Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śnieżne Stawki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śnieżne Stawki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 sierpnia 2016

Ogórkowy zakręt,trzy Kotły i rumowisko :)


Kolejny dzień mojego urlopu.
Pogoda w kratkę.W poniedziałek deszcz,we wtorek nawet ładnie i dzięki temu udała się węrdówka w Górach Izerskich:

http://podrozedanusiiradka.blogspot.com/2016/08/izerski-dzien-urlopu.html

Wczoraj na zmianę-słońce i deszcz,więc było siedzenie w domu i robienie ogórków kiszonych,przez co był też pomyłkowy telefon:
"-Gabrysiu masz ogórki?
-Nie.
-Ale dlaczego?
-No nie mam...
-Ani takich do kiszenia?
-Nie mam...
-Ale dlaczego?
-Nie wiem,ale nie mam...
-Szkoda....
-No szkoda,ale tak jakoś wyszło...a poza tym nie ma mnie w Jeleniej Górze,jestem w sanatorium.
-No tak,ale mimo to szkoda że nie masz ogórków....
-A co?Chciałaś Radkowi zrobić ogórki?
-No tak,kilka słoików,byśmy mieli pod ręką.Szkoda,że nie masz ogórków...
I konsternacja....Chwila ciszy i zastanowienia.Coś mi głos z drugiej strony telefonu zaczyna przypominać głos nie tej Gabrysi,do której miałam zadzwonić.Eureka!!!To nie ta Gabrysia!!!
-Gabrysiu,ja Cię przepraszam,ale to nie do Ciebie miałam zadzwonić.Chociaż widać tak miało być i z Tobą też miałam porozmawiać i dowiedzieć się co u Ciebie.Ot gapa ze mnie....
Rozmawiamy jeszcze chwilę już nie o ogórkach,oczywiście-z tego śmiejemy się niesamowicie :) Żegnamy się i dzwonię do drugiej Gabrysi:
-Gabrysiu,czy masz ogórki?
-Mam.
-Takie do kiszenia?
-Tak.
-Oj to fajnie,a masz koper?
-Mam....
-A czosnek?
-Mam i chrzan też mam....
-To świetnie.Pójdę najpierw na ryneczek po kwiatki i przyjdę do Ciebie po ogórki.To na razie,pa."

I takim sposobem udało się zrobić kilka słoików ogórków,a Radek dostał pozdrowienia od dwóch Gabryś :)
Oczywiście pozdrawiam obie Gabrysie bardzo serdecznie :)
Tak było wczoraj.
Dziś ma być słońce,więc trzeba to odpowiednio wykorzystać.Wstaję razem z Radkiem.On szykuje się do pracy,a ja w Góry.Po wczorajszej,dość emocjonalnej rozmowie z Radkiem,postanowiłam pojechać do Jagniątkowa i stamtąd ruszyć na szlak.Nie mam sprecyzowanego planu.Mają być stada motyli,które skutecznie mnie spowolnią i ma być też Czarny Kocioł Jagniątkowski,a reszta wyjdzie w trakcie wędrówki.Pełna improwizacja.
Wyszykowana idę na przystanek MZK i czekam chwilkę na 15-tkę.Kiedy przyjeżdża,wsiadam,kupuję w automacie bilet,rozsiadam się wygodnie na jednym z nielicznych wolnych miejsc i jadę ku nowej przygodzie :)
Podróż mija mi bezproblemowo i dość szybko.Zanim autobus dojedzie do Jagniątkowa,to na kolejnych przystankach wsiada spory tłum ludzi.No tak,są wakacje,więc to nie dziwi.
Kiedy autobus zatrzymuje się na moim przystanku,wysiadam z niego i od razu ruszam na szlak,a za mną cały tłum...jestem przerażona....ale myślę sobie,nic to!-dam radę uciec przed tym tłumem i będę wędrować sama....
Idę pierwsza,przed olbrzymią grupą ludzi i nawet motyle mnie nie potrafią skusić,bym została w tyle.
Tłum gna do góry niesamowicie szybkim tempem.Odpuszczam,zwalniam,robię zdjęcia i puszczam ten ogrom ludzi przed siebie.Niech pędzą!!! I tak,spokojnym krokiem docieram do skrzyżowania szlaków.Tu zostawiam cały tłum i skręcam w lewo na czarny szlak.Nim wędruję ciesząc się ciszą,spokojem i samotnością.
I kiedy tak sobie wędruję,w oddali za mną dostrzegam postać w czerwonej koszulce.Rozpoznaję Panią,z którą dziś na szlaku się mijałam kilkakrotnie.Czekam więc na Nią,a kiedy dociera do mnie,witamy się i idziemy niewielki kawałek razem.Rozmawiamy przez chwilkę,a później rozstajemy się.Ona się spieszy i ma cel do którego zmierza,ja natomiast mam mnóstwo czasu i nie mam celu.....

 Jagniątkowskiego.Lubię to miejsce.Niewielu turystów można tu spotkać i to jest atut Kotła.Dziś jest tu Pani w czerwonej koszulce spotkana na szlaku i małżeństwo.Siadam na drewnianym pomoście,zjadam kanapki,rozkoszuję się ciszą i chłonę całą sobą piękno,które mnie otacza.Odpoczywam.

"Czarny Kocioł Jagniątkowski (niem. Schwarze Schneegrube) – kocioł polodowcowy w Sudetach Zachodnich, w Karkonoszach.
Czarny Kocioł Jagniątkowski położony jest w południowo-zachodniej Polsce, w Sudetach Zachodnich, w zachodniej części pasma Karkonoszy, na terenie Karkonoskiego Parku Narodowego, na północ od Czarnej Przełęczy, na północno-wschodnim zboczu Śmielca i północno-zachodnim zboczu Czeskich Kamieni.
Jest to łagodnie wykształcony kocioł polodowcowy. Kocioł podcina zbocza Śmielca i Czeskich Kamieni. Jego skalne ściany wyżłobione kilkoma żlebami, mające po kilkadziesiąt metrów wysokości, opadają stromo skalnymi stopniami do polodowcowego dna z moreną czołową najmłodszego etapu zlodowacenia. Jest jednym ze słabiej wykształconych kotłów karkonoskich. Górna krawędź kotła osiąga wysokość 1325 m n.p.m. Dno kotła znajduje się na wysokości 1130-1150 m n.p.m. na dnie rozciąga się między morenami niewielka górska łaka -"Jaworowa Łąka". Osobliwością w pobliżu moreny czołowej jest trzymetrowy Wędrujący Kamień, który kilka razy zmieniał swoje położenie prawdopodobnie w wyniku schodzących lawin. Z kamieniem związane są liczne legendy. Kocioł polodowcowy otoczony urwistymi skałami nadaje Karkonoszom wysokogórski charakter. Z kotła wypływa górski potok Wrzosówka. W dolinie Wrzosówki znajdują się moreny czołowe i denne starszych etapów zlodowacenia. Najniższe moreny występują na wysokości 950 m n.p.m. Największy zasięg lodowca wynosił 1.700 m.
Kocioł powstał w plejstocenie, prawdopodobnie w czasie ostatniego zlodowacenia (bałtyckiego).
Zbocza kotła porasta bogata roślinność górska, łąkowa i naskalna – sasanka alpejska, pierwiosnka maleńka, kosodrzewina. Kocioł stanowi ścisły rezerwat o powierzchni 22 ha, w którym chronione są formy skalne oraz bogata roślinność łąkowa i naskalna.
Kocioł swoją nazwę zawdzięcza wcześnie topniejącej pokrywie śnieżnej, która utrzymuje się tu do początku czerwca.
Czarny Kocioł Jagniątkowski stanowi szczególnie niebezpieczne miejsce zimą z powodu schodzących tu lawin oraz groźnych nawisów śnieżnych."-Wikipedia.

Po posileniu się,odpoczynku i przemyśleniu dalszej wędrówki,powoli ruszam w drogę.Przede mną Śnieżne Stawki :) Ostatni raz byliśmy tam w 2012 roku,a było to tak:
http://podrozedanusiiradka.blogspot.com/2012/07/sniezne-stawki-po-raz-ostatni.html
Idę bez pośpiechu,robię zdjęcia,chłonę piękno,które mnie otacza i wkraczam w tłum,niestety....







