środa, 4 lipca 2018

"Bieszczadzka przygoda-Sanok,Solina-zapora,Solina,Polańczyk,Jezioro Solińskie,Sanok-dzień trzeci :)-Urodziny Eli - czyli trzy różowe piórka Sztaudyngera w zielonych wzgórzach nad Soliną :)

" XLVIII Rajd na Raty - Wycieczka autokarowa „Bieszczady”
termin wycieczki: 02.07 – 07.07.2018 r.
Organizator: Oddział PTTK „Sudety Zachodnie” w Jeleniej Górze
Opracowanie trasy, obsługa przewodnicka: Wiktor Gumprecht
Program wycieczki:
W czasie wycieczki odwiedzimy interesujące, godne poznania miejsca w Bieszczadach i w okolicach Sanoka. Odbędziemy rejs po Zalewie Solińskim, przejedziemy się Bieszczadzką Kolejką Leśną, dwa dni spędzimy na wędrówkach górskich (należy zabrać odpowiednie buty i kijki). Noclegi wraz z wyżywieniem zarezerwowane zostały w Domu Turysty PTTK w Sanoku.
04.07.2018 r. – środa
Trasa przejazdu: Sanok – Solina – Polańczyk  – Sanok
Sanok – miasto powiatowe położone u stóp Bieszczadów, największy ośrodek przemysłowy, handlowy i kulturalny południowo-wschodniego skrawka Polski, ważne centrum ruchu turystycznego. Zwiedzamy położone na skraju miasta Muzeum Budownictwa Ludowego – największy w Polsce skansen, prezentujący budownictwo pd.-wsch. części kraju. Zgromadzono tu około 150 obiektów, od wiejskich chat i kapliczek przydrożnych, po cerkwie i kościół rzymskokatolicki.
Solina – w latach 1960-68 wzniesiono tu zaporę przegradzająca San, tworząc największe pod względem pojemności sztuczne jezioro w Polsce o skomplikowanej linii brzegowej, pełnej malowniczych półwyspów i zatoczek. Po spacerze po koronie zapory (664 m dł.) zwiedzimy jej wnętrze i położoną u podnóża elektrownię wodną.
Polańczyk – uzdrowisko na zachodnim brzegu Jeziora Solińskiego, największa i najelegantsza w Bieszczadach miejscowość wczasowa, Duży ośrodek sportów wodnych. Ze wzgórza Sawin podziwiamy przepiękną panoramę Bieszczadów oraz Jeziora Solińskiego. Z przystani poniżej wypływamy w rejs statkiem po Zalewie Solińskim podziwiając z wody wspaniałe krajobrazy i nieoczekiwane widoki niedostępnych z lądu zakątków jeziora."

Dzień obudzil nas pięknym błękitem i słońcem.Prysznic,kawa,zakładamy koszulki z fraszkami Sztaudyngera i schodzimy do restauracji na śniadanie.Szwedzki stół oferuje ogrom różnego jedzenia,ale my nauczeni Pragą,nakładamy sobie tylko tyle ile damy radę normalnie zjeść.Oczywiście próbujemy czegoś innego,niż wczoraj,ale pasta jajeczno-chrzanowa jest tak pyszna,że i dziś ją sobie nakładamy na talerze.Po śniadaniu idziemy do pokoju po plecak i aparaty i schodzimy wychodzimy z pokoju,dostrzega nas Wojtek i stwierdza,że On też ma taką koszulkę.Namawiamy Go by ją ubrał-będą trzy "różowe piórka".Roześmiani schodzimy na parking.Wsiadamy do autokaru i kiedy jesteśmy w komplecie ruszamy ku dzisiejszej "Bieszczadzkiej przygodzie".Naszym pierwszym celem jest Skansen w Sanoku.























Oczywiście jedziemy w kierunku Sanu i mostu nad nim,na którym byliśmy wczorajszego wieczora i Radek przypomina sobie,że nasze dowody osobiste zostały w kurtce w pokoju-ma być ciepło,więc kurtka niepotrzebna.Mijamy Pomnik Czołg,przejeżdżamy przez most strzasznie hałasując,skręcamy w prawo i zatrzymujemy się na dużym parkingu,przy Skansenie.Wysiadamy z autobusu,podchodzę do Wiktora i mówię Mu,że będziemy musieli wrócić do hotelu,bo tam są nasze dowody osobiste-zostały w kurtce,po wczorajszym spacerze.Ot zapomnieliśmy o nich.Skoro już Wiktor wie,to idziemy do budynku w którym mieści się kasa.Radek stempluje nasze kajety i płaci za vizytki,a Wiktor kupuje bilety.Po dokonaniu formalności wchodzimy na teren Skansenu.Jesteśmy ciut przed umówionym czasem,więc czekamy cierpliwie na Przewodników,bo tak duża grupa jak nasza musi zostać podzielona na pół i przydzielona dwóm Przewodnikom.
Skoro tak trzeba.
Pierwsza grupa powędrowała za Panią Przewodnik,za to my zostajemy przydzieleni Panu Przewodnikowi,który od razu wita się z nami,przedstawia się i prosi nas byśmy wędrowali za Nim,nie oddalając się od Niego.

"Historia Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku.
Waga budowy parku etnograficznego w Sanoku jest bardzo wielka. Jest to pierwsze Muzeum tego typu w Polsce, które chcielibyśmy stworzyć w sposób przemyślany. Jest to więc budowa eksperymentalna, ponieważ nikt w Polsce w takim zakresie, na tak rozległym terenie jak sanocki, z takimi perspektywami jakie ma ten park – zarówno terenowymi […], bardzo ciekawą etnografię tego terenu – wszystko to wskazuje, że są to bardzo ważne elementy, które musimy eksperymentalnie przeprowadzić jako wzorzec dla wszystkich następnych parków etnograficznych w Polsce.-Prof. Ksawery Piwocki – 22.09.1958
I posiedzenie Rady Naukowej MBL Sanok

Idea tworzenia parków etnograficznych i budowy muzeów typu skansenowskiego znana była społeczeństwom Europy już od końca XIX wieku. Za początek przyjmuje się rok 1885, w którym Szwed Artur Hazelius przeniósł do Sztokholmu dom z miejscowości Mora i postawił w miejscu dawnych okopów zwanych „skansen”. Z biegiem czasu terminem tym może niezbyt precyzyjnie zaczęto określać typ muzeów na wolnym powietrzu, zaś idea skansenowska na dobre upowszechniła się w Europie, szczególnie w Skandynawii, gdzie powstało tysiące tego typu placówek.
W 1906 roku Izydor i Teodora Gulgowscy działacze społeczni i nauczyciele zakupili we Wdzydzach Kiszewskich koło Kościerzyny na Kaszubach chatę kaszubską, która stała się zaczątkiem pierwszego polskiego muzeum na wolnym powietrzu, a tym samym zapoczątkowany został polski ruch skansenowski. Jeszcze w okresie międzywojennym w latach 1919 – 1927 Adam Chętnik utworzył skansen kurpiowski w Nowogrodzie Łomżyńskim. Niestety obydwa zostały zniszczone w czasie działań wojennych. Po II wojnie światowej dyskusja na temat muzealnictwa w tym muzealnictwa skansenowskiego przybrała na sile. Na fali zmian ideologicznych w Europie środkowej i wschodniej nacisk został położony na szerokie pokazywanie kultury ludowej, a do tego muzea skansenowskie doskonale się nadawały. Znalazło to wyraz w deklaracji Ogólnopolskiego Zjazdu Konserwatorów w 1952 roku, w której postulowano budowę „parków etnograficznych i regionalnych”. Przełomem w tworzeniu muzeów skansenowskich stały się lata 1956 – 1957, kiedy to decyzje o powstaniu muzeów skansenowskich zaczęły zapadać w Ministerstwie Kultury. Mecenat Państwa na tym etapie tworzenia muzeów skansenowskich był korzystny dla nowopowstających muzeów, bo zapewniał środki na ich tworzenie.
W takiej nowej atmosferze powołano w Sanoku do życia „Muzeum skansenowskie w budowie”, przekształcone na I pierwszym posiedzeniu Rady Naukowej w „Muzeum Budownictwa Ludowego”, zaś słowa prof. Ksawerego Piwockiego określiły na zawsze charakter tego jednego z największych muzeów skansenowskich w Polsce i w Europie.
Muzeum Budownictwa Ludowego powstało więc dzięki sprzyjającej atmosferze, konieczności ratowania ocalałych po wojnie resztek kultury ludowej południowo – wschodniej Polski, zaangażowaniu i pracy ludzi w tym głównie ówczesnego wojewódzkiego konserwatora zabytków Jerzego Tura i pierwszego dyrektora sanockiej placówki Aleksandra Rybickiego.
Aleksander Rybicki w okresie międzywojennym pracował w Muzeum Ziemi Sanockiej, gdzie współtworzył muzeum a także zaraził się bakcylem muzealnictwa, mimo że był studentem medycyny. W czasie wojny był członkiem Armii Krajowej i niezwykle aktywnym kurierem, łącznikiem Rządu Emigracyjnego z krajem. Aresztowany w 1945 roku przez NKWD spędził jak wielu innych patriotów 10 lat na zsyłce w okolicach Workuty, skąd powrócił z końcem 1955 roku i natychmiast zabrał się do pracy. Sytuacja w południowo – wschodniej Polsce była niezwykle trudna. Po wojnie, konflikcie z UPA w latach 40. i późniejszych wysiedleniach obszar Bieszczadów, Beskidu Niskiego i przyległych Pogórzy został oczyszczony z ludności ruskiej, która na obszarach wiejskich stanowiła zdecydowaną większość. Pozostawione obiekty zarówno kultury materialnej jak i duchowej (cerkwie i znajdujące się w nich ikony) przedstawiały ogromną wartość. Niestety mienie to, prawdziwe skarby kultury pogranicza polsko – ruskiego ulegało zniszczeniu w wyniku zapomnienia, celowej dewastacji i kradzieży. Zabezpieczenie stało się palącym problemem. Do tego celu znakomicie nadawała się idea skansenowska. Jerzy Tur jako wojewódzki konserwator zabytków w Rzeszowie pierwszy wystąpił z projektem budowy skansenu. Od tego też momentu datowała się ich ścisła współpraca zawodowa i przyjaźń.
Od samego początku istnienia MBL zapraszano do prac w Radzie Naukowej ówczesne autorytety naukowe w osobach: Romana Reinfussa, Ksawerego Piwockiego, Gerarda Ciołka, Ignacego Tłoczka, Adama Fastnachta, Jerzego Tura, Ryszarda Brykowskiego i Michała Czajnika. Dzięki nim sformułowane zostały naukowe zasady doboru obiektów, metody ich przenoszenia i konserwacji (ta ostatnia we współpracy z INCO w Warszawie). Tak więc od początku swego istnienia sanockie muzeum oprócz pasji twórców miało solidne, naukowe podstawy, gwarantujące prawidłową realizację. Równocześnie informacje o sanockim skansenie znalazły się w wielu ogólnopolskich publikatorach, przysparzając zainteresowanie w całym kraju.
W lipcu 1966 roku, a więc w osiem lat od powołania placówki udostępniono do zwiedzania jako pierwsze obiekty: spichlerz z Przeczycy z 1732 r., zagrodę ze Skorodnego w Bieszczadach z 1861 roku, również chałupę ze Skorodnego z 1906 roku, cerkiew z Rosolina z 1750 roku wraz z całym zespołem cerkiewnym, chałupę z Dąbrówki z 1681 roku, biedniacką chałupę z 1901 roku, młynek wodny z Woli Komborskiej z II poł. XIX wieku. Docelowo przewidywano, że w parku znajdzie się 85 budynków wraz z obiektami towarzyszącymi w postaci studni, młynów, krzyży, kapliczek i innych.
Zgodnie z projektem zagospodarowania przestrzennego wszystkie przeniesione obiekty miały znaleźć się w odrębnych sektorach o nazwach: Bojkowie, Łemkowie, Dolinianie, Pogórzanie wschodni i zachodni. Sektory miały odpowiadać przedwojennym grupom etnograficznym i ich fizjograficznemu rozmieszczeniu w terenie oraz sprawiać wrażenie, że zwiedzający znajduje się we wsi bojkowskiej, łemkowskiej, pogórzańskiej czy doliniańskiej. W związku z tym, że park etnograficzny położony jest w zróżnicowanym wysokościowo terenie, budownictwo bojkowskie i łemkowskie znalazły się w wyższej części, pozostałe na płaskim terenie. W 1973 dokonano pewnych korekt w projekcie zagospodarowania a dodatkowo miał powstać sektor hodowlano – pasterski, dworski i małomiasteczkowy oraz przemysko – lubaczowski. Z biegiem lat wizja budowy tych sektorów, często z przyczyn niezależnych od muzeum rozpływała się, chociaż plany pozostały aktualne. W chwili obecnej ich realizacja jest dzięki możliwa dzięki funduszom z Unii Europejskiej.
W 1973 roku przeanalizowano dotychczasowy stan budowy parku, opracowano nowy szczegółowy program docelowej zabudowy, określono kryteria doboru obiektów do przenoszenia i zreorganizowano brygadę budowlaną rezygnując ze współpracy z Pracowniami Konserwacji Zabytków. W ten sposób przyśpieszono cały cykl rozbudowy skansenu, obniżono koszty, co zaowocowało szybką rozbudową parku. System pracy własnych brygad pozostał do dnia dzisiejszego najefektywniejszą formą pracy z obiektami zabytkowymi, a ciągu wielu lat zatrudnieni w nich ludzie stali się niezwykłymi specjalistami. W latach 70. i 80. przenoszono nowe obiekty, wypracowano właściwe metody ich dokumentacji oraz rozbiórki i przenoszenia. Własnymi doświadczeniami z zakresu budownictwa, konserwacji, organizacji ruchu turystycznego, skansenologii teoretycznej dzielono się ze środowiskiem skansenowskim zarówno na konferencjach organizowanych w Sanoku, jak i w innych skansenach w kraju i zagranicą.
Na początku lat 80. powstał projekt budowy tzw. „małego miasteczka”, czyli pokazania przykładów budownictwa małomiasteczkowego z przełomu XIX i XX wieku, zrekonstruowanie galicyjskiego rynku ze wszystkimi jego funkcjami. Wygląd domów mieszkalnych, warsztatów rzemieślniczych, obiektów handlowych poprzez wyposażenie ich w sprzęty z epoki, przystosowanie części do celów turystycznych dzięki aranżacji starej poczty, zakładu fryzjerskiego, apteki, zakładu szewskiego i innych ma pokazać ten fenomen kulturowy a właściwie wielokulturowy pogranicza narodowości i kultur. Aby w pełni zrealizować ten cel w ciągu kilku lat przeprowadzono badania naukowe, zgromadzono pokaźną dokumentacje fotograficzną, historyczną i architektoniczną, ale kryzys końca lat 80 i zmiany ustrojowe uniemożliwiły tę ambitną realizację. W chwili obecnej projekt ten jest realizowany pod nazwą „Galicyjski rynek”, częściowo ze środków własnych jak i unijnych.
W końcu lat 90. powstał projekt organizacji „sektora naftowego”. Liczne niegdyś na Podkarpaciu urządzenia przemysłu naftowego zaczęły w zastraszającym tempie zanikać, jak również kontekst kulturowy w jakim występowały. Unikalne w skali światowej Muzeum Przemysłu Naftowego w Bóbrce pod Krosnem prezentuje początki i rozwój przemysłu naftowego w formie pewnego ciągu ekspozycyjnego i dydaktycznego, brak mu niestety substancji kulturowej, która znajduje się w sanockim parku etnograficznym. Zrealizowana w latach 2001 – 2004 przy współudziale Sanockiego Zakładu Górnictwa Nafty i Gazu ekspozycja, sektor naftowy jest niezaprzeczalnym wzbogaceniem krajobrazu wsi pogórzańskiej o elementy przemysłowe, odgrywające w życiu wsi podkarpackiej dużą rolę.
W dniu 2 lipca 1994 roku w parku etnograficznym wybuch pożar spowodowany prawdopodobnie celowym podpaleniem. W ciągu kilkunastu minut ogień strawił 15 obiektów , w których z dymem poszło 1.324 niejednokrotnie unikalnych eksponatów. Była to strata niepowetowana. Po pożarze natychmiast przystąpiono do poszukiwania w terenie obiektów, które byłyby uzasadnione merytorycznie do przeniesienia. Straty po pożarze zostały w miarę szybko uzupełnione, powstały nowe obiekty w tym kopia murowanej chałupy z Nowosiółek pod Baligrodem, w której znalazła miejsce stała ekspozycja ikon ze zbiorów własnych.
Muzeum Budownictwa Ludowego to nie tylko park etnograficzny z jego ekspozycjami (ok. 150 obiektów), ale przede wszystkim ogromne zaplecze naukowe i intelektualne. W zasobach magazynowych znajduje się ponad 31 tys. eksponatów z zakresu kultury ludowej regionu, kultury mieszczańskiej, sakralnej, dworskiej i judaika. Przyjmując zaś podział według ich funkcji są to: obiekty architektoniczne czyli budynki w parku etnograficznym (mieszkalne, gospodarcze, przemysłowe i sakralne), meble i sprzęty do wyposażania wnętrz, narzędzia i maszyny rolnicze, sprzęty do wykonywania rzemiosł, porcelana, szkło, miedź, zegary, kolekcja malarstwa, unikalna kolekcja ikon, stroje wszystkich grup etnograficznych, paramenty liturgiczne i inne.
W czasie pięćdziesięciolecia swego istnienia muzeum zgromadziło zbiór archiwalny liczący ponad 170 tys. jednostek katalogowych oraz prawie 80 tys. zdjęć od końca XIX wieku po dzień dzisiejszy. Z archiwum korzystają nie tylko pracownicy muzeum, lecz przede wszystkim ludzie piszący wszelkiego rodzaju prace naukowe. Mocną podstawę badawczą stanowi również specjalistyczna biblioteka naukowa z 21 tys. woluminów, z której korzystają rocznie setki osób.
Przez cały czas swego istnienia muzeum towarzyszyły wydawnictwa naukowe, z których dwa mają charakter ciągły i są jednymi z nielicznych w grupie muzeów skansenowskich. Dotychczas ukazało się 36. numerów „Materiałów Budownictwa Ludowego w Sanoku” oraz 9. numerów „Acta  Scansenologica”. „Materiały” traktują o szeroko rozumianej historii i etnografii regionu południowo – wschodniej Polski, publikują w nich pracownicy muzeum, ale również autorzy nie związani z muzeum. „Acta Scansenologica” dotyczą całego środowiska skansenowskiego, są otwarte dla autorów polskich i zagranicznych i są ważnym głosem w dyskusji o kształcie współczesnej muzeologii skansenowskiej. Każdy dobry artykuł ma szanse zaistnieć na łamach tych dwóch czasopism.
Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku mocno i na trwale zapisało się w krajobraz kulturowy nie tylko miasta i regionu, ale także Polski i Europy. Przewinęło się przez niego setki tysięcy zwiedzających, a roczna frekwencja kształtuje się na poziomie ok. 80 tys. Tak duża frekwencja jest wynikiem – szczególnie w ostatnich czasach – szerokiej akcji promocyjnej i organizacji plenerowych imprez masowych. W krajobraz kulturowy Sanoka i regionu wpisały się szczególnie dwie – „Jarmark Folklorystyczny” organizowany od 34 lat i festiwal muzyki folkowej, przez lata z różnymi nazwami. Każdorazowo imprezy te cieszą ogromnym powodzeniem, gromadzą tysiące ludzi, a odbywają się na specjalnie przygotowanym do tego celu przedpolu skansenu.
Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku pełni czołową rolę w grupie europejskich muzeów skansenowskich, współpracuje z muzeami polskimi i zagranicznymi, a dla miasta Sanoka jest piękną wizytówką przeszłości i współczesności."-tekst ze strony: http://skansen.mblsanok.pl/a/strona.php?dir=../historia&id=historia












Najpierw zatrzymujemy się przy tablicach z podziałem na krainy.Tu Pan Przewodnik objaśnia nam kto jaki teren zamieszkiwał i skąd pochodził dany lud,czym się zajmował i jak żył.Po tych objaśnieniach,wędrujemy niespiesznie przez Galicyjski Rynek.

