Lubań - Pisarzowice - Henryków Lubański - Sławnikowice - Gronów - Łąkocin - Pokrzywnik - Jędrzychowice - Zgorzelec 30 km.
Konieczność powtarzania trasy, którą się już przeszło nie jest najlepszą
motywacją do wyruszenia na szlak. Niestety na tym odcinku nie można
było liczyć na jakąś alternatywną ewentualność. Wprawdzie nasz Jakubowy
ekspert Emil w zeszłym roku próbował odnaleźć prawdziwą Via Regia, ale w
rozmowie odradzał naśladownictwo. Tak więc decydujemy się na wczesną
pobudkę. Wcześniej wyruszając dajemy sobie większą elastyczność, co do
tempa marszu i co za tym idzie godziny powrotu. Wyruszamy więc z Jeleniej
pociągiem o 5.37. I tutaj wkracza do akcji św. Jakub. Nie chcecie mieć
nudnej powtórki ? .To nie będziecie mieli. Kiedy po
minięciu Rębiszowa zastanawiam się, czy pójść w ślady Danusi i jeszcze
na pół godzinki się zdrzemnąć otrzeźwia mnie potężny huk i widoczne w
oknie po prawej stronie fajerwerki. Danusia budzi się przestraszona
hałasem i stwierdza, że chyba zerwało trakcję. Zjawia się konduktor i
sugeruje by nie wychodzić na zewnątrz, bo możliwe, że zerwany kabel leży
na dachu szynobusu. Wszędzie dookoła czuć dym. Jak się okazuje
najbardziej ucierpiała tylna kabina. To ona jest źródłem zadymienia.
Emocjonujemy się zaistniałą sytuacją, ale czas nieubłaganie leci i już
wiemy, że trzeba będzie zweryfikować dzisiejszą wędrówkę. Po 1,5
godzinie zjawia się ekipa w sile dwóch ludzi, która ze skarpy ogląda
stan szynobusu i trakcji. Starszy z nich zabiera komplet pasażerów,
czyli całe 4 szt. do Lubania.
Jonaszowa ekipa, to już ich trzeci wspólny
wypadek zostaje na miejscu by dopełnić biurokracji. Nasz kierowca
opowiada, że podobna kradzież miała miejsce w zeszłym tygodniu w
okolicach Rybnicy. My po drodze oglądamy nowe miejsce-Gajówkę i stare-Rębiszów i docieramy do Lubania.
Sympatyczny kierowca podwozi nas na sam start tj. pod kościół Najświętszego
Serca Pana Jezusa i św. Jakuba Apostoła.
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|

Drzwi kościoła są otwarte, więc
zadowoleni otwieramy dzisiejszą sesję zdjęciową. Robimy sobie przede
wszystkim zdjęcia z figurą patrona naszej trasy. Danusia tradycyjnie
ma szczęście i w okolicy plebani wpada wręcz na księdza i dzięki temu
mamy pieczątki w paszportach na start. Spod kościoła ruszamy w kierunku
właściwego szlaku. Po drodze mijamy dawne koszary. Obecnie mieści się tu
centralny ośrodek szkolenia straży granicznej. To co mi się rzuca w
oczy to dwójka wartowników. Biorąc pod uwagę, że dziś typowy ochroniarz
to minimum 60 latek z grupą inwalidzką dwójka prężnych i do tego
uzbrojonych jest niespotykanym widokiem.
Dochodzimy do
kościoła św. Jadwigi na wylocie z Lubania. I znowu mamy szczęście,
właśnie skończyła się msza. Oglądamy wnętrze, wisi tu flaga z muszlą,
nic dziwnego kościół jest na drodze Via Regia.
 |
Danusiu,sroka niosła takąąąą gałązkę!!!! |
 |
Tu była szubienica. |
Wychodzimy z Lubania i
skręcamy w kierunku Pisarzowic. Jesteśmy teraz na potrójnym szlaku
Jakubowym; Via Regia , żytawskim i biegnącym w przeciwnym
kierunku pątniczym do Jakubowa. W Pisarzowicach tym razem znajdujemy
czas by obejrzeć pałac średni - Schloesgut i zboczyć w kierunku kościoła
i dworu. Ponownie trafiamy na otwarty kościół, kościół
macierzyństwa NMP z bardzo skromnym wnętrzem i zubożoną wieżą, bez
czubka. Obok kościoła znajdują się ruiny dworu. Na przełomie XVI i XVII w
Warnsdorffowie byli jedną z najpotężniejszych i najlepiej wyedukowanych
rodzin szlacheckich na Dolnym Śląsku. W Pisarzowicach Hans Georg von
Warnsdorff postawił w końcu XVI w. dwór na planie prostokąta,
powiększony w 1679 r. o wieżę przez Gotfrieda Steinbacha. Wieża
solidarnie z wieżą kościoła utraciła czubek a los obu obiektów
pogarszał się od daty wspólnej dla wielu obiektów zabytkowych w Polsce
czyli po 1945 roku.