"Śnieżne Stawki – zespół ośmiu bezodpływowych jeziorek, z tego sześciu okresowych, na dnie kotła polodowcowego Śnieżnych Kotłów, w zachodniej części pasma Karkonoszy na terenie Karkonoskiego Parku Narodowego (Sudety Zachodnie). Głębokość obu stałych jeziorek mocno zmienna w cyklu rocznym, dochodzi do 1,5 m. Jeziorka leżą w zagłębieniach między morenami. W tutejszych wodach żyje traszka górska."-Wikipedia.

Mija mnie całe mnóstwo ludzi idących w tym samym kierunku,jak i w przeciwnym.Ja się cieszę gdy znów zostaję sama.Niespiesznie wędruję zielonym szlakiem,robię zdjęcia,sycę oczy pięknem,które mnie otacza,zachwycam się widokami i rozkoszuję się ciszą,gdy zostaję sama.I tak niespiesznie docieram do pierwszego ze stawków :) Idę wzdłuż jego brzegu,kierując się ku drugiemu.Wszystkie skałki są oblężone przez odpoczywających ludzi.Idę więc dalej,ciekawi mnie jak biegnie szlak.










Po zostawieniu stawków za sobą,wkraczam na wyrytą i wydeptaną między kosodrzewiną ścieżkę.Nią podążam dalej.Jestem zachwycona kiedy staję na wprost ogromu Śnieżnych Kotłów.Pięknie i majestatycznie się prezentują.Stoję chwilę,podziwiam,robię zdjęcia i powoli wędruję dalej.
Przechodzę po drewnianej kładce i wkraczam ułożoną z kamieni ścieżkę.Po jakimś czasie zmienia się ona przejście po rumowisku skalnym.Niesamowicie się idzie.Widoki,które roztaczają się ze szlaku,są przepiękne.Przystaję co jakiś czas,rozkoszuję się nimi,robię zdjęcia i znów idę.....

I tak niespiesznie docieram do Schroniska pod Łabskim Szczytem.Wchodzę do środka,korzystam z toalety-kolejka jak diabli,ale jeszcze większa w bufecie.Staję w niej jednak.Marzy mi się ciemne,zimne piwo i po jakimś czasie rozkoszuję się smakiem takiegoż napitku :) Po wypiciu piwa i odpoczynku,ruszam w drogę powrotną.Zmierzam do Szklarskiej Poręby.Dość szybko mi się idzie,ale jak się okazuje i tak nie mam szans by zdążyć na autobus.Radek mówi mi przez telefon,bym się tym nie martwiła,bo o 18-tej mam kolejny.Schodzę więc do dworca autobusowego.Po drodze mijam znajomych z Lubania.Witamy się,chwilkę rozmawiamy i idę dalej.Patrzę na zegarek w telefonie i stwierdzam,że zdążę zjeść loda.Kupuję więc sobie śmietankowego i niespiesznie go zjadam,rozkoszując się jego smakiem i chłodem :) I tak docieram do dworca.Chwilkę czekam,a kiedy przyjeżdża mój autobus,wsiadam do niego,kupuję bilet i wracam do Jeleniej Góry.
W Jeleniej Górze,na dworcu autobusowym czeka na mnie Radek.Idziemy jeszcze na małe zakupy,a po nich wracamy razem do domu.
Tak kończy się mój kolejny dzień urlopu i cudowna wędrówka po Karkonoszach :)
Pora na następną,więc do zobaczenia niebawem :)

Pozdrawiam wszystkich cieplutko i serdecznie,życząc miłej lektury :)

Danusia.

Linki do filmików są tu:

https://get.google.com/albumarchive/104452894196676741932/album/AF1QipOpzwNZvWmVw-YgQoZKqq2Wp6socIwMPNa9TgtN/AF1QipMsy0rxKh_mhZdeSC0o1LOdc05MnTa2jHkI-R-O?authKey=CJ7a1sK5uJqaeQ

https://get.google.com/albumarchive/104452894196676741932/album/AF1QipOpzwNZvWmVw-YgQoZKqq2Wp6socIwMPNa9TgtN/AF1QipOwIw1Tt9g3JrT7DhZSbPjs0gxwnbBOg3TjyL9H?authKey=CJ7a1sK5uJqae


sobota, 21 lipca 2012

Śnieżne Stawki po raz ostatni???