"„Galicyjski rynek” to najbardziej prestiżowa realizacja w skali europejskiego muzealnictwa skansenowskiego ostatnich lat, będąca bezprecedensowym rozwiązaniem w zakresie ochrony i upowszechniania dziedzictwa kulturowego. Jest to również realizacja mogąca wskazywać kierunki rozwoju muzealnictwa skansenowskiego.
Projekt ten zakładał rekonstrukcję centrum galicyjskiego miasteczka z równoczesnym pokazaniem wszystkich jego funkcji – społecznych, gospodarczych i kulturowych. Już w założeniach teoretycznych od samego początku istnienia muzeum, od 1958 roku ekspozycja małomiasteczkowa miała współtworzyć całościowy obraz wielokulturowości Podkarpacia. Jego autorem był dr Henryk Olszański, a konsultantem naukowym długoletni dyrektor muzeum prof. dr hab. Jerzy Czajkowski. W wyniku wielu dziesiątków lat przygotowań naukowych, w tym gromadzenia dokumentacji i eksponatów, wzniesiono i  zrekonstruowano wokół czworokątnego rynku 29 obiektów, w tym 26 drewnianych budynków o charakterze mieszkalnym, mieszkalno-produkcyjnym, mieszkalno-handlowym i mieszkalno-usługowym. Zrekonstruowane budynki są parterowe, o konstrukcji zrębowej i przysłupowej, posadowione na kamiennych podmurówkach. Całość założenia oddaje niezwykle wiernie wygląd typowego, drewnianego miasteczka południowo-wschodniej Polski, chociaż nie jest powieleniem jednostkowego układu konkretnego miasteczka, ale jest sumą i syntezą ich wszystkich. Wokół brukowanego „kocimi łbami” rynku znalazły się takie obiekty jak: karczma z kręgielnią, poczta, urząd gminy, apteka, remiza strażacka, sklep kolonialny, trafika, domy żydowskie oraz warsztaty: stolarski, zegarmistrzowski, fryzjerski, krawiecki, szewski, piekarski i fotograficzny. Prezentują one zarówno rozbudowaną sferę społeczną miasteczka z jego rozlicznymi funkcjami, jak i narodowościową, tworzoną przez Polaków, Żydów i Rusinów (Ukraińców). Chociaż wyposażone obiekty mają charakter ekspozycyjny, to funkcjonują równocześnie jako miejsca wytwarzania różnych produktów (pieczywo, wyroby z drewna), usług (zegarmistrz, stolarz, szewc, poczmistrz,) są więc pokazaniem ginących zawodów. Dodatkowo na rynku znalazły miejsce trzy obiekty przeznaczone na cele wystawiennicze, edukacyjno-konferencyjne i recepcyjne oraz trzy obiekty przeznaczone na pokoje gościnne.
Wszystkie obiekty zostały wyposażone w eksponaty, które muzeum gromadziło w sposób celowy, tematyczny pod kątem wyposażenia miasteczka. Na ogólną liczbę około 30 tys. eksponatów znajdujących się w ekspozycjach i magazynach muzealnych, na wyposażeniu miasteczka znalazło się około 3.5 tys. przedmiotów. Długoletnia praca merytoryczna, tysiące zdjęć i wywiadów terenowych złożyły się na niepowtarzalny efekt wyposażonych wnętrz, obrazujących kulturę małomiasteczkową z przełomu XIX i XX wieku.
Otwarcie „Galicyjskiego rynku” nastąpiło w obecności Ministra Kultury Dziedzictwa Narodowego Bogdana Zdrojewskiego. Minister Bogdan Zdrojewski podczas otwarcia podkreślił, że „Nie można zapominać o dziedzictwie, które się rozpada, zanika. Jest dziedzictwem dnia codziennego, ale już odległego. Takim dobrym przykładem jest Galicyjski rynek … Zawsze będę wymieniać tę inwestycję, jako wzorcową inwestycję wartą odwiedzenia, budującą kompletną ofertę kulturalną w Polsce” Wraz z udostępnieniem do zwiedzania nowego sektora muzeum, jakim jest „Galicyjski rynek”, została opracowana nowa oferta edukacyjna, która zakłada prowadzenie interaktywnych lekcji muzealnych w obiektach „Galicyjskiego rynku”, w plenerze oraz warsztaty dla dzieci i młodzieży szkolnej, osobne oferty dla osób niepełnosprawnych, które spotkały się z natychmiastowym oddźwiękiem. O skali zainteresowania może świadczyć fakt, że z naszej oferty od stycznia 2012 do grudnia 2014 r, z różnych form edukacyjno-oświatowych (nie licząc tradycyjnego zwiedzania) skorzystało 10 054 osób (przeprowadzono 478  lekcji dla uczniów szkół podstawowych, gimnazjalnych, średnich i studentów wg. opracowanego harmonogramu tematycznego – 18 tematów). Do prowadzenia zajęć, oprócz obiektów ekspozycyjnych wykorzystywany jest budynek edukacyjny, wyposażony w sprzęt audiowizualny (projekcja filmów o tematyce muzealnej) i multimedialny (prezentacje wybranych zagadnień z zakresu kultury materialnej, duchowej i historii regionu), a także osobne pomieszczenie do prowadzenia warsztatów. Tematy lekcji zostały tak dobrane, aby w każdym z budynków znajdujących się na terenie „Galicyjskiego rynku” można było przeprowadzić zajęcia tematyczne, związane z charakterem danego obiektu i jego wnętrzem. Realizowane są tematy związane ze specyfiką poszczególnych zawodów – szewca, fryzjera, krawca, nauczyciela, zegarmistrza, stolarza, fotografa, zajęcia w sklepie kolonialnym, aptece, urzędzie gminy, na poczcie, w domach żydowskich oraz na starej kręgielni. Prowadzone są też warsztaty: garncarskie, kaligrafii, a w okresie przedświątecznym z pisania pisanek, z wykonywania palm czy dawnych ozdób choinkowych.
W obiektach „Galicyjskiego rynku” organizowane są również konferencje tematyczne, naukowe, a także szkolenia, konkursy, turnieje, pokazy rzemiosł. Współczesny odbiorca kultury, poprzez pokazy życia codziennego, lekcje muzealne, indywidualne zwiedzanie, uczestniczenie w wydarzeniach kulturalnych i społecznych organizowanych w Parku Etnograficznym, może dotknąć Minionego, poczuć zapach i smak świata, który odszedł w przeszłość, a równocześnie powrócił w tej „żywej” realizacji muzealnej. Galicyjski rynek to prawdziwie magiczne miejsce skłaniające do refleksji o czasie i przemijaniu. Przywołuje bowiem w pamięci dawno już zapomniane wydarzenia i skojarzenia, które tkwią zakodowane w słojach wszechobecnego tutaj wiekowego drewna. Każdy ze zmysłów styka się tu z bogactwem kulturowym tego od zawsze przygranicznego regionu – regionu, gdzie burzliwa historia miesza się ze współczesnością. To właśnie owa przepiękna, niepowtarzalna i niezwykle zróżnicowana drewniana architektura karpackiego pogranicza sprawia, iż sanocki skansen wraz  z  Galicyjskim rynkiem cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Ogólna frekwencja w 2014 roku wyniosła 143 278 osób, i była najwyższa w 56. letniej historii Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku.
Powierzchnia wystawiennicza, ekspozycyjna Parku Etnograficznego w Sanoku wzrosła o ok. 2 hektary. Zostało również odpowiednio zagospodarowane otoczenie miasteczka, powstały nowe tereny rekreacyjne, dojścia i drogi dojazdowe, przystosowane dla niepełnosprawnych podjazdy do obiektów. Całkowita powierzchnia zabudowy – 3.100 m², kubatura – ponad 16.000 m³, powierzchnia utwardzonych dróg i placów – 6.300 m², do budowy zużyto 1.500 kubików drewna (20.000 m² pował i podłóg), 1.000 kubików kamieni, zrekonstruowano 55 pieców, uszczelniono 25 km ścian, położono 6.000 m² gontów (450.000 sztuk o łącznej długości 270 km).
Dzięki realizacji pn. Galicyjski rynek w Parku Etnograficznym w Sanoku, Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku utwierdziło swą pozycje lidera w gronie muzeów na wolnym powietrzu w Polsce, w Europie i na świecie, jest dalszym źródłem naśladownictwa dla innych tego typu placówek i utrwalonym produktem turystycznym w regionie.

Projekt został nagrodzony w konkursach krajowych jak i regionalnych:
Sybilla 2011 – I nagroda Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w kategorii zarządzanie i organizacja, w tym inwestycje muzealne,
Budowa Roku Podkarpacia 2011 – wyróżnienie specjalne - konkurs organizowany przez Polski Związek Inżynierów i Techników Budownictwa Oddział Rzeszów i Podkarpacką Okręgową Izbę Inżynierów i Techników,
Unijne Perły Podkarpacia 2012 – wyróżnienie w kategorii projektów dotyczących turystyki i kultury.
Godło Produkt Roku Ziemi Sanockiej 2012 – I nagroda Burmistrza Miasta Sanoka, Rady Miasta oraz Regionalnej Izby Gospodarczej.
Polska Pięknieje - 7 cudów Funduszy Europejskich 2013 - nominacja w VI edycji ogólnopolskiego konkursu, w kategorii Obiekt turystyczny,
Nagroda Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego 2013 – za skuteczne wykorzystanie środków UE na kulturę w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2007-2013,
Kapituła Ruchu „Piękniejsza Polska” 2013 – za tworzenie piękna, którym możemy szczycić się przed światem,
Wzorowe Podkarpackie, 2013 - I nagroda w kategorii wzorowa usługa Galicyjski rynek został również w roku 2014, podwójnym laureatem ogólnopolskiego konkursu „Polska Pięknieje – 7 cudów Funduszy Europejskich”.
„To wielka nagroda, dla małego Sanoka, który nie na wyrost - jak widać - jest nazywany Miastem Kultury” - powiedział Dyrektor Muzeum Budownictwa Ludowego, odbierając statuetki z rąk Pani Wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej, podczas Gali wręczania nagród w dniu 29 maja 2014 roku, w Sali Kinowej Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju.
„Galicyjski rynek” został doceniony zarówno przez Kapitułę Konkursu, która przyznała mu 1. miejsce w kategorii Obiekt Turystyczny, jak i przez turystów, dzięki którym zdobył główną Nagrodę Internautów. Szczególnie ta ostatnia jest niezwykle ważna, gdyż potwierdza trafność i celowość zrealizowanej inwestycji oraz jej pozytywny odbiór wśród zwiedzających."-tekst ze strony:
http://skansen.mblsanok.pl/aktualnosci/2010/Galicyjski%20rynek/index.html

Fotografujemy przepiękne,stare,drewniane budynki i niespiesznie wędrujemy za naszym Przewodnikiem.















































I tak docieramy do rekontruowanej Synagogi.Tu zatrzymujemy się na ciut dłużej.Pan oprowadzający opowiada nam historię tej bożnicy.

"Synagoga z Połańca: kolejna perła w koronie sanockiego skansenu.W północno-zachodnim narożniku galicyjskiego rynku jest rekonstruowana XVIII-wieczna drewniana synagoga z Połańca (pow. staszowski), która uległa zniszczeniu w czasie II wojny światowej. Jest to unikatowe przedsięwzięcie w muzeach pod gołym niebem.
Synagoga była budynkiem drewnianym o konstrukcji przysłupowej i zrębowych ścianach wzmocnionych lisicami, czyli pionowymi elementami wzmacniającymi ściany, nakrytym czterospadowym gontowym dachem. Jej prostokątny zarys o wymiarach 22 na 11 metrów, tworzyły: kwadratowa sala główna, sień i izba poprzedzona od zachodu podcieniem oraz mieszczący się nad nimi babiniec, dostępny z dwukondygnacyjnej, pięcioprzęsłowej galerii. Wnętrze synagogi  – ściany i czworoboczne zwierciadlane sklepienie – pokrywała wielobarwna polichromia przedstawiająca znaki zodiaku, rozety, symboliczne zwierzęta, skrzydlate smoki, wici roślinne, kwiaty, rozwinięte Tory oraz napisy.
Ta jedyna w polskim muzealnictwie na wolnym powietrzu realizacja, oprócz oczywistych walorów turystycznych i kulturowych, pozwoli także na urządzenie w obszernym babińcu bożnicy stałej ekspozycji i bogatej kolekcji judaików zgromadzonych w MBL. W sali modlitw natomiast zrekonstruowane zostaną m.in. bima (ośmioboczna altana z balustradą i baldachimem) oraz  aron ha-kodesz (ozdobna szafa ołtarzowa do przechowywania zwojów Tory), witraże w oknach, a w dalszej kolejności malowidła na ścianach i sklepieniach.
Pieczołowicie odtworzona bożnica, na tle zrekonstruowanego galicyjskiego rynku, będzie stanowić znakomite uzupełnienie obrazu karpackiej wielokulturowości prezentowanej w sanockim skansenie."-tekst ze strony: https://esanok.pl/2017/synagoga-z-polanca-kolejna-perla-w-koronie-sanockiego-skansenu-film-zdjecia-00e13dm-00e8mc.html

Synagoga ma być ukończona za dwa lata,miło będzie tu wrócić i zobaczyć.
Spod synagogi wędrujemy do kuźni.Jest to niewielki drewniany budynek z wysuniętym dachem,wspartym na słupach.Wiele lat temu,podobny budyneczek stał na wiosce gdzie mieszkał mój Dziadek i to też była kuźnia.Kiedy przyjeżdżałam na wakacje do Dziadka,idąc do sklepu zawsze przechodziłam obok niej,teraz nie ma po niej śladu,tylko wielki dąb pozostał....ależ mnie naszły wspomnienia....












