
Znajomi ze mnie się śmieją,że jestem najlepszym tropicielem ciekawostek
turystycznych w okolicy. Dla mnie sprawa jest o tyle prosta,że już dawno
wpadłem na pomysł by zamiast z każdego odwiedzanego miejsca przywozić
efektowne pocztówki wykorzystać pomysł p.Ropka z Czech i zbierać
mini pocztówki w formie nalepek do dziennika turystycznego. Plusem tego
dodatkowo jest to,że zdobywa się przy okazji odznaki w formie
bonusu.Ostatnio ów dziennik turystyczny przekroczył granice i mocno
wkroczył do Niemiec. I nagle okazało się, że choć już byłem wielokrotnie
w rejonie przygranicznym w zasadzie nic nie widziałem,mnogość
wież,ciekawych miast itp. itd. robi wrażenie a przede wszystkim
niesamowicie kusi. Trzeba tylko pojechać np. do Zittau rzucić
przysłowiowym beretem i już stoi się na niesamowitej wieży widokowej,
ogląda ciekawy kościół, zwiedza estetyczne i zadbane miasteczka. Stało
się i postanowiłem rzucić owym beretem rzucić :). Jestem prawie brązowym
znalcem rozhleden w Czechach a tłumacząc na język polski podziwiałem
widoki z ok. 50 wież widokowych w kraju naszych południowych sąsiadów.
Czas zapracować na srebrną odznakę, czyli obejrzeć kolejnych 50. Sprawa o
tyle skomplikowana, że jak dawni kopacze złota w okolicy wykopałem
niemal wszystko, co możliwe. Potrzebny nowy kruszcodajny teren i taki
niespodziewanie odkryłem po zachodniej stronie granicy. To nic,że trzeba
wstać o 4 rano, srebro działa na wyobraźnię, dziś ruszam po dwie
pierwsze srebrne wieże :). Początek tradycyjny, zaspana pani w kasie
kolejowej podaje mi bilet Euro-Nysa, wsiadam do szynobusu i ruszam. W
Olszynie Lubańskiej wsiadam do autobusu zastępczego i ruszamy do
Lubania. Po drodze już też tradycyjnie od lat oglądam zniszczenia jakie
przyniosła miastu kolejna burza. Współczuję mieszkańcom przede wszystkim
bezradności. Trudno żyć wg prognoz meteorologicznych czekając ze
strachem na każdą kolejną burzę i ilość opadów jakie przyniesie.
Wolałbym tędy nie przejeżdżać i nie widzieć tego,jak wyremontowane
mosty,drogi,podwórza po raz kolejny obróciły się w ruinę w ciągu jednej
burzowej nocy, ale to jest nieodłączne na tej trasie. Po drodze z
autobusu macham Danusi, która dziś pracuje i po przesiadce dojeżdżam do
Zgorzelca. Tu po spacerze przez starówkę Görlitz dochodzę do Banhofu,czyli na dworzec kolejowy. 8.20 wyjeżdżam do Zittau a o 9.21 mam tam
przesiadkę w kierunku Drezna. 19 minut jazdy i wysiądę a ogarnie mnie
gorączka srebra. Moim celem jest miasto powstałe w 2011 roku prze
połączenie dwóch mniejszych Neugersdorfu i Ebersbachu. Przejrzałem mapy,
tu w tym przygranicznym niemiecko- czeskim rejonie stoją dwie zupełnie
odmienne czasowo wieże widokowe, początek mojej srebrnej kolekcji.
Wysiadam w Neuersdorfie. Plan jest taki, wchodzę na Bismarckturm,
oglądam efektowny kościół ewangelicki z 3 piętrowymi emporami i na
piechotę przechodzę do Ebersbachu. Potem wdrapuję się na kolejną wieżę,
przekraczam granicę i w Czechach opijam sukces chmielowym trunkiem.
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|

Taka była teoria, w praktyce to już nie wyglądało tak dobrze. Początek
jest zgodny z planem, rzut beretem udany,wysiadam na dworcu w
Neugersdorfie, tylko okazuje się, że wychodząc z dworca jestem raczej w
Ebersbachu :). Pnę się więc do góry w przeciwnym kierunku. Tak dochodzę do przejścia granicznego i w zasadzie wchodzę do czeskiego
Rumburka. Trzeba skręcić mocno w lewo. Bismarckturm jest skromna, ale
miejsce w którym stoi daje gwarancje widoków. Jaki Niemcy musieli mieć
szacunek dla tej postaci, ile takich poświęconych mu budowli powstało.Schodząc na dół zachodzę do wspomnianego kościoła. Obok jest stawik
miejski na którym obok łabędzi i kaczek pływa wielki herb miasta :). No
cóż mam ABS w pakiecie życiowym, czyli Absolutny Brak Szczęścia :). Dziś
jest środa a kościół jest otarty w czwartek,a co :).Ucieszyłem
się gdy zobaczyłem na banerze reklamowym program Jakobimarkt. Dziś ma
być ostatni dzień, niestety pogoda jakby mi nie sprzyjała. Okazuje
się,że jedyne co mogę zobaczyć do demontaż po imprezie.Trzeba docenić dopracowanie jarmarku, potężna karuzela - koło młyńskie
stoi w najwyżej położonym punkcie miasta, widoki pewnie biją to, co
można oglądać z pobliskiej wieży widokowej. Trzeba będzie zajrzeć tu w
przyszłym roku i skorzystać z tej atrakcji.
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|