Dziś w końcu mam okazję pójść z Bożenką.W tym roku niestety jest to pierwsza moja wędrówka z Nią i grupą z Wrocławia.Tak się jakoś ostatnio składało,że gdy Bożena organizowała wędrówkę to ja pracowałam,dziś jednak się spotkamy i Ona o tym nie wie.Najpierw jednak mamy się spotkać z Jurkiem,by przekazać Mu miód.
Wychodzimy więc troszkę wcześniej i idąc w kierunku dworca PKP dostrzegamy Jurka,który już na nas czeka i zmierza w naszym kierunku.
Po przywitaniu,przekazaniu miodu i chwili rozmowy,żegnamy się z Jurkiem.Wsiadamy do 15-ki i jedziemy do Jagniątkowa.Po drodze dosiadają się Marlena,Basia,Jarek,Ela z dwiema koleżankami i Sofijka.Wszyscy wysiadamy na przystanku "Dom Gerharta Hauptmanna" i tu okazuje się,że Ela i Jej dwie koleżanki nie idą z nami.Mają inne plany.No cóż,może kiedyś???Czekając na autokar z Wrocławia,mamy chwilę na sesję zdjęciową.
Podjechał autokar i "wysypało" się z niego ponad 50 osób.Gwarno się zrobiło niesamowicie,powitaniom nie było końca.Nawet Bożenka była zaskoczona,gdy mnie zobaczyła.Nic dziwnego,przecież nie pisałam do Niej,że będę.Razem z nami jest nas prawie 60 osób i by cokolwiek powiedzieć na powitanie Bożena musiała stanąć na skałkach.Przekazała nam plan dzisiejszej wędrówki i teraz wszyscy już ruszamy.











Najpierw idziemy Koralową Ścieżką,mijamy ostatnie zabudowania Jagniątkowa,dochodzimy do szkółki leśnej KPN-u i wchodzimy na teren Karkonoskiego Parku Narodowego.Idziemy niebieskim szlakiem przez las i ta pierwsza faza naszej wędrówki jest dość monotonna.Nie ma stąd żadnych widoków,ale brak ich rekompensują nam naparstnice purpurowe.Jest ich pełno wzdłuż szlaku i właśnie teraz kwitną.

Dochodzimy do wiaty,skąd rozchodzą się szlaki.Niebieski-"Koralowa Ścieżka" skręca w prawo,a czarny do Kotła Jagniątkowskiego w lewo.Przy wiacie odpoczywamy,posilając się nieco i czekamy aż wszyscy tu dojdą.














Po odpoczynku ruszamy czarnym szlakiem prowadzącym do Czarnego Kotła Jagniątkowskiego.I znów idziemy przez las,ale tylko przez chwilę,kamienisty szlak prowadzi nas coraz wyżej i coraz więcej tu naparstnicy purpurowej i białej.Naparstnica purpurowa jest rośliną trującą i zarazem leczniczą.Pomocna jest w leczeniu nerwic i chorób serca,w Polsce obecnie już nie jest stosowana w ziołolecznictwie.Jest też rośliną ozdobną i często można ją spotkać w ogrodach.
Wśród jagodziwia i mchu napotykamy podgrzybki i fotogeniczne muchomorki,pełno tu wokół słodkich i dojrzałych jagód,kuszących wszystkich wędrowców,by je zjeść.Co rusz słychać szum płynącej Wrzosówki,która swój początek bierze z podmokłej Jaworowej Łąki usytuowanej  na dnie Czarnego Kotła Jagniątkowskiego.Dochodzimy do skałek i naszym oczom ukazuje się najmniejszy po polskiej stronie Karkonoszy kocioł polodowcowy,ale równie malowniczy i piękny jak pozostałe.Zaletą tegoż kotła jest to,że nie jest on tak oblegany przez turystów.Można tu znaleźć ciszę i spokój,wsłuchać się świergot ptaków i szum Wrzosówki.
Dno Czarnego Kotła jest ścisłym rezerwatem i poruszać się tu można jedynie po drewnianych kładkach,wzdłuż których rozłożone są nietypowe "zasieki"-ja tak je nazwałam.
Gdy już wszyscy dotarli,zaczęło się ustawianie do grupowego zdjęcia.Taką dużą grupę trzeba odpowiednio zdyscyplinować na początku wędrówki,by później nie było z tym kłopotów.Bożena ma w tym wprawę i poszło niesamowicie sprawnie,także po krótkiej chwili jesteśmy po grupowej sesji zdjęciowej i pora powoli ruszać dalej,ku następnemu celowi dzisiejszej wędrówki.