Po zajrzeniu do kuźni i wysłuchaniu opowiadania Pana Przewodnika,wędrujemy w kierunku chaty Bojkowskiej.Na chwilkę zatrzymujemy się przed nią,słuchamy naszego Oprowadzającego,a po otwarciu drzwi,wchodzimy do środka.Rozsiadamy się na ławach i słuchamy.

"Osadnictwo bojkowskie organizowane było według dominującego w Karpatach systemu łanów leśnych (pasy pól biegnące od drogi czy rzeki w jedną stronę aż po granice wsi, względnie rozchodzące się od niej żebrowato na dwie strony), dlatego powstawały wsie łańcuchówki, ciągnące się kilometrami. Dla całego obszaru Bojkowszczyzny charakterystyczne były zagrody jednobudynkowe, gdzie pod wspólnym dachem znajdowały się: część mieszkalna, pomieszczenia dla zwierząt hodowlanych oraz boisko. Były to zazwyczaj konstrukcje jednotraktowe – a więc takie, w których każde z pomieszczeń zajmuje całą szerokość budynku. Budynki były więc wąskie i długie, nierzadko ponad 20 m. Część mieszkalna składała się zazwyczaj z jednej obszernej izby zwanej chyżą oraz sieni i komory umieszczonych w jednym końcu budynku. Stajnia i boisko znajdowały się w drugim końcu. Powszechnym materiałem budowlanym było drewno jodłowe. W tradycyjnym budownictwie ściany budynku posiadały przeważnie konstrukcję zrębową. Zręby chałup były uszczelniane mchem, a miejsca styku belek polepiano z zewnątrz i wewnątrz gliną. Na terenie Bojkowszczyzny belki były z zewnątrz malowane paloną glinką, otrzymywano wówczas czerwono-brunatny kolor ścian. Miejsca styku belek bielono wapnem. Dachy na budynkach bojkowskich były czterospadowe. Materiałem powszechnie używanym do krycia dachów były garście słomy skręcane w tzw. “kiczki”.
Do lat 20. XX w. powszechnie występowały wnętrza z piecem kurnym. Piece kurne budowano w rogu izby, po lewej stronie od wejścia. Piec składał się z nalepy i pieca chlebowego. Pod powałą w koło biegły belki - polenie nazywane hriadkami. Na nich suszono drewno opałowe, len, konopie. Dym wypuszczano przez otwór w powale zwany woźnicą. Nad nalepą, na której palono ogień, wisiał na łańcuchu kocioł, w którym grzano wodę. Wokół ścian izby były ławy montowane na stałe. Po przekątnej pieca, stał drewniany skrzyniowy stół, a przed nim ławka. Łóżko sytuowano w równoległym narożniku. Niemowlęta sypiały w kołysce zawieszonej u powały nad łóżkiem. Na ścianie przy piecu montowano półkę na naczynia, wieszano łyżnik. Izba ze względu na dym utrzymujący się podczas palenia nie była dekorowana. Poniżej granicy sięgania dymu wieszano kilka świętych obrazów-oleodruków, które przystrajano z okazji świąt kwiatami z bibuły, zielonymi gałązkami. W sieni ustawiano skrzynię na odzież, żarna do mielenia mąki, czasami beczkę z kapustą. Komora to przede wszystkim domowa spiżarnia. Umieszczano tu sąsieki na zboże, beczki na kapustę, przechowywano wędzone mięso i słoninę, suszone owoce, cebulę, czosnek, chleb. Unowocześnienie wnętrz łączyło się z decyzją przebudowy pieca. Robiono wtedy ogólny remont polegający na zabiciu otworu w powale, likwidacji poleni, czyszczeniu sadzy ze ścian, które pokrywano wapnem. Zaczęto budować piece z kominami, ale także piece z wyprowadzeniem dymu na powałę lub do sieni (półkurne). Piece otrzymały dodatkową kapę nad paleniskiem i blachy do gotowania. Rozległa przestrzeń pieca chlebowego służyła do spania. Zmieniły się też meble. Pojawiła się rozsuwana ława z oparciem -bambetel, służąca nocą do spania, kołyski na biegunach, szafka na naczynia z drzwiczkami. W izbie zawieszano całe rzędy obrazów."-tekst ze strony: http://skansen.mblsanok.pl/a/strona.php?dir=../bojkowie&id=budownictwo

Po wysłuchaniu opowiadania Pana Przewodnika,mamy czas na zrobienie zdjęć.Po sesji zdjeciowej wychodzimy na zewnątrz i wędrujemy w kierunku cerkwi.






















Przy świątyni spotykamy część naszej grupy.Właśnie wchodzą do środka,więc my zostajemy na zewnątrz i słuchamy Pana Przewodnika.

"Cerkiew z Grąziowej.
Cerkiew p.w. Narodzenia Bogurodzicy, erygowana w 1731 roku w miejscowości Grąziowa, w Parku Etnograficznym znajduje się w sektorze bojkowskim. Zbudowana z drewna na kamiennej podmurówce, poszyta gontem i orientowana służyła obrządkowi greckokatolickiemu. Wnętrze składa się z dwupoziomowego przedsionka, nawy o bocznym wejściu w ścianie południowej i sanktuarium. Z przedsionka do nawy przechodzi się niskim, prostokątnie wyciętym wejściem, a poziom sanktuarium podniesiony jest o stopień. W zewnętrznej bryle budynku zwracają uwagę dwukondygnacyjne podcienia obiegające wejście główne i nawę oraz górne pomieszczenie nad przedsionkiem, a także dachy namiotowe nad każdym z trzech pomieszczeń, zwieńczone cebulastymi sygnaturkami. Dach środkowy, łamany kryje kopułę rozpiętą ponad nawą.
We wnętrzu cerkwi zwraca uwagę przede wszystkim wstawiony wtórnie ikonostas datowany na 2. poł. XVIII w., pochodzący z cerkwi p.w. św. Bazylego Wielkiego w miejscowości Poździacz (aktualnie służącej obrządkowi rzymskokatolickiemu), pięciorzędowy w obudowie architektonicznej zdobiony ornamentem rocaille. Umieszczone centralnie ażurowe święte wrota z wyobrażeniami czterech ewangelistów flankowane są przez ikony Matki Boskiej Eleusy oraz Chrystusa Pantokratora przed którymi ustawione są mensy ołtarzowe. Przy bocznych przejściach diakońskich przy południowej ścianie nawy widnieje ikona św. Mikołaja Cudotwórcy w liturgicznym stroju biskupim obrządku Kościoła Wschodniego, a po przeciwległej stronie ikona św. Paraskewy Wielkiej Męczennicy z krzyżem w prawej i liściem palmy męczeństwa w lewej dłoni, obie wsparte na ikonach rzędu tzw. predelli, tutaj przedstawienia Matki Boskiej z Dzieciątkiem na tronie w asyście śś. Teodozego i Antoniego Pieczerskich oraz śś Piotra i Pawła. Kolejnym rzędem w ikonostasie jest pas ikon świątecznych przedzielony ikoną Ostatniej Wieczerzy, zaś ponad nim Modlitwy Wstawienniczej (grec. deesis) wraz z apostołami ponad którymi widnieją kartusze z popiersiami proroków spięte krucyfiksem. Przed ikonostasem ustawiony jest pomocniczy stół ołtarzowy, w terminologii cerkiewnej nazwany tetrapodem, z wyłożonym nań niskim pulpitem na ikony. Tuż przy ścianie południowej nawy ustawiony jest także wysoki pulpit o podwójnym znaczeniu utylitarnym: pełni on funkcję analogionu dla odczytywanej z niego Ewangelii, bądź proskynitarionu gdy spoczywa nań ikona Mandylionu w dniu jej święta. Pośrodku sanktuarium wzniesiony jest kamienny ołtarz, okryty obrusami i wyłożonym nań obowiązkowym sprzętem liturgicznym wokół naczynia na Święte Dary (odpowiednik tabernakulum w Kościele łacińskim) o architektonicznej formie, zdobione na drzwiczkach wyobrażeniem Chrystusa ustanawiającego sakrament Eucharystii.
Wystroju wnętrza dopełniają rozwieszone na ścianach nawy i przedsionka ikony datowane na XVII i XVIII wiek, XIX - wieczne feretrony ustawione na pulpitach przyściennych, dwustronnie malowana chorągiew i XVIII – wieczny krzyż procesyjny.
Sanktuarium, pomieszczenie nad przedsionkiem oraz we fragmencie ściana południowa nawy cerkwi zdobiona jest figuralną polichromią wykonaną, jak głosi inskrypcja, w 1735 roku przez Stefana Paszeckiego na zlecenie Grigorija Kolosterskiego w intencji odpuszczenia grzechów jego i jego żony.
Zachowany fragmentarycznie ikonostas pierwotnie znajdujący się w cerkwi z Grąziowej prezentowany jest na ekspozycji stałej Ikona karpacka w sanockim skansenie."-tekst ze strony:
http://skansen.mblsanok.pl/a/strona.php?dir=../sakralne&id=graziowa












Kiedy część naszej gupy wychodzi z cerkwi,my wchodzimy do środka.Stajemy,rozglądamy się dookoła,zadzieramy głowy do góry i słuchamy-słuchamy Pana Przewodnika,który skrupulatnie opowiada nam o każdym kawałku świątyni.Kiedy już wszystko zostanie opowiedziane,mamy czas na zdjęcia.Fotografujemy całe wnętrze,podziwiamy piękne polichromie i ikony,oglądamy ikonostas i po zdobieniu mnóstwa zdjęć wychodzimy na zewnątrz.


























Schodzimy ze wzgórza na którym stoi cerkiew,w której byliśmy i wędrujemy między pięknymi,starymi i drewnianymi budynkami,zmierzając ku kolejnemu domowi,do którego wejdziemy.Pan cały czas opowiada,a Radek w pewnym momencie mi zniknął.Zobaczył że przechodzimy obok niewielkiej,drewnianej świątyni,która jest otwarta,więc poszedł zrobić zdjęcia,a my mijamy chaty Bojków i wkraczamy na teren Lemkowski.










"Cerkiew p.w. św. Onufrego Pustelnika z 1750 roku z miejscowości Rosolin w sanockim skansenie usytuowana jest w sektorze bojkowskim. Ta drewniana świątynia, zbudowana na kamiennej podmurówce, kryta gontem i orientowana, w układzie przestrzennym złożona jest z przedsionka, nawy i prosto zamkniętego prezbiterium. Ponad przedsionkiem ulokowany jest chór wysunięty w stronę nawy, zaś przy północnej ścianie prezbiterium znajduje się zachrystia. Nawa od prezbiterium oddzielona jest stopniem oraz belką tęczową zamykającą od dołu prostokątny prześwit w ścianie wschodniej. Wszystkie pomieszczenia przykryte są stropami, a oświetlenie zapewniają trzy, niewielkich rozmiarów okna w ścianie południowej bryły budynku.
Wyposażenie obiektu jest oryginalne w niewielkim stopniu uzupełnione o sprzęty ruchome z XVIII i XIX wieku. Wystrój tworzą trzy ołtarze w architektonicznej, późnobarokowej obudowie, z których główny ukazuje patrona świątyni adorującego Koronację Matki Boskiej, boczny po północnej stronie św. Jana Nepomucena, zaś przeciwległy św. Mikołaja Cudotwórcę w biskupich szatach liturgicznych obrządku rzymskokatolickiego. W przypadku ostatniego wizerunku zwraca uwagę atrybut świętego w postaci trzech bryłek złota spoczywających na otwartej księdze oraz klęczące trzy niewiasty umieszczone w lewym dolnym rogu obrazu nawiązujące do legendy o hojności taumaturga. Na wspomnianym ołtarzu umieszczony jest pacyfikał czyli relikwiarz w formie krzyża podawany wiernym do ucałowania podczas liturgii. Na belce tęczowej umieszczony jest krucyfiks z grupą pasyjną, na ścianach rozwieszone są wizerunki apostołów oraz przedstawienie Zwiastowania Marii. Oprócz chorągwi w cerkwi znajduje się także procesyjna figura Matki Boskiej wykonana z drewna i ubrana w sukienkę obszytą koronką, umieszczona pod baldachimem przystrojonym festonami z papierowych kwiatów.
Wnętrze świątyni zdobi zachowana polichromia ścienna o charakterze figuralno - ornamentacyjnym wykonana techniką tempery na pobiale wapiennej: belki stropów pokrywają motywy roślinne, na północnej ścianie nawy umieszczony jest inwokacyjny wizerunek św. Floriana w architektonicznym obramieniu ołtarzowym, na południowej ścianie prezbiterium widnieje imitacja wzorzystej opony ściennej, a prześwit w ścianie wschodniej nawy ujmuje rozpięta kotara.
Na wewnętrznej ścianie tabernakulum ołtarza głównego umieszczona jest inskrypcja informująca o czasie powstania świątyni jak również osobie wykonawcy podpisującym się imieniem Antoni. Ze sprawą fundacji obiektu wydaje się mieć związek wizerunek epitafijny młodego mężczyzny (1728 – 1750) w stroju szlacheckim zawieszony w nawie. Powtórzony na obrazie i antependium ołtarza głównego herb Leliwa, który obok umieszczonego tam herbu Sas wskazuje na przynależność rodową fundatora lub grupy kolatorów, jeszcze o nie ustalonej tożsamości. Niewątpliwie to właśnie tym osobom miała służyć umieszczona w nawie na dwustopniowym podeście ławka z zabudowanym klęcznikiem o ozdobnie wyciętych krawędziach i pokryta polichromią.
Cerkiew z Rosolina do 1947 roku była użytkowana jako filia parafii greckokatolickiej w Polanie, lecz układ architektoniczno - przestrzenny obiektu, jego wyposażenie wyłącznie w nastawy ołtarzowe oraz ikonografia wskazują na pierwotne przeznaczenie dla obrządku rzymskokatolickiego."-tekst ze strony: http://skansen.mblsanok.pl/a/strona.php?dir=../sakralne&id=rosolin






































Oglądamy chaty Łemków z zewnątrz i słuchamy Pana Przewodnika,który opowiada o Łemkach.O Ich życiu,budownictwie,czym się zajmowali i Ich zwyczajach.

"Łemkowszczyzna ciągnie się po obu stronach Karpat od Osławy i Laborca na wschodzie, po Poprad na zachodzie. Łemkowie stanowią grupę, która ukształtowała się w długim procesie historycznym, wchłaniając i asymilując różne elementy etniczne. Ich przodkowie (osadnicy rusko-wołoscy), zasiedlili te tereny głównie w XVI w. Nazwa Łemko pojawiła się stosunkowo późno, miała charakter przezwiska, gdyż słowo “łem” było przez nich chętnie i często używane, sami o sobie mówili “Rusnaky”. Dopiero od połowy XIX w. zaczęła się przyjmować w literaturze a potem u samej ludności nazwa Łemki. Gwara łemkowska to jedna z odmian języka ukraińskiego.
Ze względu na różnice w kulturze ludowej Łemkowie dzielą się na trzy podgrupy: zachodnią, środkową i wschodnią. Różnice pomiędzy nimi widoczne są m.in. w mowie, strojach i budownictwie. Łemkowie byli grekokatolikami (pod koniec XVII w. przyjęli Unię).
W końcu XIX w. wielu Łemków emigrowało zarobkowo do USA i Kanady. Znaczny wpływ na zmiany kulturowe wywarła I wojna światowa, głównie w sferze kultury społecznej i w kulturze materialnej (zmiany w urządzeniu wnętrz).
II wojna światowa spowodowała, że Łemkowszczyzna uległa całkowitej przemianie. Teren południowo-wschodni opustoszał w wyniku dwóch, dużych fal wysiedleń. W ramach obowiązującej w latach 1944-1946 umowy o wymianie ludności, część Bojków i Łemków przeniosła się na teren ZSRR, zaś w 1947 r. w ramach akcji “Wisła” pozostałą ludność ukraińską wysiedlono na ziemie północne i zachodnie Polski. Nastąpiła prawie całkowita depopulacja, szczególnie wśród Bojków i Łemków."-tekst ze strony: http://skansen.mblsanok.pl/a/strona.php?dir=../lemkowie&id=lemkowie

Powolutku wędrujemy wśród drewnianych chat Łemkowskich i zatrzymujemy się przy rzeźbach Drogi Krzyżowej.Stajemy do nich tyłem i spoglądamy na drewnianą świątynię.Jest to cerkiew z Ropek.

"Cerkiew p.w. Narodzenia Bogurodzicy z 1801 roku z miejscowości Ropki k. Gorlic w Parku Etnograficznym ulokowana jest w sektorze łemkowskim. Drewniana na kamiennej podmurówce, pokryta gontem i orientowana została wzniesiona staraniem lokalnej greckokatolickiej społeczności. W planie trójdzielna złożona z szerszej nawy ujętej pomieszczeniami na analogicznym rzucie poziomym - od wschodu sanktuarium, od zachodu przednawiem z nadwieszoną na jego ścianach galerią chóru muzycznego. Bryła zewnętrzna świątyni zwraca uwagę stopniowaniem wysokości poszczególnych jej członów. Każda z nich akcentowana jest kopułami baniastymi wieńczonymi latarniami pozornymi począwszy od najwyższej wieży obejmującej w dolnej części kondygnacji przednawie, poprzez nawę po sanktuarium. Dwa ostatnie nakryte są uskokowymi dachami namiotowymi zdobionymi fryzami arkadkowymi. Cerkiew opasuje drewniane ogrodzenie z dzwonnicą nadbramną z 1904 roku, które obejmie także kamienne nagrobki znaczące symbolicznie przestrzeń cmentarną."-tekst ze strony: http://skansen.mblsanok.pl/a/strona.php?dir=../sakralne&id=ropki

Po opowiedzeniu nam historii cerkwi,powolutku kierujemy swe kroki do drewnianego Dworu ze Święcan.




























































"Dwór ze Święcan (pow. jasielski – 1861) – do roku 1927 należał do rodziny Olszewskich, ostatnich właścicieli wsi. Czas budowy udokumentowany jest odręczną inskrypcją zachowaną na jednej z belek, głoszącą (Ten Dom stawiany Roku 1861 Majster Socha”, odktytą w trakcie montażu obiektu w skansenie.
Dwór zbudowany jest w planie prostokąta, z drewna jodłowego, o konstrukcji zrębowej, na kamiennej podmurówce, bez podpiwniczenia, nakryty dachem czterospadowym, poszytym gontem i ozdobionym pod okapem ażurową listwą w snycerskim opracowaniu. Dworowi w skansenie przywrócono pierwotny wygląd poprzez odbudowanie ganku w elewacji ogrodowej, odtworzenie kominków we wnętrzach oraz rekonstrukcję polichromii ściennej w domowej kaplicy.
Wejście główne mieści się w ganku podcieniowym, pomiędzy dwoma bocznymi pomieszczeniami, nakrytymi oddzielnymi dachami dwuspadowymi, przechodzącymi płynnie w połacie dachu głównego. Na blisko 400 metrach kwadratowych powierzchni dworu rozlokowanych jest 11 pomieszczeń mieszkalno-użytkowych i gospodarczych w układzie amfiladowym: pokój stołowy, dla dzieci, sypialnia, salon, gabinet, kancelaria, kaplica, kredens, kuchnia z sienią gospodarczą oraz sień główna.
Ponieważ nie zachowały się źródła archiwalne dotyczące wyposażenia dworu święcańskiego ani pojedyncze sprzęty z tego domostwa, to dwór w sanockim skansenie urządzony jest od podstaw, przy czym nie odtwarza, ani nie wzoruje się na żadnym innym obiekcie dworskim, a jest prezentacją typowo średniozamożnej, szlachecko-ziemiańskiej siedziby z okresu od połowy XIX wieku do lat 30. kolejnego stulecia. Aranżacja w dużym stopniu stworzona jest ze sprzętów z podsanockich dworów."-tekst z tablicy informacyjnej umieszczonej na budynku.

Zatrzymujemy się przed drewnianym Dworem,słuchamy jego historii i dopiero po jej wysłuchaniu wchodzimy do środka,gdzie oglądamy każde pomieszczenie i robimy zdjęcia.












































Po sesji zdjęciowej we wnętrzu drewnianego Dworu,wychodzimy na zewnątrz,gdzie robimy kilka zdjęć i czekamy na resztę grupy.










Kiedy jesteśmy w komplecie,wędrujemy powoli dalej.Mijamy domostwa Dolinian i Pogórzan.Zatrzymujemy się przy kurnej chacie.















































"Pogórzanie zamieszkują teren Pogórzy Karpackich (Pogórze Ciężkowickie, Strzyżowskie, Doły Jasielsko-Sanockie, Dynowskie), od rzeki Białej na zachodzie po środkowy San na wschodzie. Grupę tę w przeważającej mierze stanowiła ludność polska, niewielki procent ruska i niemiecka. Jednak te dwie ostatnie szybko uległy polonizacji, czego ślady ich istnienia są do dziś zachowane w nazwach miejscowości i nazwiskach.
Pogórzanie graniczą od zachodu z Lachami sądeckimi, od północy z Krakowiakami z okolic Tarnowa i Rzeszowiakami, od południa z Dolinianami i Łemkami. Ze względu na różnice kulturowe dzielimy Pogórzan na dwie części: zachodnią (obejmują tereny położone w okolicy Gorlic, Jasła i Strzyżowa), oraz wschodnią w rejonie Brzozowa. Granica pomiędzy nimi przebiega w okolicach Krosna. Różnice między częścią zachodnią a wschodnią widoczne były szczególnie w budownictwie i stroju."-tekst ze strony: http://skansen.mblsanok.pl/a/strona.php?dir=../pogorzanie&id=pogorzanie

