niedziela, 4 sierpnia 2019

Pustelniczy kamień :)

Niedzielny ranek,budzi nas błękitnym niebem i słoneczkiem.Bez szemrania wstajemy dość wcześnie.Wczoraj utaliliśmy że dziś pojedziemy do Czech.Po pierwsze chcemy przetestować bilety ZVON czeskie,a poza tym w ubiegłym tygodniu widzieliśmy że przy wieży widokowej w miejscowości Proseč nad Nisou,dużo się zmieniło.My byliśmy tam w 2012 roku,a jak to było można zobaczyć tu: http://podrozedanusiiradka.blogspot.com/2012/09/konrad-i-porsche.html
Ciekawi nas owa wieża widokowa,a właściwie jej otoczenie,bo z daleka widzieliśmy że sporo się tam zmieniło-pora więc to zobaczyć na własne oczy.Skoro plan został ustalony,to po śniadaniu i wypiciu kawy ruszamy w kierunku stacji kolejowej.Kiedy tam docieramy,od razu witamy się z Rajdowiczami.Jest Ich całkiem sporo i każdy pyta się nas czy mamy już bilet.No cóż,odpowiadamy że jedziemy sami,też do Czech,ale nie na rajdową wycieczkę.Radek w kasie kupuje dwa bilety do Szklarskiej Poręby Górnej.Witamy się z Maciejem,którego dostrzegamy między Rajdowiczami.Rozmawiamy z Nim,wypytując o plany na dziś i stwierdzamy,że możemy zmienić swoje i ruszyć z Maciejem.Skoro już wiemy dokąd pojedziemy i bilety mamy kupione,idziemy na peron,z którego odjedzie nasz pociąg,chwilkę czekamy na niego,a kiedy przyjeżdża,wsiadamy,rozsiadamy się wygodnie i o 7:17 ruszamy ku nowej przygodzie.Podróż umilamy sobie rozmową,więc mija nam szybko.Wysiadamy w Szklarskiej Porębie Górnej,gdzie mamy przesiadkę.Na stacji witamy się ze znajomymi ze Zgorzelca,Lubania,Świeradowa i Kowar,a po powitaniach idziemy na peron,z którego ma odjechać czeski motoraczek jadący do Liberca.Chwilkę czekamy,rozmawiamy ze znajomymi i radujemy się ze spotkania.Kiedy przyjeżdża szynobus,wsiadamy do niego,zajmujemy szybko wolne miejsca-jest nas bardzo dużo,a wagon tylko jeden-rozsiadamy się i ruszamy w podróż do Liberca.U Pani Konduktor kupujemy grupowy bilet ZVON za 320 koron-Czesi nie podnieśli cen biletów Euro-Nysa-i teraz możemy spokojnie jechać dalej.
Rajdowicze wysiadają w Tanvaldzie,a my jedziemy dalej.W Libercu wysiadamy z pociągu i od razu idziemy na peron,z którego mamy odjechać w kierunku naszego dzisiejszego celu.Chwilkę czekamy na peronie.Kilka minut przed odjazdem podjeżdżają dwa złączone motoraczki.Pierwszy jedzie do Frydlantu,a drugi do miejscowości Bílý Potok pod Smrkem.Wsiadamy do drugiego wagonu,zajmujemy wygodne miejsca i jedziemy do Hejnic.W Raspenavie motoraczki zostają rozłączone i każdy rusza w swoją stronę.Nasz po zaledwie kilku minutach jazdy zatrzymuje się na stacji w Hejnicach.Wysiadamy z niego i od razu. ruszamy na szlak.Robimy kilka zdjęć na zewnątrz i idziemy w kierunku Sanktuarium










"Hejnice (Haindorf)
Rozciągnięte w Dolinie Smědy, znane są od średniowiecza z najważniejszego miejsca odpustowego w regionie. Malowniczo położone u stóp Ořešníka przyciągają turystów i pielgrzymów.
Nazwa miasta prawdopodobnie oznacza "Wieś w gajach". Uważa się, że pierwszymi mieszkańcami na terenie dzisiejszej miejscowości byli węglarze. Za pierwszą wzmiankę o osadzie uchodzi data MCCXI (1211), którą cieśla, rzekomo wyżłobił na belce stropowej drewnianej kapliczki stojącej w miejscu dzisiejszej bazyliki mniejszej Najświętszej Marii Panny. Budowniczowie, którzy kapliczkę przebudowywali w roku 1252 na kamienny kościół, datę MCCXI oznaczyli na sklepieniu.
W latach 1722-29 kościół przebudowano wg projektu T. Haffeneckera na obecną bazylikę, wbudowując w nią pozostałości wcześniejszej świątyni. Barokowa dwuwieżowa budowla od trzech wieków jest religijnym sercem miejscowości. W kościele znajduje się gotycki posąg Św. Marii (Mater Formosa) z lat 80. XIV w. Innym zabytkiem wielkiej wartości jest polny ołtarz Albrechta z Valdštejna oraz szereg innych pamiątek, wraz z rodzinnym grobowcem właścicieli byłego majątku frydlantskiego - Clam-Gallasów.
Otoczenie bazyliki i klasztoru zdobi szereg chronionych kamiennych rzeźb. Pośród nich stoi zabytkowa lipa drobnolistna o obwodzie pnia 405 cm i wysokości 20m, licząca ok. 250 lat.
W latach 1692-96 M. A. Canevall dobudował do pierwotnego kościoła czteronawowy klasztor z ambitem, który został następnie przekazany franciszkanom. Od 1994 r. w klasztorze znajduje się Międzynarodowe Centrum Odnowy Duchowej.
Msze w kościele odprawiane są codziennie oprócz poniedziałków, w niedziele o godzinie 9. Główne pielgrzymki odbywają się 31 maja oraz 2 lipca, a międzynarodowa 8 września.
Poza bazyliką w miejscowości godne uwagi są domy przysłupowe i przysłupowo-szachulcowe (np. nr 108, nr 118, nr 175). W domu nr 150 znajduje się Galeria Bartoša, w której można zakupić miejscowe pamiątki.
Ciekawostką dla miłośników historii są również pozostałości teatru leśnego. W latach 1913-1914 w miejscu zwanym Na Hrátkách hejnickia "Spółka dla poprawiania ruchu drogowego" zbudowała teatr leśny. Pierwsze przedstawienie odbyło się 7 czerwca 1914 dla 1000 widzów.
Kolejnym interesującym obiektem zabytkowym jest most w kierunku Ferdinadova z początku XVIII stulecia.
W samym centrum miasteczka, atrakcją aktualnie bardzo specyficzną, jest hotel Perun. Wybudowany naprzeciw bazyliki otwarty został na Boże Narodzenie roku 1900 jako hotel "Klasztorny dwór". Ze swą 25 metrową wieżą widokową szybko stał się centrem miejscowego życia kulturalnego. Nieco później został przemianowany na "Cesarski dwór" (Kaiserhof), a następnie otrzymał imię swego właściciela - wielkiego przedsiębiorcy Franza Josefa Scholze - "Hotel Scholz". Kolejną nazwę otrzymał w roku 1945 - "Hotel Praha". Pod nazwą Perun zwrócony dawnym właścicielom, przeszedł w ręce pewnej przedsiębiorczyni z Chomutova. W roku 1997 jego znaczna część runęła. Po kilku latach ruinę rozebrano.
W Hejnicch od początku istnienia rozwijała się ludzka wytwórczość i przemysł. W XVI wieku uruchomiono w pobliżu szereg kopalń rudy żelaza, którą na miejscu w niewielkich hutach przetapiano na surowiec. Od XIX wieku zaczął dynamicznie się rozwijać przemysł tekstylny. Liczne manufaktury dały początek współczesnym zakładom, a tradycje włókiennicze podtrzymywane są w okolicy do dziś.
Wytwarzano tu również porcelanę jednak nigdy Hejnice nie stały się większym ośrodkiem w tej gałęzi, podobnie, mimo bliskiego sąsiedztwa z prężnymi ośrodkami szklarskimi i dostatku surowców, nie rozwinęło się w Hejnicach szklarstwo.
Miastem Hejnice stały się 31 czerwca 1917 r. Dziś mają przemysłowy i rekreacyjny charakter. Żyje tutaj niecałe trzy tysiące mieszkańców. Mają do dyspozycji m.in. przedszkole, szkołę podstawową oraz średnią szkołę leśniczą.
Z okolicą Hejnice łączy kolej i liczne szosy. Przebiega tędy lokalna linia kolejowa Raspenava–Luh pod Smrkem–Lužec pod Smrkem–Hejnice–Bílý Potok, a dalej trasę tę kontynuuje szosa na Smědavu (Smiedawę). Inne drogi łączą Hejnice z pobliskimi Lázněmi Libverda.
Okolice Hejnic - gęsto zaludnione od najdawniejszych czasów, położone pod urozmaiconym i rozczłonkowanym głębokimi dolinami Oldřichovskim hřebenem, są bogate w atrakcje turystyczne, miejsca owiane legendami, z licznymi ciekawostkami i ciekawą historią.
Wielkimi atrakcjami najbliższej okolicy są m.in.:
-punkty widokowe Ořešník (800 m n.p.m.), Paličník (844 m n.p.m.), Frýdlantské cimbuří (900 m n.p.m.)
-wodospady na Černém potoce i na Štolpichu
-hotel górski i baza turystyczna Smědava położna u stóp Jizery (1122 m n.p.m.)
-Obří sud (Wielka Beczka) w Lázně Libverda - restauracja w kształcie... beczki na wino.
Legenda o złym mnichu i dzwonach
W kościele Nawiedzenia Marii Panny podobno onegdaj dzwonnikiem był gruby i zły franciszkanin. Kiedy zmarł, dzwony nie chciały mu zadzwonić na pogrzeb i bez dźwięku kołysały się na wieży. Zaklęcie złamał dopiero doświadczony myśliwy, który odniósł czarnego koguta - duszę dzwonnika - do jeziorek Na Čihadle (Na Czatowni), na skłonie Černéj hory (Czarnej Góry), które są bramą do piekła, i tam wrzucił go do wody.
Arkadiusz Lipin"-tekst ze strony: http://www.goryizerskie.pl/?file=art&art_id=158

"Czeska Mariazell – w ten sposób nazywa się sanktuarium znajdujące się na granicy trzech państw, Republiki Czeskiej, Polski i Niemiec, w dolinie Gór Izerskich. Powstanie tego miejsca związane jest z legendą o biednym rzemieślniku, który pewnego razu udał się w poszukiwaniu drewna potrzebnego mu do pracy i zostawił w domu chorą żonę i malutką córkę. W drodze powrotnej przystanął na chwilę, by odpocząć pod drzewem i bardzo szybko zasnął. Śnił się mu niezwykły sen. Drzewo było całe oświetlone, a w jego koronie siedziały dwa anioły, które przemawiały do niego: „Jesteś w przepięknym miejscu, które spodobało się Bogu. Idź i przynieś figurkę Matki Boskiej, aby każdy, kto kiedykolwiek przejdzie tędy, zatrzymał się i oddał Bogu podziękowania.” Mężczyzna obudził się i bez wahania postanowił udać się do najbliższego miasta, aby kupić figurkę. Wykonał dokładnie to, co usłyszał w śnie. Nabył figurkę Marii Panny od żytawskiego rzeźbiarza i przymocował ją do lipy. Później przyprowadził w to miejsce swoją żonę i córkę na wspólną modlitwę – jego rodzina w cudowny sposób została uzdrowiona. Wieści o cudzie rozeszły się bardzo szybko na całą okolicę. W miejscu starej lipy wbudowano drewnianą kapliczkę, na której cieśla wyrył rok jej powstania 1211.
W miarę upływu czasu kapliczka przestała wystarczać licznie przybywającym tam pielgrzymom, dlatego w 1472 roku przebudowana została na kościół w stylu gotyckim. Pod koniec XVII wieku hrabia Franciszek Ferdynand Gallas postanowił zbudować przy kościele klasztor franciszkański. Dzisiejszy kościół Nawiedzenia Marii Panny został postawiony w latach 1722 – 1729 przez Tomasza Haffenckera. Świątynia w Hejnicach to jednonawowa budowla zbudowana na planie krzyża łacińskiego z kaplicami bocznymi. Ołtarz główny zdobi figurka Madonny z lipowego drewna o wysokości 39 centymetrów, pochodząca z osiemdziesiątych lat XIV wieku. Nazywa się ją Mater formosa (Wspaniała matka), w lewej ręce trzyma małe dzieciątko Jezus, natomiast w prawej jabłko. Losy tutejszego kościoła i klasztoru związane są z wieloma dramatycznymi przeżyciami ludzi nie tylko z tego regionu, ale również całych Czech. Między innymi wysiedlanie Czechów w 1939 roku do centralnej części kraju, a w 1945 usuwanie z tych terenów obywateli niemieckich. W lutym 1948 roku internowano do Hejnic członków niektórych zakonów i kongregacji. Powstało tutaj Międzynarodowe Centrum Odnowy Duchowej, gdzie co roku wierni odbywają tzw. „drogę pojednania”. Kościół odwiedzają wierzący nie tylko z Czech, ale również z Polski i Niemiec, aby przypomnieć sobie, iż zgodnie z wiarą, wspólną drogę można odnaleźć nawet pomimo odmienności językowej."-tekst ze strony: http://janbar.jgora.pl/2009/04/






Bazylika cudownie się prezentuje oświetlona słońcem na tle Gór Izerskich.Fotografujemy światynię i wchodzimy do Muzeum Wspinaczki w Górach Izerskich.Mieści się ono w małym domku naprzeciwko byłego rozebranego hotelu Perun,przy ulicy Jizerskiej 253.Muzeum Wspinaczki w Górach Izerskich zostało założone przez członków lokalnego klubu wspinaczkowego w Hejnicach.Ekspozycja wypełnia jeden pokój starymi rzeczami przyniesionymi przez hobbystów wspinaczki skałkowej z Hejnic,Frýdlantu i Novégo Města pod Smrkem. Muzeum jest czynne w święta.W piątek od 14:00 do 17:00. W soboty i niedziele od 9:00 do 12:00 i od 14:00 do 17:00 W inne dni lub godziny można umówić wizytę pod numerem 605 413 577. Wchodzimy do Muzeum,ściągamy plecaki i zostawiamy je w przedsionku,rozglądamy się ciekawie dookoła,robimy zdjęcia i niespiesznie przechadzając się oglądamy zgromadzone tu eksponaty.Spędzamy w tym niewielkim Muzeum troszkę czasu,a po obejrzeniu wszystkiego,zrobieniu sporej ilości fotek,wrzucamy pieniądze do puszki,stemplujemy nasze wszystkie kajety,dziękujemy i żegnamy się z Panem,mówiąc "na shledanou"-wychodzimy z Muzeum.









































































Idąc wzdłuż muru okalającego zabudowania klasztorne,postanawiamy zajrzeć do niewielkiej kawiarenki,służacej również jako sklepik,gdzie kupujemy vizytki turystyczne,dzwoneczek i stemplujemy nasze kajety.Po dopełnieniu formalności przechodzimy obok hejnickiej świątyni i wchodzimy na most z figurą św.Jana Nepomucena.Oczywiście zatrzymujemy się na krótką sesję zdjęciową i dopiero po niej idziemy w kierunku naszego dzisiejszego celu.


























Wędrujemy kawałek zielonym szlakiem,ale kiedy dostrzegamy lokalny drogowskaz,schodzimy ze szlaku,skręcając w prawo w polną drogę,biegnącą między łąkami w kierunku zalesionego,niewielkiego wniesienia.Oczywiście rozglądamy się dookoła,podziwiamy cudowne widoki rozpościerające się dookoła,rozpoznajemy znane nam szczyty-Smrk-jak na jego wierzchołek szliśmy można zobaczyć tu:
http://podrozedanusiiradka.blogspot.com/2012/04/3-dni3-kraje3-wedrowki-jedna-czeska.html
-Paličník-a było to tak:
http://podrozedanusiiradka.blogspot.com/2012/05/domowy-sernikwysokogorska-biedronka-na.html
-Frýdlantské cimbuří-a było to tak:
http://podrozedanusiiradka.blogspot.com/2015/06/frydlantske-cimburi.html
-robimy zdjęcia i chłoniemy piękno,które nas otacza.Jednak kiedy dostrzegam motyla,który przysiadł na koniczynie,zatrzymuję się na ciut dłużej niż Panowie,a Oni idą sobie dalej.






























Po sesji zdjęciowej z motylem w roli głównej,wędruję za Maciejem i Radkiem i razem wchodzimy do lasu.Idziemy leśną drogą,która delikatnie pnie się ku górze i tak docieramy do krzyżówki dróg z kamiennym słupkiem,na którym przymocowano tabliczki wskazujące dwa różne kierunki.My oczywiście najpierw robimy zdjęcia,a później skręcamy w prawo i wędrujemy ku naszemu celowi,pnąc się w górę.
























Po niedługiej "wspinaczce" docieramy na miejsce.

"Zapomniana atrakcja Hejnic.
Góry Izerskie kryją w sobie wiele ciekawych, często zapomnianych lub mało znanych wśród turystów je odwiedzających miejsc. Przykładem może być malownicza miejscowość Hejnice, leżąca w północnej części pasma. Tuż na zachód od Hejnic, między miasteczkiem, Ferdinandovem a szosą do Raspenavy, leży niewysokie dwuwierzchołkowe wzniesienie, którego wyższy wierzchołek, o wysokości 465 m n.p.m., opatrzony jest na  mapach nazwą Na Chatkách lub Na Hrátkách. Góra wydaje się zupełnie niepozorna, zwłaszcza jeśli porównać ją z widocznymi z miasteczka urwistymi zboczami i skalistymi wieżami Ořešníka, Frýdlantskiego cimbuří czy Paličníka. Jest w większości zalesiona i nie prowadzi na nią żaden szlak turystyczny. A jednak, przy okazji pobytu w Hejnicach, warto ją odwiedzić, bo jej szczyt i zbocza kryją kilka godnych uwagi ciekawostek.
Na szczycie wyższego z wierzchołków wznosi się grupa skał, z których najwyższa nosi nazwę Poustevníkův kámen (Kamień Pustelnika) i jest popularnym niegdyś, a w ostatnich latach odnowionym, punktem widokowym. Skała widoczna jest z drogi łączącej Hejnice z Ferdinandovem (biegnie nią zielony szlak turystyczny), od której na szczyt prowadzi polna dróżka, a kierunek marszu wskazuje drogowskaz przy szosie. Na skałę prowadzą zrekonstruowane niedawno schodki, a jej szczyt zabezpiecza barierka. Z góry roztacza się piękny widok na Hejnice z bazyliką Nawiedzenia NMP, ciągnącą się w górę doliny rzeki Smĕdy wieś Bílý Potok oraz okalające te miejscowości góry ze Smrkiem, Paličníkiem, Smĕdavską horą, Poledními kamenami, Ptačími kupami oraz Ořešníkiem na czele.
Dzisiejsza nazwa wzniesienia Na Chatkach nie ma nic wspólnego z oryginalną niemiecką nazwą Niederbauersberg i nawiązuje do znajdującej się dawniej przy punkcie widokowym chaty z bufetem, który oferował odwiedzającym drobne przekąski i napoje. Po zawaleniu się obiektu, nazwa przybrała formę Na Hrátkách, prawdopodobnie poprzez skojarzenie z istniejącym w pobliżu leśnym teatrem. Miejscowi używają też nazwy Triangl, nawiązującej do istniejącej tu kiedyś wieży triangulacyjnej.
Z kolei, nazwa samej skały ma związek z legendą o mieszkającym tu w latach 60. XIX wieku pustelniku. Pewnej zimy, podczas śnieżnej zamieci miał zabłądzić do jego chaty zmarznięty drwal. Pustelnik wpuścił go do środka, aby ten mógł się ogrzać i przygotował mu ciepłą zupę. Oczekując na posiłek, drwal chuchał na zmarznięte dłonie. Zapytany przez pustelnika dlaczego to robi, wyjaśnił, że chce je w ten sposób rozgrzać. W końcu, gdy posiłek był gotów, okazało się, że jest zbyt gorący i mężczyzna musiał dmuchać na łyżkę, aby go ostudzić. Zdziwiony pustelnik spytał drwala dlaczego tym razem dmucha na zupę. „Bo jest zbyt ciepła i nie mogę jej jeść” – odparł. W tym momencie starzec bardzo się rozzłościł i zaczął krzyczeć, że jeśli ktoś raz dmucha z ust ciepłem, a drugi raz zimnem, najwyraźniej przyszedł od samego diabła i nie ma dla niego miejsca w jego domu. Drwal zrozumiał, że wyjaśnianie czegokolwiek nie ma sensu i oddalił się w śnieżną noc. Do dziś nie wiadomo co się z nim stało.
Kilkadziesiąt metrów na południowy zachód od Kamienia Pustelnika znajduje się kolejna osobliwość góry – odnowiony w 2014 roku leśny teatr założony tu w latach 1913-14 przez hejnickie stowarzyszenie, które zajmowało się ożywianiem ruchu turystycznego w okolicy.
Dziś można zobaczyć scenę z kamienną podmurówką i skałą jako naturalną kulisą oraz rząd stojących naprzeciwko niej zrekonstruowanych kamiennych ławek. Pierwotnie widownia mieściła nawet 2000 widzów, choć część z nich zajmowała miejsca stojące. Teatr istniał do 1945 roku, a na jego scenie występowali nie tylko amatorzy i członkowie wędrownych trup teatralnych, ale również profesjonalni aktorzy z Liberca. Wystawiano m.in. sztuki Henryka Ibsena, które niejako pasowały do tutejszej scenerii. Jednak największym przedsięwzięciem leśnego teatru miało być wystawienie opery „Wolny strzelec” Karla Marii von Webera, który na początku XIX wieku przebywał na leczeniu w uzdrowisku w pobliskiej Libverdzie i, jak jeszcze po stu latach spekulowano, miał ze scenerii północnej części Gór Izerskich czerpać inspirację do libretta owego dzieła.
Jak to w Górach  Izerskich, nie brak na naszej górze również tragicznej historii. Rozegrała się ona na południowy zachód od przełęczy oddzielającej oba szczyty wzniesienia, gdzie znajdował się dawniej kamieniołom, po którym pozostało wyraźne wyrobisko. Można do niego dojść schodzącą ścieżką prowadzącą z przełęczy. Na dnie wyrobiska stoi pomnik upamiętniający ofiary wypadku, do którego doszło 12 kwietnia 1930 roku: 59-letniego Josefa Wildnera, gospodarza z Raspenavy i właściciela kamieniołomu oraz jego niespełna piętnastoletniego pomocnika, pastuszka Oswalda Leubnera. Obaj zginęli po oberwaniu się jednej ze ścian wyrobiska. Ocalał tylko pies chłopca, jednak jego głośne wycie nie zdołało przywołać pomocy. Dopiero wieczorem zaniepokojeni długą nieobecnością gospodarza członkowie jego rodziny wysłali do kamieniołomu jedną ze służących. Niestety, na pomoc było już za późno. Gospodarz i chłopiec zginęli uduszeni przez zwały piasku, gliny i kamieni. W miejscu tragedii krewni kazali postawić kamień z niszą, w której umieścili nieistniejącą dziś tablicę z niemieckim napisem, zastąpioną nową z czeskim tekstem, upamiętniającym to tragiczne wydarzenie. Tablica ujęta jest w dwie kolumienki, których nierówna wysokość prawdopodobnie symbolizuje wiek ofiar katastrofy.
Hejnice są miejscowością turystyczną, która oferuje wiele atrakcji pozwalających spędzić tutaj kilka dni. Często traktowane są jako punkt startu wycieczek w północną część Gór Izerskich. To również miejsce pielgrzymkowe, a znajdujący się tutaj kościół Nawiedzenia NMP posiada tytuł bazyliki mniejszej.
Katarzyna Potocka-Brygier."-tekst ze strony: http://naszesudety.pl/zapomniana-atrakcja-hejnic.html


Kiedy stajemy prawie na szczycie,zaczyna padać deszcz.Radek jako jedyny odważny zostawia plecak pod drzewem,zakłada kurtkę i kaptur i idzie po kamiennych schodach na skalny szczyt.Robi zdjęcia,a po nich schodzi na dół do mnie i Macieja.Razem przeczekujemy deszcz,schowani pod drzewami,parasolem i ręcznikiem-każdy się chroni jak może :)
























































Gdy deszcz w końcu przestaje padać,zaczynamy się ciekawie rozglądać.Spoglądamy na tablice informacyjne ze zdjęciami,które pokazują to miejsce jak wyglądało kiedyś.Niżej umieszczono zagadki w formie obrazków,które pozwalają poznać zwierzęta żyjące w lesie.Śmiechu i radości mamy przy tym co niemiara :)



















































































































Kiedy przestaje padać,wchodzimy na punkt widokowy umieszczony na skale.Podziwiamy panoramę rozpościerającą się na Hejnice i Góry Izerskie.Chłoniemy piękno,które nas otacza,robimy zdjęcia i radujemy się że tu jesteśmy :) Po bardzo długiej sesji zdjęciowej,powoli opuszczamy skalny punkt widokowy.
































































































Schodzimy w dół,drogą wijącą się między drzewami wędrujemy w kierunku teatru leśnego.Na miejsce docieramy dość szybko.Kamienne ławki zachęcają by na nich przysiąść,co też oczywiście czynimy.Wyjmujemy kanapki,posilamy się i odpoczywamy.Spoglądamy na scenę i żałujemy że nie dane nam było brać udziału w inscenizacjach tu wystawianych,a musiało to być ciekawe doświadczenie.Po odpoczynku i posileniu się,ruszamy dalej.Mamy tu jeszcze jedno miejsce do obejrzenia.




























Wędrujemy leśną drogą w kierunku dawnego kamieniołomu,gdzie znajduje się pomnik upamiętniający śmierć dwóch osób.Żeby dojść do dawnego wyrobiska,schodzimy w dół,wędrując wydeptaną,dobrze widoczną ścieżką.Kiedy docieramy na miejsce,robimy kilka zdjęć i oglądamy niewielki kamieniołom.Po zrobieniu kilku fotek,wracamy tak jak przyszliśmy,tym razem pnąc się ku górze.



























Docieramy do leśnej drogi i nią idziemy w kierunku wyjścia z lasu.Wędrujemy najpierw skrajem łąki,a później przez nią do asfaltowej drogi,którą niespiesznie idziemy już w kierunku stacji kolejowej w Hejnicach.






















Tuż obok sklepiku,w niewielkiej lodziarni kupujemy lody,które zjadamy zanim dotrzemy na stację.Kiedy docieramy do dworca,stwierdzamy że mamy czas by wypić piwo.W barze na stacji zamawiamy złoty trunek.Ze szklankami wychodzimy na zewnątrz i siadamy przy stoliku.Niespiesznie rokoszujemy się zimnym piwem i czekamy na pociąg.










Po wypiciu piwa,oddajemy szklanki i wychodzimy na peron,na który po kilku minutach przyjeżdża nasz motoraczek.Wsiadamy do niego,zajmujemy wygodne miejsca i jedziemy nim do Liberca,gdzie się przesiadamy.Nasz pociąg już stoi na peronie,więc wszystko przebiega sprawnie i szybko.Jedziemy nim do Szklarskiej Poręby Górnej,gdzie czeka nas kolejna przesiadka i też z pociągu na pociąg,więc nawet niewielkie opóźnienie sprawia że zaczynamy mieć lekkie obawy czy zdążymy.Jednak kiedy słyszymy w kabinie Maszynisty pytanie,czy ktoś z podróżujących szynobusem jedzie do Jeleniej Góry,kiwamy głowami że tak i dzięki temu wiemy że nasza ostatnia dziś przesiadka się uda.Tak też się dzieje.W Szklarskiej Porębie Górnej bez problemu udaje nam się wsiąść do pociągu jadącego do Wrocławia.




W Harrachovie czekając aż pociąg ruszy,
obserwowaliśmy rudą gąsienicę,wędrującą po peronie.






Szczęśliwi i radośni wysiadamy w Jejeniej Górze,kończąc w ten sposób dzisiejszą wycieczkę.Żegnamy się z Maciejem,dziękując Mu za możliwość wspólnego wędrowania.Kolejna wycieczka już niebawem,więc do zobaczenia :)

Pozdrawiamy wszystkich serdecznie i cieplutko,życząc miłej lektury :)

Danusia i Radek :)

P.S.Zdjęcia tu dodane są Macieja,Radka i moje.
Poniżej link do opisanej przez Macieja tej samej wędrówki:
http://zpamietnikamlodegoturysty.blogspot.com/2019/08/hejnice-alias-jaki-turysta-taka-vyhlidka.html