Teraz idziemy zielonym szlakiem prowadzącym do Śnieżnych Kotłów,mijamy Rozdroże pod Śmielcem i jeszcze jakiś czas idziemy szlakiem,by za chwilę zejść z niego na ścieżkę prowadzącą w dół do Schronu pod Śmielcem.Jest to jedna z chatek Karkonoskich w użytkowaniu Sudeckiego Koła Wysokogórskiego.Oczywiście wejść do niej nie możemy,ale za to oglądamy ją z zewnątrz i robimy sobie mini grupowe zdjęcia.
Wracamy tą samą ścieżką,którą przyszliśmy i docieramy do zielonego szlaku i teraz znów cała grupa rozciągnęła się jak tylko się dało.W taki oto sposób dochodzimy do Rozdroża pod Wielkim Szyszakiem i tu mamy dłuższy postój,bo czekamy aż wszyscy dotrą.





















Chwilę trwa,zanim ostatni dojdą do reszty grupy,ale w końcu udaje się i znów jesteśmy w komplecie.Teraz idziemy już w kierunku Śnieżnych Stawków.Niesamowity widok ukazuje się przede mną.Grupa prawie 60 osób rozciągnęła się i wygląda to jak kolejka za dawnych czasów ustawiona do sklepu....a to tylko ludzie idący szlakiem,prawie gęsiego...

W pewnym momencie "kolejka" się zatrzymuje,czekamy aż Bożenka znajdzie ścieżkę prowadzącą do następnej karkonoskiej chatki.Tym razem czekamy dłuższą chwilkę,ale opłacało się.Ścieżką,ledwo widoczną docieramy do chatki "Wielkanocnej". Na tle Śnieżnych Kotłów i stacji przekaźnikowej wygląda dość niesamowicie.Ja nie miałam pojęcia o jej istnieniu.Idąc szlakiem niełatwo ją dostrzec wśród świerków,kosodrzewiny i wiatrołomów.Dość dobrze jest ukryta i nie każdy tu trafi.Oczywiście chatka jest zamknięta.
Została wybudowana podczas przeprowadzania przez naukowców badań zlodowaceń rejonu Śnieżnych Kotłów.Po opuszczeniu jej przez naukowców,służyła jako schron dla każdego turysty,który do niej dotarł.Dlatego też popadała w ruinę i dopiero gdy odkryli ją członkowie Klubu Wysokogórskiego z Poznania i wystarali się o nieodpłatną dzierżawę w zamian za generalny remont i opiekę nad nią,otrzymała nowe życie.
Każdy chce mieć zdjęcie,więc sporo czasu mija zanim przychodzi nasza kolej na sesję zdjęciową.Nasza cierpliwość zostaje nagrodzona i mamy swoją sesję zdjęciową :)













Teraz już wracamy na szlak i kierujemy się nad Śnieżne Stawki.Wszyscy już się rozlokowali wokół pierwszego Stawku ale i dla nas znalazło się miejsce.Siadamy na kamieniach,tworzących niecodzienną ścieżkę.Posilamy się i podziwiamy piękno które już niedługo będzie niedostępne dla turystów.Dobrze że my jeszcze możemy tym pięknem się cieszyć.Po odpoczynku i posileniu się ruszamy dalej,do następnego Stawku.W tym drugim przegląda się niebo z chmurami i wygląda to niesamowicie cudnie.Wszystko dookoła jest piękne.Podziwiamy ogrom Śnieżnych Kotłów,gdzie jeszcze można dostrzec "jęzor" śniegu.

Idąc powoli,by móc się nasycić się pięknem Karkonoszy i widoków rozpościerających się przed nami.Wąską ścieżką wchodzimy w gąszcz kwiecia.Modrzyk górski już kwitnie i dzięki niemu niebiesko jest dookoła.Pomiędzy nim znaleźliśmy też dzwonki karkonoskie i wiele roślin których nie potrafię nazwać.Szkoda,że nie ma dziś Henia,bo On pewnie by mi powiedział,które rośliny jak się nazywają.
Wśród tej roślinności spędzamy dłuższą chwilę,podziwiamy piękno i robimy zdjęcia.