"Zarówno na Pogórzu jak i na innych terenach było dawniej zasadą sytuowanie budynku mieszkalnego równolegle do drogi. Na całym Pogórzu typem architektonicznym był dom trójwnętrzny z komorą lub stajnią. Rozplanowanie wnętrza chałupy było uzależnione od rodzaju zagrody i stanu zamożności właściciela.
Na Pogórzu wschodnim występowała zagroda dwubudynkowa, niekiedy spotkać można było również zagrody jednobudynkowe (okolice Krosna). Chałupy posiadały izbę i alkierz (dawniej komora) po jednej stronie sieni oraz stajnię i komorę po drugiej. W niektórych wsiach występowały chałupy z podcieniem narożnym. Stodoły były niewielkie, dwu- i jednosąsiekowe z boiskiem. Charakterystyczne dla tej części Polski są stodoły tzw. “wąskofrontowe” z wjazdem do boiska umieszczonym w elewacji szczytowej. Bryła budynku jest zwarta (szerokie ściany, wysoki stromy czterospadowy dach).
Na Pogórzu zachodnim dominowała zagroda wielobudynkowa obok dwubudynkowej. Powszechnie występowały chałupy z jedną izbą mieszkalną lub dwoma w amfiladzie. W pierwszej izbie, do czasu jej kurności trzymano powszechnie bydło przez cały rok. Stodoły budowane były oddzielnie i w większych gospodarstwach składały się z dwóch sąsieków i boiska. Z chwilą likwidacji kurnego wnętrza, co miało miejsce w końcu XIX w. i na pocz. XX, powszechne stały się stajnie, do których wprowadzono bydło usunięte z izby. Domy były z reguły wąskie nakryte niewysokimi dachami czterospadowymi.
Na całym Pogórzu dachy chałup kryte były słomą, a podstawowym materiałem budowlanym było drewno jodłowe.
Jeszcze do I wojny światowej znaczna część chałup była kurna. Dym wyprowadzano przez otwór w powale zwany dymnikiem lub przez drzwi. Piec zajmował najwięcej miejsca, sytuowano go w jednym z narożników przy wejściu z sieni. Złożony był z nalepy i pieca chlebowego, od strony izby znajdowała się przy nim montowana na stałe drewniana ławeczka nazwana zapieckiem, przypieckiem. Nad nalepą wisiał na łańcuchu przyczepiony do poleni lub haka miedziany kocioł do podgrzewania wody. Na nalepie gotowano potrawy, używając jako podstawy pod garnki trójnożnego żelaznego dynarka. Pod powałą biegły polenie, polonki, polana - były to belki biegnące poniżej powały. Suszono na nich drewno, len, konopie. W kącie równoległym do pieca stawiano bydło, znajdowała się tam podłoga z dyli. W niektórych wsiach bydło stało tam przez cały rok, w innych tylko w zimie. Wyposażeniem chałupy były także ławy obiegające izbę, stół na krzyżakach (używany tylko podczas wigilii i uroczystości rodzinnych). Sypiano na wąskiej pryczy lub wyrkach (na słomie nakrywanej zgrzebną płachtą konopną lub lnianą), wykorzystywano także ławy przyścienne i rozległą część pieca chlebowego. W pobliżu pieca umieszczano drewniane półki na naczynia. Ściany izby kurnej bielono zwykle do granicy sięgania dymu. Odzież przechowywano w komorze w skrzyni.
Po wybudowaniu pieców z kominami wprowadzano nowe sprzęty: kanapy z wysuwaną szufladą i zdejmowanym do spania wiekiem, kredens, szafy ubraniowe. Dokonywano też drobnych zmian architektonicznych np. komorę zamieniano w dodatkową izbę a ściany pomieszczeń mieszkalnych bielono wapnem.
Pogórze zachodnie najczęściej miało izbę kurną zwaną piekarnią. Cechą charakterystyczną było to, że trzymano w niej bydło przez cały rok. Używane meble różniły się nieco od wschodniopogórzańskich. Występowały tu stoły na nogach w kształcie rzymskiej jedynki, ławki na kołkowatych nogach z ozdobnym oparciem tzw. zydelki. Przy łóżkach czasami stawiane były ławy z przerzucanym oparciem. Nad oknem umieszczano półeczkę z krzyżykiem. W drugiej izbie montowano podłogi.
Na Pogórzu zachodnim wcześniej rozpowszechniło się malowanie całych ścian wapnem, głównie elewację frontową i szczytową od strony mieszkania (część mieszkalną malowano gładko, zaś komorę w pionowe białe pasy lub kropki). W okolicy Krosna (stanowiącej teren przejściowy pomiędzy obiema częściami Pogórza) malowano zręby chałup ropą naftową zmieszaną z sadzą. Często rzemieślnicy pracujący na wsi, wykorzystywali izbę mieszkalną jako warsztat pracy."-tekst ze strony: http://skansen.mblsanok.pl/a/strona.php?dir=../pogorzanie&id=budownictwo

Nasz Przewodnik otwiera przed nami drzwi kurnej chaty,zaprasza nas do środka,opowiada nam na jakiej zasadzie dym z pieca uchodził na zewnątrz w kurnej chacie i śmiejąc się,stwierdził że Jan Kaczmarek,który śpiewał piosenkę "A mnie się marzy kurna chata" nie wytrzymałby w prawdziwej kurnej chacie.

Tekst i piosenka dostępna jest tu:
http://www.tekstowo.pl/piosenka,jan_kaczmarek,kurna_chata.html








































Po wyjściu z kurnej chaty i kilku zdjęciach z figurą św.Jana Nepomucena,niespiesznie docieramy do bieluteńkiego,drewnianego budynku szkoły wiejskiez z miejscowości Wydrna.Wchodzimy do środka,siadamy w ławkach i słuchamy opowieści Pana Przewodnika,a kiedy skończy mówić,robimy sobie kilka zdjęć i opuszczamy wnętrze dawnej szkoły wiejskiej i idziemy w kierunku Galicyjskiego Rynku.Niestety nasz czas się powoli kończy,wszak umówieni jesteśmy na konkretną godzinę na zwiedzanie zapory w Solinie.























Kiedy docieramy do Galicyjskiego Rynku,żegnamy się naszym Panem Przewodnikiem,dziękując Mu za podzielenie się z nami niesamowitą wiedzą i cierpliwość do nas i pytamy Wiktora ile mamy czasu wolnego? Wiktro patrzy na zegarek i stwierdza bardzo poważnie:-10 minut!
"Przebiegamy" przez Galicyjski Rynek,robiąc kilka zdjęć i opuszczamy teren Skansenu,stwierdzając że na obejrzenie wszystkiego jeden dzień to mało,a co dopiero kilka godzin??? Czujemy niedosyt,ale obiecujemy sobie,że wrócimy tu gdy synagoga będzie już dostępna do zwiedzania.













































Wsiadamy do autokaru i gdy jesteśmy w komplecie,ruszamy w kierunku "Domu Turysty".Gdy tam podjeżdżamy,Radek wysiada i biegnie do pokoju po nasze dowody osobiste.Co ciekawe,nie On jeden wysiada z autobusu,oprócz nas jest jeszcze kilka innych zapominalskich osób.I kiedy wszystkie te osoby wracają do autokaru,nasza koleżanka Ela,ostentacyjnie wysiada z niego,z telefonem przy uchu i idzie sobie porozmawiać na zewnątrz.Wołamy Ją,bo trzeba jechać dalej,wszak jesteśmy umówieni,ale nasza koleżanka ma to daleko gdzieś,w najlepsze sobie rozmawia przez telefon.Za to,kiedy w końcu wsiada do autokaru,obrywa się nam-"O co macie pretensje,przecież to Wy zapomnieliście dowodów"-stwierdza,ale to,że my wszyscy czekamy na Nią,aby mogła sobie pogada,to się nie liczy....wszystkiemu jesteśmy my winni!!!
Jesteśmy zszokowani,dosłownie "szczęki" nam opadły na takie stwierdzenie.
Dajemy sobie spokój,po co psuć sobie humory???
Jedziemy.
W autokarze zaglądam na facebooka i dzięki temu dowiaduję się że jedna z naszych El-jest ich siedem czy nawet osiem-ma dziś urodziny.Składam Jej życzenia na facebooku,ale i tą informacją dzielę się z Tereską,która idzie na przód autobusu i przez mikrofon składa Eli moc życzeń od nas wszystkich,a po nich odśpiewujemy STO LAT !!!!!
Elu wszystkiego dobrego !!!!!
Na miejsce docieramy z delikatnym zapasem czasowym.Całe szczęście że  się nie spóźniliśmy.Wysiadamy z autokaru.Nie bierzemy ani aparatów,ani telefonów.Całkowity zakaz robenia zdjęć i filmowania.Najważniejsze są dokumenty stwierdzające tożsamość i podpisana lista.W kasie Wiktor płaci za wejście na teren zapory,my przy okazji załatwiamy sikundę i czekamy na Przewodnika.Kiedy do nas przychodzi,zaprasza nas najpierw do sali,gdzie włącza nam film.Oglądamy go,ale prawdę mówiąc wolałabym obejrzeć film pokazujący historię budowę zapory,niż celebrytowanie PGE.Jestem zniesmaczona.

"Zwiedzanie zapory
WAŻNE INFORMACJE
W celu zwiedzenia obiektów Elektrowni Wodnej w Solinie przez grupy zorganizowane (tj. od 15 osób) należy dokonać rezerwacji w formie elektronicznej na adres zwiedzanie.eos@gkpge.pl dopełniając wszelkich formalności oraz uzyskać potwierdzenie terminu zwiedzania. Należy również dokonać całości opłaty za zwiedzanie na konto nr: 43 1020 1026 0000 1502 0251 3570 oraz przesłać drogą elektroniczną dowód wpłaty.
Organizator wycieczki zobowiązany jest do wcześniejszego zapoznania jej uczestników z Regulaminem zwiedzania obiektów Zespołu Elektrowni Wodnych Solina – Myczkowce PGE Energia Odnawialna S.A. przez zorganizowane grupy wycieczkowe.
Nieodzownym elementem jest wypełnienie Listy osób zwiedzających obiekty ze wskazaniem wszystkich niezbędnych danych oraz podpisami uczestników.
W przypadku zwiedzania elektrowni przez osoby indywidualne należy osobiście zgłosić się do budynku Centrum Energii Odnawialnej (znajdującego się przy bramie głównej elektrowni Solina najpóźniej 10 minut przed godziną zwiedzania) celem dopełnienia formalności oraz dokonaniem opłaty. Bilet zakupiony w kasie nie podlega zwrotowi.
Wejście na teren elektrowni wodnej Solina odbywa się wyłącznie z ważnym dokumentem tożsamości zawierającym zdjęciem.
Informujemy, iż na terenie elektrowni wodnej Solina obowiązują bezwzględne zakazy:
-Zakaz filmowania oraz robienia zdjęć.
-Wnoszenia broni palnej.
-Wnoszenia materiałów niebezpiecznych, źródeł i odpadów promieniotwórczych, materiałów toksycznych, odurzających, wybuchowych bądź chemicznych o dużej podatności pożarowej lub wybuchowej.
-Wnoszenia niebezpiecznych i ostrych przedmiotów.
-Wnoszenia przedmiotów mogących zakłócić pracę urządzeń elektrowni, w tym włączonych telefonów komórkowych, smartfonów itp.
-Prowadzenia rozmów telefonicznych z użyciem urządzeń mobilnych.
-Wnoszenia walizek, plecaków, toreb, siatek i innego rodzaju bagaży. Organizator zwiedzania nie zapewnia pomieszczenia depozytowego.
-Wprowadzania i wnoszenia zwierząt (z wyłączeniem psa przewodnika).
-Wnoszenia, posiadania i spożywania alkoholu lub innych środków odurzających.
-Wejścia na teren elektrowni po spożyciu alkoholu lub innych środków odurzających.
-Palenia tytoniu i używania papierosów elektronicznych oraz korzystania z jakiegokolwiek źródła otwartego ognia.
-Samowolnego opuszczania trasy zwiedzania lub oddalania się od grupy.
-Zbliżania się, dotykania, naciskania przycisków czy przełączników w urządzeniach znajdujących się na trasie zwiedzania.
Wszyscy uczestnicy wycieczki zobowiązani są do poruszania się na terenie elektrowni wodnej Solinaw kaskach ochronnych, które zostaną wypożyczone w cenie biletu.
Całkowity czas zwiedzania do 1 godziny.
Uwaga: temperatura w zaporze ok. 7ºC."-tekst ze strony: https://solina.pl/Zapora-Solina/Zwiedzanie-zapory

Po obejrzeniu filmu,zostajemy podzieleni na dwie grupy-znów jest nas za dużo.Pierwsza grupa idzie za Przewodnikiem,a my chwilkę czekamy na naszego Oprowadzającego.Kiedy do nas przychodzi,zakładamy siateczki i kaski na głowy i ruszamy w kierunku portierni,gdzie każde z nas pokazuje dowód osobisty,przechodzi przez wykrywacz metali i staje na terenie elektrowni i zapory.Halinka robi nam jedyne zdjęcie telefonem,po czym ruszamy na godzinny spacer po wnętrzu zapory i elektrowni.

"Z historii podkarpackiej gospodarki… Budowa zapory w Solinie
Koncepcja budowy zapory na Sanie, od początku budziła wiele kontrowersji. Dziś ta niezwykła budowla i powstałe dzięki niej Jezioro Solińskie budzi przede wszystkim zachwyt, jednak kiedy zagłębimy się w jej historię szybko okaże się, że ma ona swoje mroczne zakamarki….
Zaporę w Solinie wybudowano po to, aby chroniła miejscowości położone nad Sanem przed skutkami wielkich powodzi jakie często nawiedzały ten fragment południowo-wschodniej Polski.  Niestety nie ma nic za darmo… Kosztem tej strategicznej, dla ówczesnych władz naszego kraju, inwestycji było zrównanie z ziemią kilku miejscowości.
Plany dotyczące spiętrzenia Sanu powstały już w latach 20. XX w., a w połowie lat 30. XX w. przeprowadzono rozeznanie geologiczne. Komisja złożona z najwybitniejszych specjalistów ze światowej sławy szwajcarskim geologiem na cele wskazała Solinę jako najlepszą lokalizację dla zapory, ze względu na podłoże z odpornego piaskowca. Dalsze prace przerwał wybuch II wojny światowej. W latach 50. powrócono jednak do tej koncepcji.
Podkreślić należy, że najpierw powstała mniejsza zapora w Myczkowcach, kiedy zbiornik był gotowy przystąpiono do budowy drugiej kaskady. Pracę w Solinie rozpoczęto w 1960 roku od przygotowania infrastruktury dla mających tu przybyć 2000 robotników. Na Zabrodziu powstały budynki mieszkalne dla załogi, stołówki oraz wielkie betoniarnie. W oczach zaczęła wówczas znikać góra „Koziniec”, na zboczach, której powstał ogromny kamieniołom, z którego wydobyto 1 200 000 ton kruszywa, które posłużyło do budowy.
Aby zapora mogła powstać konieczne było „oczyszczenie” terenów przeznaczonych pod zalanie. Przystąpiono wówczas do akcji wysiedlania mieszkańców wsi, których tereny miały znaleźć się pod wodą.  Około 3 tys. mieszkańców Soliny, Teleśnicy Sanna, Horodka, Sokola, Chrewtu i dużej części Wołkowyi otrzymało nakaz wyprowadzenia się i zrównania swoich domostw z ziemią do 1964 roku. Wcześniej we wszystkich planowanych do rozbiórki gospodarstwach była specjalna komisja, szacująca majątki wysiedlonych. Jej opinie były podstawą dla wypłacanych później odszkodowań. Trudno sobie wyobrazić co czuli ludzie, którzy całe życie spędzili w tych miejscowościach, z niemałym trudem pobudowali swoje domy, a teraz państwowy nakaz zmusił ich do ich zniszczenia i  opuszczenia. Zburzono nie tylko domy, ale także sklepy, świetlice wiejskie oraz świątynie…  Kościół w Wołkowyji został wysadzony w powietrze wraz z wyposażeniem, a cerkiew rozebrana niepotrzebnie, bo w miejsce gdzie stała, woda ostatecznie nie dotarła. Wysiedleńcy wspominali później, że w czasie rozbiórki jednego z kościołów rozszalała się straszliwa burza. Wielu jej świadków uznało ją za gniew samego Boga.
Na terenach przewidzianych pod zalanie znajdowało się pięć cmentarzy. W Bieszczady, wraz z robotnikami budowlanymi przybyli zatem specjaliści od ekshumacji zwłok, których zadaniem było przeniesienie pochówków poza teren planowanego jeziora i dezynfekcja miejsc po cmentarzach. Jak się później okazało zrobiono to niezbyt dokładnie… Na początku lat 90. przy brzegach zalewu zaczęły pojawiać się pływające drewniane krzyże, deski, trumny, a nawet ludzkie kości… W opracowaniu „Elektrownia wodna Solina – roboty końcowe” z marca 1970 roku znajduje się informacja o ekshumacji  trzech cmentarzy, a nie pięciu… O tym, że nie wszystkie pochówki zostały przeniesione świadczyć mogą także zwyczaje zamieszkujących te tereny Bojków, którzy składali swoich zmarłych w bardzo skromnych, niczym nie ozdobionych grobach, przez co mogły zostać one niezauważone. O tym co dokładnie kryje dno Jeziora Solińskiego pewnie nie dowiemy się już nigdy. Jego wody są bowiem mało przejrzyste, przy dobrej pogodzie widoczność sięga maksymalnie 3 metrów, a zamulenie w niektórych miejscach ma aż 3 metry.
Osiem lat trwała budowa najwyższej tamy w Polsce, która spiętrzyła wody Sanu i Solinki oraz wielu mniejszych potoków je zasilających. Prace ziemne przy fundamentach zapory ukończono w 1964 r. i latem tego samego roku przystąpiono do budowy korpusu tamy. Równolegle powstał budynek elektrowni i wszystkie niezbędne urządzenia. 9 marca 1968 r. przeprowadzono wstępny rozruch turbiny, a 20 lipca 1968 r., oddano zaporę do eksploatacji.
W ten sposób powstał zbiornik wodny o powierzchni 22 km2  głębokości sięgającej nawet 63 m i bardzo skomplikowanej lini brzegowej o łącznej długośći 150 km. Wysokość samej zapory wynosi 82 m, a jej długość to 664 m. Do jej budowy zużyto ok.  820 tys. metrów sześciennych betonu. Elektrownia w Solinie w chwili powstania była jednym z najnowocześniejszych obiektów tego typu na świecie."-tekst ze strony: https://www.ppg24.pl/z-historii-podkarpackiej-gospodarki-budowa-zapory-w-solinie,1510.html

Kiedy nasz spacer po wnętrzu zapory i elektrowni dobiega końca,żegnamy naszego Przewodnika brawami i opuszczamy zamknięty teren.W kasie oddajemy kaski i idziemy do autokaru.Wsiadamy do niego i czekamy aż będziemy w komplecie by ruszyć dalej.I kiedy tak siedzimy w autokarze,dostrzegam przez szybę,że na parking podjechało auto na lubańskiej rejestracji.Mówię do Radka-Patrz,Lubań podjechał.Wychodzę z autobusu i idę w kierunku samochodu.Mówię:-Dzień dobry,przepraszam z Lubania jesteście??
-Nie,ze Świeradowa-słyszę odpowiedź młodych ludzi.
-W autokarze mamy kilka osób ze Świeradowa-mówię i nagle obok mnie staje Tereska.I cóż się okazuje?? -"Świat jest mały"-Chwila rozmowy i przecież się znają :)
Żegnamy się,życząc sobie nawzajem udanego urlopu i wsiadamy do autobusu.Pora jechać dalej.
Przed nami spacer koroną zapory na Solinie.
Wysiadamy z autokaru przy głównej drodze i ruszamy na koronę zapory.Oczywiście najpierw musimy przejść przez deptak z kioskami z pamiątkami żarciem.I dopiero gdy docieramy do pomnika upamiętniającego budowę dwór zapór,wchodzimy na koronę tamy.
Niespiesznie wędrujemy,robimy zdjęcia,rozglądamy się dookoła,spoglądamy w wodę jeziora i na zielone wzgórza okalające sztuczny akwen.I już wiem skąd się wzięł tekst do piosenki śpiewanej przez Wojciecha Gąsowskiego.
Piosenka tu: https://www.youtube.com/watch?v=8p-eyra0owc









































































Wędrujemy bez pośpiechu po koronie zapory,robimy zdjęcia,rozmawiamy,podziwiamy widoki i w pewnym momencie odbieram telefon od Gabrysi z pytaniem gdzie jesteśmy,bo Oni na nas czekają.To jeszcze nic,bo Radek zaczyna być zły na mnie.Czas wolny się kurczy,a ja robię wszystkim dookoła zdjęcia i nagle okazuje się że nie mamy czasu na zjedzenie czegokolwiek-cała ja!!! Przez to nie mam też dzwoneczka-zabrakło czasu....




































Przechodzimy przez całą koronę zapory i wracamy.Radek jest cały czas na mnie zły.
Czasu wolnego mamy coraz mniej,ale udaje nam się wejść do knajpki na piwo.Po jego wypiciu idziemy w kierunku głównej drogi,gdzie po chwili podjeżdża nasz autobus.Szybko wsiadamy do niego i jedziemy do Polańczyka.