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|

Wracamy na muszelkową drogę. Idziemy asfaltową, ale
bardzo mało ruchliwą drogą i dochodzimy nią do Henrykowa Lubańskiego. By
dojść do świątyni, musimy skręcić w prawo. Kościół św. Mikołaja Biskupa
i Wyznawcy również stoi dla nas otworem. Wchodzimy do środka. Moją
uwagę przyciągają obrazy przedstawiające świętych, by nie przegapić
naszego patrona jego obraz wisi tuż nad wyjściem i tabliczką wyjście
ewakuacyjne. Zdjęcia pod obrazem są oczywiście obowiązkowe. Świątynie otaczają krużganki i czas spędzony na ich
obejściu pozwala nam doczekać do przyjazdu księdza. Pieczątki do
paszportu dostajemy, ale zostajemy zobowiązani do przemyślenia, czy nie
powinniśmy zostać na mszy. Na nic się zdaje tłumaczenie o długości drogi
przed nami, wypadku itp. Mimo tego ruszamy dalej choć lekko
zestresowani mając świadomość, że prawdopodobnie staniemy się dziś nowym
tematem podczas kazania na tej mszy.
 |
"Ulicznice"-kury :) |
Zachodzimy do henrykowskiej świetlicy, która jednocześnie pełni
rolę sypialni dla pielgrzymów. Jest niedziela więc zakładamy, że opiekun
jest na wspomnianej mszy i nie korzystamy z podanego telefonu.
Odwiedzamy za to po raz kolejny pomnik przyrody-starego
cisa. Ma się nie najgorzej, czego nie można powiedzieć o zasadzonych
uroczyście drzewkach przez znanych Henryków. Od ostatniej naszej wizyty
raczej podeschły niż urosły. Asfaltową szosą zmierzamy dalej.
 |
Księżyc z falbanką :) |
Dochodzimy
do Sławnikowic. Tu zostajemy zaczepieni przez dwie panie. Ku
naszemu zdziwieniu od razu zostajemy rozpoznani jako Jakubowi
pielgrzymi. Potwierdzamy i dziękujemy za życzenia dobrej drogi. Robimy
zdjęcia pałacu i niestety zamkniętego kościoła.
Dalsza nasza
droga wiedzie do Gronowa. To wieś dość ciekawa z uwagi na kościół, pałac
i aleję starych drzew. I tym razem podwoje świątyni pozostaną dla nas
zamknięte. Msza odbędzie się dopiero za kilka godzin. Nie możemy czekać.
Rozmawiamy z uroczyście ubranym strażakiem, niestety nie dostaniemy
oryginalnej pieczątki. Zaglądamy przez okna kościoła. Dostrzegam na
emporach herb fundatora oraz tablicę nagrobną z rycerzem w zbroi.
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|

Przez
wspomnianą aleję wychodzimy ze wsi zaglądając jeszcze w okolicę pałacu.
Widzimy w oddali jak mijający nas wcześniej samochód zatrzymuje się na
poboczu. Niedługo potem odjeżdża a na boku drogi dostrzegamy kształty
czegoś leżącego. Pierwsze moje skojarzenia to pozostawione w pośpiechu i
bezczelnie śmieci. Ale chwilę później zauważam zarys kierownicy
roweru i leżącego częściowo na jezdni człowieka. Udziela nam się
nerwowość, bo wszystko wskazuje na to, że auto potrąciło rowerzystę a
kierowca po prostu uciekł. Trochę za dużo takich emocji jak na jeden
dzień wędrówki. Św. Jakubie nie urozmaicaj nam już aż tak dzisiejszego
przejścia. Uspokajam się, gdy dochodzimy do leżącego rowerzysty. Nie
widać śladów krwi, więc natychmiast dociera do mnie, że gość za dużo
wypił i wiosenne ciepełko odebrało mu chęć do dalszej jazdy; .Danusia nie daje za wygraną i wdaje się w rozmowę z
niedoszłym Szurkowskim. Pan mówi, że boli go głowa, po czym każe się
Danusi zawieść do Pokrzywnika. Gdy ta odmawia każe dzwonić
na pogotowie i policję. Gdy zaciekawiona pyta po co dowiaduje się, że po
to by mógł na nią złożyć skargę. To wystarczająca motywacja by już o
nic nie pytać i ruszyć dalej. Niedługo potem słyszymy podniesiony głos
leżącego, trzaśnięcie drzwi samochodu i warkot silnika mijającego nas auta.
Ktoś kolejny próbował się nad gościem ulitować.
 |
|
 |
|
 |
|
 |
Pomnikowa aleja :) |
 |
Pielgrzym to nie ma łatwo!!! |
 |
Tam widać Pana "bolącą głowę". |
 |
Ruch niesamowity na kwitnącej wierzbie :) |
Jak się okazuje do
Pokrzywnika jest całkiem spory kawałek. Gdy dochodzimy współczujemy
amatorowi procentowych trunków. W tym wypadku rower nie jest
ułatwieniem. Na trasie pojawiają się w polu widzenia wiatraki elektrowni
wiatrowych. Każdy pracuje swoim tempem. Ich obecność to znak
zbliżającego się pogranicza. Daleko w oddali dostrzegamy górę
Landeskrone. Zbliżamy się do przejścia nad autostradą a mijająca nas
pani z psem jest znakiem, że do Jędrzychowic coraz bliżej.
I w Jędrzychowicach zastajemy zamknięty kościół.
Zmęczenie
już trochę daje się we znaki, ale kontynuujemy marsz do Zgorzelca.
Liczymy, że uda się nam zdobyć jeszcze pieczątkę na zakończenie.
Docieramy do nowoczesnego i wizerunkiem i architekturą kościołem św.
Józefa. Trwa msza, co napawa nas optymizmem. Mamy trudności z wejściem
do środka. Garaże podziemne jak w supermarkecie, liczne wejścia jak w
galerii. Spowiedź odbywa się na poziomie minus 1. Ale ołtarz, choć
nowocześnie urządzony robi wrażenie odmiennością. Przyzwyczailiśmy się
do stereotypów a tu zastajemy ekscentryczny pomysł raczej
przywołujący na myśl ekspozycję galerii sztuki. To jednak nie msza tylko
gorzkie żale i dopiero się zaczęły, więc na pieczątkę nie mamy co
liczyć. Ruszamy na dworzec Zgorzelec Miasto.
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|

Tu z zadowoleniem
stwierdzamy, że z budynkiem dawnego dworca, który tak szpecił okolicę i
irytował podróżnych zaczyna coś się dziać. Jest rozbierany a póki co
wszelkie wejścia zamurowano. Rozkład jazdy też po nowemu. Nie ma już
pociągu do Jeleniej przed 19 teraz ostatni odjeżdża zaraz po 18.
Przed odjazdem jemy moją wersję bocadillo czyli ulubionej bułki
pielgrzymów z serem i wędliną. Moje mają dodatkowo kiszony ogórek i
pomidora. Są smaczną nagrodą za przebytą drogę. Martwiłem się o nudę
powtarzanej trasy. Jak to zwykle na camino jednak św. Jakub zadbał by
nam nie zabrakło emocji .
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
Niedługo potem jakby zbiegiem
okoliczności oglądaliśmy równocześnie serial w tvp o chicagowskich
strażakach i scenę z kablem wysokiego napięcia na aucie i akcję
ratunkową z tym związaną. Tak to mogło wyglądać i w naszym wypadku, my
jednak dostaliśmy szansę przejścia trasy i ją w pełni wykorzystaliśmy.
Inna ciekawostka to fakt, że w czasie gdy mieliśmy sesję zdjęciową z
pałacem w Gronowie jego właścicielka jak się później dowiedzieliśmy
przebywała w tym czasie na wspólnym szkoleniu z rajdową koleżanką Gosią w
Karpaczu. Cóż świat jest w końcu bardzo mały.
Na koniec
dwie zagadki z nagrodami.
W Gronowie znaleźliśmy dość oryginalny herb
szlachecki
i nie udało nam się znaleźć informacji o nim. Zdjęcie zamieszamy na
końcu a przedstawia uciętą głowę na talerzu.
A druga zagadka to obecność
kul armatnich w murze budynku prawdopodobnie dawnej plebanii obok
kościoła w Jędrzychowicach.Skąd i co to za kule???
Danusia i Radek :)
Buen Camino :)
Świetnie napisany wpis. Czekam na wiele więcej
OdpowiedzUsuńDziękujemy i pozdrawiamy :)
Usuń