Teraz zaczyna się najciekawsze, muszę znaleźć informację turystyczną.
Zaglądam na plan miasta, miasta łączonego. Ewenement chyba na skalę
europejską większość ulic jest podwójna i po fuzji nikt tego nie
zmienił. W Neugersdorfie przy ratuszu nie ma IT zakładam więc,że więcej
zdziałam w Ebersbachu, ruszam więc na dół. Mijam kolejne domy
łużyckie,wygląda to efektownie,ale moja wędrówka się przeciąga. To są
bardziej odległości na rower niż na turystyczny spacer. Posiłkując się
mapą skręcam w ulicę August - Weise Strasse .Tu zaskakuje mnie ścieżka
rowerowa w postaci równego wykoszonej i wyschniętej trawy pośrodku łąki.
Improwizując trochę wychodzę wprost na wieżę widokową Schlechtenberg i
Muzeum Humbolta. Próbuję zwiedzić muzeum poświęcone niemieckiemu
podróżnikowi,ale choć teoretycznie jest otwarte,nie wykazuje oznak życia
:). Nic to,jestem tu w innym celu. Niebo niestety nagle zmieniło kolor z
błękitnego na szaro - czarny. Pod wieżą jest ostrzeżenie, by nie
wchodzić w czasie złej pogody,ale miałbym zmarnować tyle wysiłku ?
.Wchodzę, widoki w miarę kolejnych pokonywanych stopni są coraz bardziej
efektowne. Gdy docieram do głównej platformy jestem już naprawdę pod
wrażeniem. Widać wszystko dookoła, niedaleko stąd jest już Szwajcaria
Saksońska. Widać zarysy twierdzy Konigstein i innych charakterystycznych
pagórków. Prawie zahaczam głową o czarne sklepienie nieba, to nie jest
komfortowe doświadczenie :). A to nie koniec niespodzianek,wieża ma
jeszcze coś w rodzaju mostka kapitańskiego,czyli jeszcze jeden poziom do
góry. Przyznaję się szczerze,że odpuszczam. Boje się,iż wchodząc wyżej
przebiję głową ten balon burzowy i ściągnę na siebie wszystko, co
najgorsze. Gdy jestem już na dole,w mieście i spoglądam w kierunku wieży
znowu widzę błękit. Los jest często złośliwy : ). W Ebersbachu docieram
do ratusza. I tutaj wg mapy powinno być IT. Nie ma,jestem zły.
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|

Do odjazdu pociągu mam jeszcze 2 godziny idę więc na czeskie piwo do pobliskiego Jiříkova.
Miasteczko sprawia wrażenie jakby większość mieszkańców przeprowadziła
się do bogatszych sąsiadów,zaniedbany kościół i nawet sam
ratusz.Uregulowano rzeczkę i odnowiono to,co obok niej.W herbie miasta
św. Jerzy zabijający smoka,wiadomo skąd Jiříkov :). Wypijam
piwko,bardzo lubię takie klimaty,zwiedzanie Niemiec z możliwością
stołowania się u południowych sąsiadów. Wracam i teraz szukam IT wg
dziennika turystycznego - Weberstrasse 22. Problem jak wspominałem tkwi w
tym,że taka ulica jest oczywiście w Neugersdorfie.Jeśli to jednak tam
to porażka,nie zdobędę dziś vizytek. Jednak tym razem los jest
łaskawszy,nie tylko trafiam do celu,ale również cel jest otwarty i
sympatyczna pani w środku zaspokaja moją pazerność na mini pocztówki.
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|

Wracam do domu przyprószony lekko srebrem przyszłej odznaki,srebrnej,jeszcze na razie odległej,ale już bliższej :). Po drodze już kombinuję, gdzie by tu znowu uderzyć, by po kolejnych schodach na wieżę zbliżyć się do upragnionego srebra.
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i cieplutko,życząc miłej lektury :)
Radek :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz