sobota, 18 marca 2017

Deszcz nie jest nam straszny-Powitanie słońca w Budnikach :)

Kilka tygodni wcześniej drogą mejlową przyszło zaproszenie:
"Dzień Dobry
Miłośnicy Budnik zapraszają na "Powitanie Słońca w Budnikach".
Spotkanie odbędzie się w sobotę, 18 marca 2017 roku. Zbiórka o godzinie 9:00 na parkingu przy DW Krucze Skały (ul Wilcza 1) w Karpaczu oraz przy D.W Przedwiośnie w Kowarach.  Później nastąpi wspólna wędrówka do Budnik i oprowadzenie po osadzie z opowiadaniem historii Budnik(Osadnik z Budnik będzie prowadził grupę z Karpacza), gdzie rozpoczęcie spotkania planowane jest na godzinę 11:30 Na uczestników spotkania czeka niespodzianka i atrakcje.W Budnikach pojawi się legendarny Wołogór.
Do zobaczenia :-)
Paweł Paliga."
Oczywiście postanowiliśmy wziąć w nim udział.Budniki to nasze ulubione miejsce,a poza tym miło będzie znów się spotkać z Krzysztofem i Pawłem.
Od początku tygodnia,wszystkie długoterminowe prognozy pogody zapowiadają nagłe załamanie pogody w sobotę 18 marca.Smuci nas to,ale wciąż mamy nadzieję,że prognozy się nie sprawdzą.I tak nastało piątkowe popołudnie.Jutro "Powitanie Słońca w Budnikach",a za oknem leje jak z cebra.Ogromne krople deszczu,spadając głośno bębnią o parapety,a na dodatek strasznie wieje.Patrząc na to co dzieje się za oknem zaczynamy się zastanawiać nad jutrzejszym wędrowaniem.Postanawiamy rano zdecydować,chociaż jesteśmy prawie pewni,że nie pójdziemy do Budnik.






A ranek budzi się wilgocią wiszącą w powietrzu.Najważniejsze,że nie pada.Jest więc nadzieja,że straszne prognozy się nie sprawdzą.
Po śniadaniu,kawie i spakowaniu plecaków,ubieramy się i idziemy w kierunku dworca kolejowego.Stąd mamy busa o 8:22 do Kowar.Na przystanku jesteśmy ciut wcześniej,więc chwilę czekamy.Kilkanaście minut po 8-mej,podjeżdża nasz bus,wsiadamy do niego,kupujemy bilety i jedziemy do Kowar-ustaliliśmy,że dziś pójdziemy do Budnik właśnie stąd.Podróż mija nam szybko i bezproblemowo.Wysiadamy w Kowarach i od razu ruszamy na szlak.
Kiedy mijamy D.W."Przedwieśnie",dostrzegamy kilka osób idących stamtąd.Już wiemy,że mimo zapowiadanego załamania pogody,będzie sporo ludzi.Witamy się z idącymi budnikowskimi wędrowcami.Miło spotkać znajome twarze,radosne i szczęśliwe :)






















Lepiężnik biały-oznaka wiosny !!!











Po powitaniach i krótkiej rozmowie,idziemy ciut szybciej,mijając kolejnych wędrowców.Szlak jest nam dobrze znany,bo i wiele razy przemierzany.Nie tylko przy okzaji powitania i pożegnania słońca w Budnikach.Relacje z tych wedrówek można obejrzeć tu:
http://podrozedanusiiradka.blogspot.com/2016_06_01_archive.html
i tu:
http://podrozedanusiiradka.blogspot.com/2014/04/swiateczny-sto.html
Idziemy niespiesznie,cały czas pnąc się w górę.Nie pada,jest dość ciepło,tylko czasem mocno wieje wiatr.Podziwiamy przyrodę powoli budzącą się ze snu zimowego,rozmawiamy,robimy zdjęcia i docieramy do potoku Malina.Przechodzimy przez niego i idziemy wąską wydeptaną ścieżką między kamieniami.Cały czas pnąc się w górę.






































































I tak powoli zbliżamy się do Budnik.Wiatr niesie zapach palącego się ogniska i głosy ludzkie.Centrum Budnik tętni życiem,a my niespiesznie docieramy tu by w tym brać udział.Dostrzegamy znajome twarze,witamy się serdecznie z Krzysztofem i rozsiadamy się pod wiatą,przy stole.Odpoczywamy chwilę.Razem na "Powitaniu Słońca w Budnikach" byliśmy dwa razy i każda taka wizyta była inna,mimo wielu powtarzalnych momentów,a było to np.tak:
http://podrozedanusiiradka.blogspot.com/2015/03/sniegowe-powitanie-sonca-w-budnikach.html
i tak:
http://podrozedanusiiradka.blogspot.com/2016/03/idzcie-jak-gesia-nie-jak-stado-baranow.html
Dziś tu znów jesteśmy,co nas niezmiernie cieszy.Po odpoczynku i kilku zdjęciach idziemy zobaczyć co gotuje się w kociołkach.