"Polańczyk – wieś wczasowo-uzdrowiskowa w Polsce położona w województwie podkarpackim, w powiecie leskim, w gminie Solina[3][4]. Od 30 grudnia 1999 Polańczyk jest siedzibą władz gminy Solina (wcześniej siedzibą była Solina). Położony na zachodnim brzegu Jeziora Solińskiego.
Przy obwodnicy drogi wojewódzkiej nr 894 znajduje się rzymskokatolicki kościół parafialny pw. NMP Królowej Polski.
W latach 1975–1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa krośnieńskiego.
Pomnik przy drodze z Polańczyka do Wołkowyi upamiętniający 40 rocznicę wyzwolenia Bieszczadów spod okupacji niemieckiej w czasie II wojny światowej.
Miejscowość wczasowo-uzdrowiskowa Polańczyk lokowano na prawie wołoskim w dobrach sobieńskich rodu Kmitów. Wieś istniała już w 1580 pod nazwą Polieszczańskie (od potoku Leszczyńskich). Wieś Poleszczańskie przypadła synowi siostry wojewody, Katarzyny Kmicianki (zamężnej za Andrzejem Stadnickim, kasztelanem sanockim) – Markowi Stadnickiemu (Jego brat Mikołaj Stadnicki otrzymał Myczków i Solinę). Nazwa tej miejscowości jest w orzeczeniu Królewskiego Trybunału Lubelskiego wydanego z 1655 w sprawie z powództwa Pobiedzińskich przeciw Stadnickim. Obecna nazwa przyjęła się pod koniec XVII wieku, kiedy właścicielami wsi byli Polańscy. Od 1674 nowym właścicielem wsi został Stanisław Zielonka herbu Jastrzębiec. Właścicielami ziemskimi byli tu również Hermanowscy, Gołębiowscy, Stadniccy, Balowie. Pod koniec XVIII wieku cesarzowa Maria Teresa ofiarowała tutejszej parafii 8000 złotych reńskich. W dobie galicyjskiej właścicielami byli Karszniccy, Łempiccy, hr. Stanisław Ankwicz, hr. Sołtyk, Kazimierz Kuczkowski, Jan Indra, Ferdynand Wydra oraz Franciszek Cieśliński – ostatni właściciel do wsi do 1945. W połowie XIX wieku właścicielami posiadłości tybularnej w Polańczyku byli Elżbieta Leszczyńska i inni współwłaściciele.
Po II wojnie światowej ze wsi wysiedlono ludność ukraińską i rusińską.
Po powstaniu Zalewu Solińskiego w latach 1961-1968 Polańczyk zmienił swoje oblicze. Na półwyspie położonym po wschodniej stronie Polańczyka otoczonym wodami jeziora zbudowano domy wczasowe i sanatoria.
Od 1974 na podstawie ustawy o uzdrowiskach, Polańczyk było uznane za miejscowość posiadającą warunki do prowadzenia lecznictwa uzdrowiskowego, dzięki czemu mogły być prowadzone tu zakłady lecznictwa. W 1999 miejscowość została uznana za uzdrowisko.
W Polańczyku lecznictwo uzdrowiskowe rozpoczęto w 1974 natomiast status uzdrowiska posiada od 1999. Jest tu łącznie ponad 1200 miejsc dla kuracjuszy. W odwiertach występują wody wodorowęglanowo-chlorkowo-sodowo-bromkowe i jodkowe (nie eksploatowane). Polańczyk ma także bogatą bazę leczniczą. Leczy się tutaj m.in. choroby układu oddechowego i moczowego oraz choroby kobiece. Znajduje się tutaj wiele miejsc noclegowych i przystani żeglarskich. Miejscowość posiada dobrą bazę gastronomiczną.
Zabytki:
-murowana cerkiew pw. św. Paraskewi (obecnie kościół) z ikoną Matki Boskiej z Łopienki
-cmentarz z murowaną kaplicą dworską z 1909 fundacji rodziny Cieślińskich
-kamienna kapliczka z XIX w. położona nad Jeziorem Solińskim
W Polańczyku istnieje klub piłkarski LKS "Nelson" Polańczyk, który występuje w klasie A podokręg Krosno."-Wikipedia.

"Najciekawsze miejsce i najbardziej widokowe w Polańczyku, to punkt na Sawinie położony w samym sercu Bieszczad na wysokości 516 m n.p.m.
Widać z niego przepiękną panoramę Bieszczad oraz Jeziora Solińskiego.Obok punktu widokowego ustawiona jest tablica informacyjna, na której zaznaczone są bieszczadzkie szczyty - Smerek, Łopiennik, Magóra Łomiańska, czy Trohaniec. Pokazane są też: Caryńska oraz Połonina Wetlińska, a także wszystkie wyspy i półwyspy znajdujące się na jeziorze. Punkt Widokowy na Sawinie jest obowiązkowym miejscem do odwiedzenia podczas bieszczadzkich wędrówek."-tekst ze strony: http://www.mojeurlopy.pl/polanczyk/atrakcje-turystyczne/2340

Wysiadamy z autobusu tuż przy betonowej drodze wiodącej na punkt widokowy.Idziemy nią na samą górę i stajemy na szczycie zachwyceni.Widok stąd jest przecudny.Całe Jezioro Solińskie i okalające je wzgórza mamy jak "na dłoni".Stąd też bardzo długa sesja zdjęciowa.Trudno też zdyscyplinować grupę i na zdjęciach grupowych nie ma wszystkich :(

























































Po nasyceniu oczu i aparatów widokami i zrobieniu kilku zdjęć grupowych zaczynamy powoli schodzić do autokaru.My jednak dostrzegamy "wieżę widokową".Idziemy w jej kierunku.Oczywiście zdajemy sobie sprawę że stoi ona na terenie prywatnym,ale skoro już tu doszliśmy,postanowiliśmy wejść na nią i zrobić sobie kilka zdjęć,co też czynimy.Po sesji zdjęciowej,schodzimy z prywatnej wieży widokowej i idziemy w kierunku Pana,który najprawdopodobniej jest jej właścicielem.Podchodzę do Niego,witam się z Nim i mówię:
-To Pana wieża widokowa??
-Tak.
-To ja Panu dziękuję za to że pozwoliliśmy sobie na jej wejście i możliwość podziwiania widoków.Przepraszam że weszliśmy bez pytania,ale widoki są tak cudne że nie mogliśmy się opanować.Życzymy wszystkiego dobrego i pozdrawiamy z Dolnego Śląska.
Oczywiście zaskoczyłam Pana tą mową,ale uśmiechnął się do mnie życzliwie i odwzajemnił pozdrowienia :)
Prawie biegniemy do autokaru,ale dzięki temu nie jesteśmy spóźnialskimi i o czasie odjeżdżamy do kolejnego dziś celu.




































Kiedy autokar się zatrzymuje,wysiadamy z niego i schodzimy w dół ku tafli jeziora.Jesteśmy przed czasem,więc robimy sobie długie sesje zdjęciowe."Trzy różowe piórka nad Soliną" :)














































































































"Rejs statkiem spacerowym jest niewątpliwie jedną z największych atrakcji turystycznych nad Zalewem Solińskim. Trudno sobie wyobrazić wycieczkę w Bieszczady bez poznania walorów krajobrazowych "Bieszczadzkiego Morza".
Spośród wielu firm specjalizujących się w tego typu inicjatywach na uwagę zasługuje statek TRAMP. Jest zdobywcą I Nagrody w konkursie Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podkarpackiego w kategorii "Niezapomniane Przeżycia". Rejsy statkiem w sezonie turystycznym odbywają się od godz. 9.00 do 18.00. Podczas godzinnego rejsu statek płynie odnogą rzeki San obok Wyspy Zajęczej, w kierunku zapory wodnej w Solinie, przepływa obok WZW "JAWOR", Martwego Lasu i opływa Wyspę Skalistą. Pokonuje dystans 12 km docierając do miejsc, gdzie nie kursują inne statki spacerowe.
Podczas rejsu dwugodzinnego statek płynie dodatkowo obok zatoki Victoriniego, Drzewa Wisielca i wpływa do Zatoki Czarnego, pokonując odległość 22 km. Na życzenie grup wycieczkowych trasy mogą być zmieniane i wydłużane. Statek wyposażony jest w urządzenia nagłaśniające, dzięki czemu turyści mają okazję usłyszeć wiele ciekawych informacji podczas rejsu.
Statek Tramp służył Marynarce Wojennej do 1994 roku. To jedna z najsolidniejszych jednostek pływających na Zalewie Solińskim. Płyniemy statkiem morskim, wyposażonym w silną turbinę, który dysponuje 50 miejscami siedzącymi. Podróżując na wygodnych ławeczkach mamy możliwość obserwacji krajobrazu, słuchania opowieści przewodnika lub pieśni żeglarskich oraz fotografowania. Podczas niesprzyjających warunków pogodowych w trosce o komfort pasażerów statek rozwija specjalne przeźroczyste rolety.
Właścicielami statku TRAMP są Jan Zajda i Tadeusz Gurgul, nieodzownie kojarzeni ze środowiskiem wodniackim Polańczyka, których często odwiedzają takie osobowości Bieszczadów, jak Pustelnik Jano, Król Włóczęgów Juliusz I, czyli Julek spod Dębu oraz wiele innych osób, zwanych zakapiorami, które to coraz częściej zdobią pocztówki, albumy i książki o Bieszczadach. Atmosfera na statku TRAMP dzięki jego kapitanom jest wyjątkowa. To miejsce, do którego się wraca, by zobaczyć bieszczadzki zbiornik w szacie wiosennej i jesiennej, a tym samym zapomnieć o troskach dnia codziennego i oddać się bez reszty bieszczadzkiej przygodzie."-tekst ze strony:
http://www.twojebieszczady.net/bflota.php

Kiedy "Tramp" podpływa do brzegu i wysiądą z niego pasażerowie,my wchodzimy na pokład,zajmujemy sobie wygodne miejsca i odpływamy w dwugodzinny rejs po Jeziorze Solińskim.



































































































































































































Pływamy przez dwie godziny.Rozmawiamy,śmiejemy się,słuchamy opowieści płynących z megafonu,pijemy małe co nieco,robimy zdjęcia i świetnie się bawimy,a dwie godziny mijają nam niesamowicie szybko.





















































































Po dwóch godzinach rejsu,dopływamy do brzegu,opuszczamy statek i idziemy do autokaru.Wsiadamy do niego i jedziemy do Sanoka.









Podróż mija nam szybko i bezproblemowo.W "Domu Turysty" w restauracji meldulemy się na czas.Obiadokolacja jak zwykle pyszna i syta-nawet ziemniaków dziś nie było,czego się obawiałam.Po posileniu się,idziemy do pokoju,przebieramy się i ruszamy do marketu,w którym mamy nadzieję kupić regionalne piwo.Razem z nami idzie Danusia z Jurkiem,więcej chętnych nie było-oszczędzają się na jutrzejszą wędrówkę.










Wędrujemy ulicami Sanoka,oglądamy wszystko co mijamy po drodze,robimy zdjęcia i po dość długim marszu docieramy do marketu.No cóż,rozczarowujemy się lekko,bo nie tu żadnego regionalnego piwa.Kupujemy za to warzywa,chleb,owoce i coś do chleba i ruszamy w drogę powrotną.Gdy docieramy do "Domu Turysty" jest już ciemno.W restauracji na dole dostrzegamy dziewczęta,które nas wołają do siebie.Oczywiście korzystamy z zaproszenia i siadamy przy stoliku.Zamawiamy piwo i sącząc je powoli rozmawiamy i śmiejemy się.Do naszego grona dołącza dzisiejsza Jubilatka,wręczamy Jej kwiaty i jeszcze raz składamy życzenia-WSZYSTKIEGO DOBREGO ELU !!!!!
















I tak w miłym towarzystwie mija nam wieczór i nastała noc.Pora wiec spać,jutro kolejny dzień "Bieszczadzkiej przygody" :)

Dobranoc wszystkim :)

Danusia i Radek :)


P.S.Zdjęcia tu dodane są dwóch El Sz.Halinki,Radka i moje :)

1 komentarz:

  1. Dostałam dzisiaj takiego mejla:
    "hej,cześć , też mnie ta reakcja Eli zaskoczyła , ale ,,wolny człowiek " nie powinien sobie podporządkowywać innych - 50-ciu uczestników wycieczki , aby odebrać prywatny telefon. jeśli ten komentarz umieścisz w komentarzach do bloga , to nie mam nic przeciwko ,M ".
    Jestem tego samego zdanie

    OdpowiedzUsuń