Po nasyceniu się pięknem kwitnącego kwiecia ruszamy dalej,podziwiając widoki które rozpościerają się przed nami.W oddali widać Szrenicę ze schroniskiem,z boku panorama Szklarskiej Poręby i widać już dach schroniska "Pod Łabskim Szczytem". To właśnie nasz kolejny cel dzisiejszej wędrówki.
Dochodzimy do schroniska.W środku już są niektórzy z naszej grupy.Siadamy przy stoliku,przy którym rozsiedli się już Jarek,Basia i Marlenka.Okazuje się,że Oni zamierzają wcześniej odłączyć się od grupy i zejść do Szklarskiej Poręby innym szlakiem niż zaplanowała Bożena,omijając Wodospad Szklarki.My zresztą też mamy taki plan,ale nie chcemy pędzić.Wpisujemy się do Bożenkowego dzienniczka i na spokojnie delektujemy się "Walońskim" piwem.W między czasie doszła do nas Sofijka i stwierdziła,że Ona również nie idzie do końca z Bożenką,a wraca do Jagniątkowa,nielubianym przez siebie szlakiem.W taki oto sposób rozstajemy się w schronisku "Pod Łabskim Szczytem". My oczywiście spokojnie dopijamy swoje piwo i posilamy się i dopiero po jakimś czasie żegnamy się ze wszystkimi,kierując swe kroki na żółty szlak wiodący do Szklarskiej Poręby.









Po drodze mamy okazję podziwiać Kukułcze Skały.Pięknie się prezentują na tle chmurnego nieba.Pomiędzy nimi znajduje się Wahadło,które podobno można wprawić w ruch-stąd też nazwa.Chwilę oglądamy te urokliwe skały,podziwiając ich piękno.
Ruszamy dalej.Po drodze napotykamy podobnych do nas piechurów,którzy również podziwiają piękno nas otaczające i uwieczniają je robiąc zdjęcia.Spotykamy też grzybiarzy.My mamy szczęście do sromotnika bezwstydnego,który swym specyficznym "zapachem" wabi muchy.Jak wiadomo muchy lubią padlinę,więc skuszone takim zapachem,siadają na niego,liżą go i oblepiają się mazią wydzielaną przez tegoż grzyba,a zawiedzione że to nie padlina odlatują roznosząc jego zarodniki.Zapach sromotnika jest wyczuwalny na odległość kilkunastu metrów,więc czasem łatwiej go wyczuć,niż dojrzeć.Nam się udało również dostrzec takiego oblepionego przez muchy grzyba.Niesamowity widok.






Tak oto dochodzimy do Szklarskiej Poręby
Schodzimy w dół i zatrzymujemy się na parkingu,gdzie ustawiony jest z granitowych brył krąg.Jest to "Azyl Żelaznych Ludzi". Wielokrotnie będąc w tym miejscu widziałam je puste,a teraz naszym oczom ukazały się potężne postacie żelaznych ludzi.Zaglądam do środka kręgu i pomiędzy bryłami robię zdjęcia.Niesamowicie wyglądają te rzeźby.Są toporne,poskręcane śrubami.Muskularne ciało,wyprostowane i napięte do granic możliwości.Zapatrzeni w dal...Rzeźby te stworzył niemal 30 lat temu Zbigniew Frączkiewicz,artysta ze Szklarskiej Poręby.Można je było spotkać w wielu miejscach w Polsce,ale i w Europie.Ostatnio można je było podziwiać w szwajcarskiej miejscowości St.Urban.
Robią wrażenie,niesamowite wrażenie.






Po sesji zdjęciowej kierujemy się już na dworzec autobusowy i spotykamy "Białego Misia",który najpierw macha do nas łapką,a za chwilę wita się ze mną i przytula mnie.Pozdrawiamy "Białego Misia".
Dochodzimy do dworca,gdzie akurat podjechał nasz autobus.Wracamy więc do domu.
Tak oto kolejna wędrówka dobiegła końca i kolejna karteczka została zapisana.
Pozdrawiamy wszystkich bardzo serdecznie i życzymy miłej lektury :)
Zdjęcia tu dodane są Bożenki,Sofijki,Jarka i moje.
Do zobaczenia już niedługo.
Danusia i Radek :)