I tak przechodzimy obok ogniska,którego płomieni pilnuje Ochotnicza Straż Pożarna z Karpacza.Docieramy do dwóch kociołków-w jednym grzeje się herbata malinowa-wszak obok płynie potok Malina-w drugim natomiast wrze żurek z ziemniakami,kiełbasą i jajkami.Wszystko to zostało przygotowane przez państwa Zygfryda i Kornelię Szygula z ośrodka "U Musa" w Karpaczu,którym dzielnie towarzyszą pomocnicy-Róża i Tomek-stali bywalcy spotkań w Budnikach.Dostajemy pełne miseczki żurku,niesiemy je do stołu w wiacie,siadamy i spokojnie posilamy się.rozkoszując się smakiem i ciepłem zupy.Robię zdjęcia wiersza i piosenki o Budnikach,napisanych przez panią Jadzię.Odpoczywamy i przyglądamy się przybywającym do Budnik wędrowcom.Dostrzegamy znajome twarze,witamy się z nimi,rozmawiamy i cieszymy się ze spotkania.




















































Gdy do centrum Budnik dotrą już wszyscy,którzy szli z Krapacza,Paweł oficjalnie wita wszystkich przybyłych.Opowiada pokrótce historię tego miejsca,czyta legendę o Wołogórze-wszystko można znaleźć na stronie :
http://budniki.pl/
-warto tam zajrzeć!!!
Po przeczytaniu legendy,Paweł i Krzysztof proszą wszystkich przybyłych o zawołanie Wołogóra by do nas przybył.
-Wołogórze przybądź! Wołogórze przybądź!...
Po kilku takich gromkich wołaniach,z leśnej gęstwiny,wyłoniła się rogata postać.Do Budnik przybył legendarny Wołogór.































































Zgromadzeni w Budnikach turyści,powitali legendarną postać gromkimi brawami.Kiedy oklaski umilkły,Krzysztof zapalił naftową lampę-symbol słońca,które po 113 dniach,znów zaświeciło nad Budnikami.Gdy płomień w lampie rozświecił się,poproszono Wołogóra o pozowanie do zdjęć.





































Po dość długich i wyczerpujących sesjach zdjęciowych,legendarna postać opuszcza Budniki,obiecując że już całkiem niedługo znów tu powróci.Pani Jadzia-budnikowska poetka,przeczytała zgromadzonym przez siebie napisany wiersz,piosenkę i petycję do Pani Burmistrz Kowar w sprawie zabezpieczenia przejścia przez Malinę.Nagrodzona za to została brawami zgromadzonych w Budnikach turystów i prezentem :) My po zrobieniu zdjęć i krótkich,bardzo krótkich rozmowach,powoli zaczynamy się zbierać do drogi powrotnej.
Żegnamy się z Krzysztofem i Pawłem,dziękując za mile spędzony czas i spotkanie,machamy "łapkami" państwu Szyguli i strażakom,ruszając tą samą drogą do Kowar.
















































Idziemy żółtym szlakiem,który wiedzie nas wzdłuż Maliny.Mamy ją raz z lewej strony,to znów szemrze po kamieniach z prawej strony.Jej szum towarzyszy nam przez większą część naszej wędrówki do Kowar.Przy leśniczówce "Jedlinki" rozstajemy się z Wiesią i Andrzejem.Oni skręcają w lewo do Krzaczyny,a my idziemy w prawo do miasta.Drogę umilamy sobie rozmową,więc mija nam niesamowicie szybko.Kiedy docieramy do zabudowań miasta,zbaczamy na małe zakupy i dopiero po nich idziemy w kierunku stacji kolejowej


























Gdy docieramy do dawnego dworca kolejowego,okazuje się że mamy prawie 40 minut do autobusu.Korzystamy więc z okazji i wchodzimy do marketu,gdzie kupujemy wędzony ser na kolację i przeczekujemy w ten sposób deszcz,który akurat sobie spadł na ziemię.
O 14:25 odjeżdżamy autobusem do Jeleniej Góry,kończąc w ten sposób dzisiejszą wędrówkę.
Znów było inaczej,pogoda mimo złowieszczych zapowiedzi dopisała.Było pięknie,miło i sympatycznie.Pora więc na kolejną wędrówkę.Do zobaczenia niebawem.
Pozdrawiamy wszystkich serdecznie i cieplutko,życząc miłej lektury :)

Danusia i Radek.