc do zobaczenia niebawem.
Pozdrawiamy wszystkich serdecznie i cieplutko,życząc miłej lektury :)


Danusia i Radek :)